poniedziałek, 21 grudnia 2015

Takie różne dziwne sprawy.

Dawno nie było tutaj Wielkich Ryb, chociaż w domu się z nimi nigdy na dłużej nie rozstaję, gdyż je kocham miłością nierdzewną i niezmywalną.

♥ ♥ ♥ -(ˆoˆ)- ♥ ♥ ♥

No to proszę, dla pani karpik raz a pan sobie (u)strzeli śledzika:


 
 
"Ah, potrzebujesz rybki na święta?" - czyli - "Serdecznie witamy świeżutką konserwę"
 

 
 
 
A oprócz tego to od piątku było dziwnie.
Najpierw chciałam wyjść wcześniej z pracy, ale zapomniałam. Odbyło się to w następujący sposób:
Ja, w myślach: "Przydałoby sie dziś wyjść wcześniej z pracy"
Sterta papierów na biurku: "Haaa ha ha, hiii hi hi! Kobieto, zapomnij!"
No to zapomniałam.
 

A jak już w końcu wyszłam, to w autobusie naprzeciwko mnie siedziała jakaś baba z imponującej wielkości tlenionym na jaskrawą żółć, lokatym czymś na czubku głowy. Nie wykluczam, że to była jakaś osobna, nieznana dotąd nauce forma życia, tylko akurat spała. Siedziałyśmy same na "czwórce" naprzeciwko siebie. Babie zadzwonił telefon, otworzyła torbę spoczywającą na kolanach, wyjęła telefon: "Halo? Tak, poczekaj chwilę". I "odczepia" telefon od ucha!!! Myślałam już, że przekaże go temu kudłatemu pokemonowi, że to do niego ktoś dzwoni, statek-matka czy tam inna baza kosmiczna w Galaktyce Andromedy, ale nie - baba spojrzała oto na mnie wzrokiem bazyliszka, przytuliła telefon do łona, zamknęła torbę na zamek, schowała ją pod zaciśniętą kurczowo pachę, podniosła telefon i "Dobrze, teraz mogę rozmawiać". No????? Ja wiem, w sumie mam aparycję troche nieprzysiadalną - często słyszałam od ludzi, że jak mnie jeszcze nie znali, to myśleli że ich nie lubię - ale żebym miała aż taką mordę bandyty, skłonnego do rabowania bezbronnych niewiast i ich kosmicznych pudli? Nie spodziewałam się :}
 
Potem w sobotę obejrzałam bajkę "To się nie mieści w głowie" (Inside Out), tą o mózgu i emocjach. Rany jeża, jaka ona smutna jest! Tego nikt w recenzjach nie napisał, a to dół totalny przecież! A jak już ten różowy słonik (ten wymyślony przyjaciel z dzieciństwa) na wysypisku wspomnień zaczął się rozpuszczać, znaczy znikać, noooo, to się poryczałam koncertowo. (Kalina, pies w lodowej rozpadlinie!) To niesprawiedliwe jest, znikać takie niewinne słoniki.
 
W niedzielę po śniadaniu zaś zasnęłam na stole w kuchni. Normalnie wbiłam gwoździa. Bo siedziałam, i na chwilę położyłam ręce na stole i głowę na rękach, zmywarka szumiała rytmicznie, zzzzzum, zzzzum, zzzzzum, no i hop siup, już pływałam po jakimś jeziorze na wielkim pudełku farbek plakatowych. Odpychałam się patykiem, a dookoła były wielgachne liście lilii wodnych, całkiem jak u Kasi Bajerowicz w jej genialnej książce o żabach (To jest jedna z najpiękniej zilustrowanych książek EVER!!!)
 
No i tak to. To trzymajta się, jeszcze parę dni i wolne! I obyście za często nie zapominali wyjść wcześniej z pracy ;)
 
 

poniedziałek, 14 grudnia 2015

Straszliwy morderca, ponury krwiożerca. Bezbronna ofiara, choć uciec się stara.

Wychodzimy z małżonkiem w sobotę z mieszkania, a na ścianie koło schodów, tak troszkę wyżej niż głowa moja sięga, siedzi ON. Pająk w rozmiarze takim, że można by go ubierać w sweterki dla yorków, tylko trzeba by więcej rękawków dorobić.
Serce mi podskoczyło i stanęło, żołądek się skurczył, a mózg skołowaciał. Chwilę mi zajęło uporanie się z tą niesubordynacją narządów wewnętrznych, albowiem cały czas przed oczami miałam wizję, jak to bydlę wkrada się nam do domu i anektuje zaciszny kącik w sypialni, a w nocy przychodzi wtulić się w ciepły róg podusi jak śpię!!!! (I kto wie, może jeszcze pożycza moje swetry)
Żeby się chociaż do czynszu dorzucił, albo obiad ugotował, ale przypuszczam, że nie zamierza.

No ale wracając: poczwara siedzi tak na tej ścianie w pozycji "gotowy do startu", zpod falującej złowieszczo skudlonej sierści łypią czerwone, złe oczka, kłapią potężne szczęki zdolne ciąć stal, jad kapie i wypala dziury w schodach...

Mimo skołowacenia, momentalnie zadziałały instynkty wykształcone przez pokolenia przodków konfrontowanych na codzień z taką straszliwą, wielkoformatową zwierzyną futerkową (jak na przykład też tygrys szablozębny) i po odzyskaniu zmysłów zobaczyłam, że stoję wciśnięta w strategicznie korzystny punkt przy przeciwległej ścianie, tuż przy drzwiach do mieszkania gwarantujących szybką ewakuację. Złożyłam w myślach głęboki ukłon w stronę szanownych atentatów, którzy poziom odwagi roztropnie utrzymywali daleko poniżej maniakalnego bohaterstwa, gwarantując sobie tym samym może i brak sławy, ale za to długie i spokojne życie, po czym odezwałam się do małżonka w te słowy:

- Omatkobosko! Patrz! Ale morderca!!! Oje! Idź ty pierwszy, jak się na ciebie rzuci, to MOŻE sie obronisz, bo jesteś silniejszy niż ja i znasz takie różne chwyty!

Na co mój Dzielny Rycerz, znudzonym tonem, nie marnując na bestie nawet jednego spojrzenia:
- Widziałem go już, siedzi tu z tydzień chyba.
- Co?!! I ja koło niego codziennie przechodziłam? To dlaczego mi nie powiedziałeś?!!
- A po co?

I za tym pytaniem, wbrew pozorom, kryje się wielce roztropna decyzja - no bo faktycznie, po co? Oszczędziło to wszak paru dni niezłego cyrku i bezsennych nocy. Oraz nawet być może licznych i bolesnych złamań kończyn wskutek schodzenia po schodach z wykręconą o 180 stopni głową (bo przecież muszę mieć go na oku!)

No więc używając małżonka jako żywej tarczy jakoś się koło smoka przemknęłam, po powrocie też. A następnego dnia mordercy już, całe szczęście, nie było. Ufff. Widać nie wpisaliśmy się w jego preferencje co do wyboru ofiary. Z sąsiadów też nikogo nie brakuje, choć Frau von See z parteru powłóczy nogą w grubym opatrunku. Dzielna kobieta, nie poddała się bez walki!

...................

A skoro już jesteśmy przy potworach. Ogłoszenie z prasy lokalnej:

ATRAKCYJNY ZAMEK na wzgórzu, ze smokiem i huśtawką tanio sprzedam. Tylko poważne oferty. Kontakt: ksiezniczka_szloch-w-lochu@imperium.com



 

wtorek, 8 grudnia 2015

Zapaść


To co, gotowi zapaść w sen zimowy? Ciepłe piżamki przygotowane?

 

 
 

 
 
Ciekawa lektura na podorędziu?
 
 

 
 
 
 
 
Misiu zaprasza jakby co do gawry, jest ciepła, przestronna i z widokiem na niebo. I on sam też ciepły ( i w sumie przestronny) oraz mientciutki.
 
 
 

 
 
 
 

A przed zapaścią, znaczy przed zaśnięciem, opowiemy sobie o Panu Od Jajec.


Otóż Pan Od Jajec był chudy, długi, w górze zakończony jasnobrązowym, loczkowatym mega-wiechciem kształtu gwiazdowatego, coś jak krzyżówka Hendrixa z Lisą Simpson. Zaatakował mnie na ulicy. Stał tam też mały przenośny straganik, na nim jakieś ulotki o wolnych kurach wkomponowanych w rajskie krajobrazy rodem z sielskich broszurek pewnej powszechnie znanej mniejszosci religijnej. Za straganikiem dwie dziewoje. A Kurzy Zbawiciel krążył dokoła jako ten satelita i zagadywał przechodniów, no i dopadł też mnie (chociaż uciekałam, zawsze uciekam od takich zagadujących ludzi, NIE-CIER-PIĘ jak mnie ktoś zaczepia na ulicy).

No więc satelita Wolny Kurnik leci (Cвободный Курятник III), wchodzi na kurs kolizyjny z moim, macha tą broszurką o wyzwolonej kurze i z bojowym błyskiem w oku krzyczy (naprawdę, było słychać wykrzykniki po każdym słowie) : "Czy! pani! wie!, co! oznaczają! te! kody!!! wydrukowane!!! na!!!! jajkach?!!!!!" Na co ja, lekko zdębiawszy, odpowiadam zgodnie z prawdą: "Eee...a po co mam to wiedzieć, tak na pamięć? Przecież wszystko jest opisane na opakowaniu." Po czym odbijam w lewo, chyłkiem / boczkiem wykonuję manewr wymijania i podążam swoim kursem, zezując trochu przez ramię do tyłu - a tam Ojciec Kurzego Narodu stoi, taki przygarbiony i zagubiony jakoś w tłumie, patrzy w dół lekko potrząsając wiechciem - no i teraz nie wiem, pochylał się tak nad moją głupotą i ignorancją (no ale niby jak inaczej miałam zareagować?) czy raczej zepsułam mu akcję? Pozbawiłam sensu w życiu? Głupio mi trochu... Ale przecież NAPRAWDĘ wszystko jest napisane na opakowaniu, no nie? I to takimi, o, takiiiiimi dużymi literami. Można tego w ogóle nie zauważyć? Do tej pory nie wiem, co mam o tym myśleć. Prześpię się z tym może. W każdym razie Ojciec Kogut chyba nie przemyślał zbyt starannie sensu tej akcji.


 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...