poniedziałek, 25 lipca 2016

Zarządzanie odpadami - twórcze zastosowanie w architekturze miast i wsi.

Tadaaaam! Oto odpad. A teraz:
 

1. Rysu, rysu, ołówkiem kreseczki.

 

2. Piłu, piłu, piłom ;)
 
 
 
 
3. Ciachu, ciachu scyzorykim, ścieru, ścieru, papierem ściernym. Trzykrotne omdlenie nadgarstków. Sznyta na kciuku (punkt nieobowiązkowy).
 
 
 
 
4. Dokładne planowanie wykończeniówki - sukcesem na polu estetycznym!
 
 
 
 
5. Malu, malu farbkami.
6. Stuku, stuku młotkiem w gwóździe.
7. Lepu, lepu klejem.
 
I w końcu po kilku godzinach:
 
 
 
:)
Do odpadów narodzie, do dzieła!
 
 
 
 

 
 

 

..............................................
 
Domków starczyło jeszcze na taką wysepkę, którą można posiąść na własność:
 
 
 
 
 

 
 

 
 

 
 

 
Szerokość : 18 cm, wysokość : 8 cm.
Cena: 25 erło + koszty przesyłki ubezpieczonej (9 erło Republika, 11 erło EU)
 
Jakby ktoś reflektował, to proszę śmiało w komentarzu albo aryatara_a@yahoo.de
Mogę też oddać wysepkę w łapy Le Szopa, który już oferuje Le Kurnik Catastrophique, ale wtedy będzie o 5 erło drożej ze względu na różne haracze, które są ściągane przy takich oficjalnych ofertach.




..............................................

 

A pamiętacie jeszcze szkolny projekt Dziecka Zpiekłarodem o wodzeniu niedźwiedzia? Yyyy, przepraszam, imigranta? (TU)
Otóż po całej tej niekończącej się serii referatów, prezentacji, plakatów, wypracowań i wywiadów, w zeszły poniedziałek odbył się wielki finał z wodzeniem egzotycznych niedźwiedzi. Pojawiło się ich aż czterech, tych niedzwiedziów. W tym trzy osoby były z rodziny uczniów. Okazało się, że ludzie w poniedziałek wieczorem jednak mają inne rzeczy do roboty, niż szkolny pokaz cyrkowy. NO KTO BY POMYŚLAŁ. Uczniowie stawili się oczywiście wszyscy tłumnie, bo musieli. Towarzystwo ponudziło się trochę przy ostatnich referatach prezentujących po raz tysięczny sytuację polityczną Bergamutów i innych Wysp Nieszczęśliwych, zeżarło, co było do zeżarcia (chociaż już całkiem zimne), wytarło ręce w plakaty rozwieszone wokół i "już" o godzinie 21 umknęło z miejsca kaźni z wielka ulgą ku domowym pieleszom.

Następnych tego typu wielomiesięcznych projektów ma na szczęście nie być - było głosowanie. O dość jednoznacznych wynikach ;)

A przy okazji przypomniało mi się, że kiedyś kupiłam bluzkę z metką "Made in Mauritius" i w polskiej części tekstu było napisane "Wyprodukowano w: Wyspy Mauretańskie". Aż szkoda, że mi do głowy nie przyszło zdjęcia zrobić - teraz już za późno bo ja od razu obcinam wszystkie metki, bo mi przeszkadzają.
Spodnie z guzikami "Crazy Lover", bluzka z Wysp Mauretańskich - byłby dobry początek kolekcji niepospolitych tekstyliów.


poniedziałek, 18 lipca 2016

Miasto.

Dzisiaj domków nie będzie, bo nie zdążyłam zrobić zdjęć.
No sorki.

¯\_(ˆ~ˆ)_/¯

The Burak Real Estate ogłasza zatem krótka przerwę techniczną i płynnie przechodzi do tego, co buraki lubią najbardziej, czyli Wielkich Ryb.

Bo Wielkich Ryb nigdy za wiele.

~(**)~




 
- Co jest, kurna?!!! Grzesiek, kto to tu postawił? Jeszcze podczas ostatniej wylinki*, zylion lat temu ledwie, tego tu nie było!
- Ale szefie Łuszczasty, to nie ja, ja nic nie wiem...
 
 
*Niektóre Pra-Ryby rosną przez wylinkę. Odbywa się ona mniej więcej raz na zylion lat.
 
 
 
Tak, szefie, tym razem to naprawdę nie Grzesiek nawalił...
Po prostu czasem jak jest, że nie wychodzi się dwa razy z tej samej rzeki. (Czy tam innego zbiornika wodnego). Zwykły one bowiem w ostatnich kilku tysiącleciach coraz intensywniej obrastać miastami.
 
 

To "coś", co ktoś tu postawił.
 
 
 
 
 
 
Grzesiek. Niewinnie okrzyczany.
 
 
 
 
 
 
Temu tuaj też się to wcale nie podoba.
 
 
 
 
 
 
"Ojej, no co szef tak krzyczy... A to naprawdę nie ja."
 
(To komando zbuntowanych cienkopisów, banda rozpuszczonych akwareli i spisek mętnych środowisk akrylowych! Mówią, że podobno pod dowództwem jakiegoś diobła łokrutnego, von Karczoch, von Burhak, czy jakoś tak...)
 
 
 
..............................................................................................
 
 
 
 
Tymczasem w środku jednego z tych miast, dosyć dużego nawet - folklor! Doroczne Trzepanie Barana.
Co roku sąsiadka wyprowadza rzeczonego na trawnik i układa na kocyku.
Baran leży tak 4 dni i się wietrzy, i codziennie jest bezlitośnie i gruntownie trzepany kijem przez dobrą godzinę.
 
 



 
 
 
 
Na skutek tego, odkoltunia się i odświeża. Proszę: po prawej widzimy barana skołtunionego, po lewej odkołtunionego i puszystego.
 




W dzień piąty chowa się go do worów i układa w domu na łóżeczku. Teraz można przez następny rok skłaniać na nim wieczorami umęczona głowę.
 





A tak poza tym to byłam chora i przez 6 dni I NOCY nieprzerwanie napier... , przepraszam, bolała mnie głową. What a fun! Dzisiaj już tylko lekko muliła rano jak wstałam, ale jak mi rano w U-Bahnie jakiś idiota otworzył okna, to miałam ochotę go zabić (tak że 4 razy co najmniej) a potem przez te okna powyrzucać po kawałku. Ale za dobrze wychowana jestem i przesiadłam się po prostu do wagonu obok. Ale przeciąg zdąrzył przejść po czaszce i OCZYWIŚCIE boli od nowa. Wszytkim tym ludziom, co rano otwierają w pociągu okna mam ochotę zrobić coś bardzo, baaaardzo złego. Może szefa Łuszczastego wyślę.
 
 
 
 
 
 
 
 
 

poniedziałek, 11 lipca 2016

The Burak Real Estate presents.

Dziś kolejne piekielnie czarowne posiadłości nadmorskie, w liczbie dwóch zaledwie - ale jak zawsze twierdzę, nie stawiajmy na ilość, tylko na jakość. To jedziemy:

(Kliknij-że w foto, a zostanie Ci powiększone)



NUMER 1

 
 
Oto iście rajska posiadłość wolnostojąca, w modnym, zmurszałym standardzie "shabby-flądra". Obiekt posiada własną linię brzegową, pukającą wesoło w okienko i wlewającą się do talerza z zupą (jaka oszczędność na soli!)
Wykończony do cna słonymi wichrami, scyzorykiem i papierem ściernym.
Kuszącym atutem nieruchomości jest lokalizacja na zapomnianym przez Posejdona i ludzkość kawałku skały, zwanym dumnie wyspą. Tu możesz zapomnieć o cywilizacji - cisza i spokój gwarantowane! (Z wyjątkiem nawałnic, sztormów, burz, cyklonów, tsunami, krwiożerczych alg, Cthulhu oraz innych inwazji z kosmosu)
Jeśli jednak zapragniesz otworzyć do kogoś usta - wyrzucone na brzeg falą przyboju nieliczne zbłądzone dorsze i pomylone makrele z pewnością bez słowa sprzeciwu wysłuchają wszystkiego, co masz do powiedzenia.
 
 
 
 
 
 




 
 

 


..............................................

 
 
NUMER 2

 
 
Sklep rybny w rustykalnym stylu francuskim (tak się jakoś deweloperowi kojarzy, więc wykorzystuje to jako ponętny haczyk marketingowy).

Atrakcyjnie usytuowany w morskim ustroniu tak odległym, cichym, sennym, odrętwiałym, zapadłym, pustym, odludnym i dalekim, że nawet wiatr tam nie dociera. A nawet jeżeli jakimś cudem się tam zapuści to od razu czuje, że niekiepsko pobłądził.

Oczywistym jest przeto, że gorszego miejsca na sklep znaleźć się nie da i absolutnie nikt nigdy nie przypłynie tu, żeby coś kupić. Niemniej jednak nazwa zobowiązuje - przynajmniej do wywieszenia szyldu i wbicia trofeum na dzidę wetkniętą w dach.

Umknij od zgiełku miasta do tej morskiej oazy utrzymanej w przyciągającym wzrok, luźnym i niedbałym stylu Le Kurnik Catastrophique. Sur la plage, dans les nuages, la vie tranquille, sur la petite île - że se tak zrymuję banalnie w tym szlachetnym języku dawnych elit towarzyskich.


 
 
 

 
 

 
 



 
 
 

I to jeszcze nie były ostatnie słowa biura The Burak Real Estate, nie!
Dalsze obiekty czekają na sesję foto. Kolejna atrakcyjna oferta już niebawem.
 


...........................................................................................................



p.s. Pozostając w klimatach wiejskich: czytam "Chłopów". A raczej podczytuję okazjonalnie, bo przez całość to chyba raczej nie przebrnę. W każdym razie wzruszają mnie niezwykle wdzięczne i subtelne opisy kobiecej urody najwyższej klasy, czyli oczywiście Jagny:

"Wypasiona kiej jałowica, biała na gębie, a ślepie to ma rychtyk jak te lnowe kwiatki. A mocna, że i niejeden chłop jej nie uradzi!"

"Sielna dziewucha, a rosła, że bez płot nie przejdze, bo żerdki pod nią pękają… a piękna, biała na gębie, a urodna kiej jałowica."

:)))

Tak, trochę się zmieniło od tamtych czasów. Zawsze mnie w takich chwilach zastanawia, co by powiedzieli ci ludzie skonfrontowani z dzisiejszymi ofiarami chirurgii plastycznej o kaczych dziobach i kuprach, i cerze świadczącej o przejściu z życiem (jakimś cudem) rozalkowej terapii "Trzy Zdrowaśki"...


..........................................................

Pozdrawia was Diabeł ze ślepiami rychtyk jak te... eeeee, nooo... kałuże chyba w sumie. Kałuże z lekką zawiesiną glonową.

]:-)

 

poniedziałek, 4 lipca 2016

Całkiem niedrogi dom nad brzegiem morza - DIY.




Potrzebne będą deski, farba, gwoździe, no jak to na dom.
Domek właściwie.
Domeczek.
No... tak całkiem po prawdzie, to niestety nie da się w nim w ogóle zamieszkać... (smuteczek...)


Do rzeczy:


Te oto piękne dechy wyczajone zostały w sklepie ze starociami przez Szwagierkę I., która swym okiem bystrym natychmiast dostrzegła w nich potencjał twórczy, zakupiła i uradowała mnie niezmiernie. Gdyż nie tylko ma oko bystre, ale i serce złote.

 


 (Nie, nie było znaku równosci ani dwójki :)

 




Literki zostały przy pomocy Borsuka odczepione i odpowiednio pocięte. Zaangażowanych w projekt zostało też kilka desek i drewienek znalezionych na plaży, z zasobów zdeponowanych w koszyku pod kuchennym stołem. I zaczęło się budowanie z klocków. Ostatecznie stanęło na czymś takim:

 




 

 

 

 
Z papieru można sobie powycinać różne okienka i poprzymierzać, gdzie co nam pasuje.
 
 
 
 
 
.................................................................................................................................
 
 
 
Po czym malujemy, najlepiej twardym, szczeciniastym pędzlem, biorąc nie za dużo farby.
Jak farba dobrze wyschnie, papierem ściernym i scyzorykiem niszczymy częściowo efekty prac malarskich, aby zbliżyć się wizualnie do wielce atrakcyjnego i porządanego obiektu deweloperskiego, czyli starej, zapadłej rybackiej wiochy na końcu świata, na wpół zeżartej przez ząb czasu, wichry i słoną wodę, na uliczkach której czuć jeszcze upojną woń wczorajszego śledzia...
 
 
 
 
 
 
.................................................................................................................................
 
 
 
 
Teraz rozrabiamy trochę białej farby na talerzyku z wodą i chlapiemy od serca, chlap, chlap, imitując efekt wzburzonego, morskiego żywiołu, toczącego pianę z pyska.
 
 
 
 
 
.................................................................................................................................
 
 
 
 
No, oczywiście nie zapominamy skleić elementów w całość.
I teraz idą na warsztat te metalowe kółeczka, malowniczo ośniedziałe i ordzewiałe, o które prosiłam jakiś czas temu, że jakby ktoś ten, to ten. No. To właśnie po to mi one były.
W tym miejscu serdeczne podziękowania dla Bożeny i mRufy za wsparcie materialne!!!! Wasze stare kółeczka dostały drugie życie - w zapomnianej przez świat wiosze trącącej nieświeżą makrelą co prawda, no ale zawsze to drugie życie, nie każdy dostaje taką szansę ;)


 
  
 

.................................................................................................................................
 
 
 
 
Na końcu wbijamy jeszcze parę gwoździ, do dekoracji lub jako kominy albo haczyki - i gotowe.
 
 
 
 
 

 
.................................................................................................................................
 
 
 
No i mamy ten niedrogi nadmorski domek...
Oto trzy pierwsze (buduję całe osiedle, a co) utrzymane w tych samych kolorach.
 
 
 
 
 

 
 

 
 

 
 

 
 
 
.................................................................................................................................
 
 
 
 
 
 

 
 

 
 




 
 
 
.................................................................................................................................
 
 
 
 
 
 

 
 

 
 

 
 

 
 

 
 
 
.................................................................................................................................
 
 
 
To co, ktoś chce wynająć na lato?
 
 
 
 
 
 
 
.................................................................................................................................
 
 
 
I na ścianie w kuchni.
 
 
 
 
Reszta domków następnym razem.

Stay tuned ♥

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...