poniedziałek, 18 lipca 2016

Miasto.


Dzisiaj domków nie będzie, bo nie zdążyłam zrobić zdjęć.
No sorki.

¯\_(ˆ~ˆ)_/¯

The Burak Real Estate ogłasza zatem krótka przerwę techniczną i płynnie przechodzi do tego, co buraki lubią najbardziej, czyli Wielkich Ryb.

Bo Wielkich Ryb nigdy za wiele.

~(**)~




 
- Co jest, kurna?!!! Grzesiek, kto to tu postawił? Jeszcze podczas ostatniej wylinki*, zylion lat temu ledwie, tego tu nie było!
- Ale szefie Łuszczasty, to nie ja, ja nic nie wiem...
 
 
*Niektóre Pra-Ryby rosną przez wylinkę. Odbywa się ona mniej więcej raz na zylion lat.
 
 
 
Tak, szefie, tym razem to naprawdę nie Grzesiek nawalił...
Po prostu czasem jak jest, że nie wychodzi się dwa razy z tej samej rzeki. (Czy tam innego zbiornika wodnego). Zwykły one bowiem w ostatnich kilku tysiącleciach coraz intensywniej obrastać miastami.
 
 

To "coś", co ktoś tu postawił.
 
 
 
 
 
 
Grzesiek. Niewinnie okrzyczany.
 
 
 
 
 
 
Temu tuaj też się to wcale nie podoba.
 
 
 
 
 
 
"Ojej, no co szef tak krzyczy... A to naprawdę nie ja."
 
(To komando zbuntowanych cienkopisów, banda rozpuszczonych akwareli i spisek mętnych środowisk akrylowych! Mówią, że podobno pod dowództwem jakiegoś diobła łokrutnego, von Karczoch, von Burhak, czy jakoś tak...)
 
 
 
..............................................................................................
 
 
 
 
Tymczasem w środku jednego z tych miast, dosyć dużego nawet - folklor! Doroczne Trzepanie Barana.
Co roku sąsiadka wyprowadza rzeczonego na trawnik i układa na kocyku.
Baran leży tak 4 dni i się wietrzy, i codziennie jest bezlitośnie i gruntownie trzepany kijem przez dobrą godzinę.
 
 



 
 
 
 
Na skutek tego, odkoltunia się i odświeża. Proszę: po prawej widzimy barana skołtunionego, po lewej odkołtunionego i puszystego.
 




W dzień piąty chowa się go do worów i układa w domu na łóżeczku. Teraz można przez następny rok skłaniać na nim wieczorami umęczona głowę.
 





A tak poza tym to byłam chora i przez 6 dni I NOCY nieprzerwanie napier... , przepraszam, bolała mnie głową. What a fun! Dzisiaj już tylko lekko muliła rano jak wstałam, ale jak mi rano w U-Bahnie jakiś idiota otworzył okna, to miałam ochotę go zabić (tak że 4 razy co najmniej) a potem przez te okna powyrzucać po kawałku. Ale za dobrze wychowana jestem i przesiadłam się po prostu do wagonu obok. Ale przeciąg zdąrzył przejść po czaszce i OCZYWIŚCIE boli od nowa. Wszytkim tym ludziom, co rano otwierają w pociągu okna mam ochotę zrobić coś bardzo, baaaardzo złego. Może szefa Łuszczastego wyślę.
 
 
 
 
 
 
 
 
 

37 komentarzy:

  1. Tu działa jakiś ahref albo inny do wstawiania linków?
    Tak chyba musi być: http://vignette3.wikia.nocookie.net/legomessageboards/images/1/1c/Wut.jpg/revision/latest?cb=20141015005232

    To Bożeny reakcja na tą baraninę na trawniku.

    Biedny Grzesiek! Matko jedyno. Dobrze, że są wszyscy w zbiorniku, bo ten szef to wygląda na takiego co pluje jak wrzeszczy. To się przynajmniej rozcieńcza.

    Bożenka ciekawa, czy w ogóle na świecie są inne cienkopisy. Te co tam masz na zdjęciu to od zylionów lat (gdzieś od pierwszej wylinki tam u Was w stawach) są nacienopisowsze i jedyne. Nawet Bożena czasem się pokusi i coś takimi narysuje. Kółko w notesie jak długo ktoś jej przez telefon papla i jej się nudzi, albo coś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))) Baranina sie tak trzepie naprawde regularnie kazdego lata. Kijkiem od mietły łupu-cupu. Czasem wiatr ja zwieje na trawnik i w krzory, ale pani łupiąca wydłubuje pilnie zpowrotem i trzepie dalej.
      Tak pewnie od zarania dziejów sie u nich w domu robilo...

      A wiesz ze te cienkopisy to najczesciej podrabiany rodzaj pisadeł na swiecie? Tak, długopisy, ołówki itd tez sie podrabia, i to na mase - ogladalam taka relacje z targów pisadeł i artykułów papierniczych, chodziła tam Wysoka Komisja od spraw falszerstw i przeswietlala oczami kazdy olóweczek, cienkopis i marker. Podróby słały sie czesto a gesto.
      Nawet pojecia o tym nie mialam...

      Usuń
    2. Wiesz, śmichy-chichy, a w słoneczne dni Bożena też pościel wywala na balkon :P Ale też pierze nowomodnymi sposobami, to trochę ją rozgrzesza ;)))

      Bożena sobie nie zdawała sprawy, że biznes kreślarski jest tak lukratywny, iż dorobił się własnych podróbek. Szapoba, naprawdę :D

      Usuń
    3. Ah, na balkon to ja tez, to chyba wszyscy :-)

      Ja tez nie mialam pojecia o takich rzeczach - widac jak jestes dobrym falszerzem, to wszystko jedno jaka branze wybierzesz, dorobic sie idzie na wszystkim.

      Usuń
    4. O masz, a ja nie cierpię tych cienkopisów. Baraninę bym nimi tłukła co najwyżej. Chyba, że teraz zrobili jakąś odchudzoną edycję, gdyż z tego co pamiętam dawniej to były grube i z toporną końcówką.
      Tym bardziej doceniam co nimi wyprawiasz ;)

      Usuń
    5. Newa, ale tylko tymi kolorowymi (kropki robie) bo wlasnie Maja tak duzo róznych kolorów. Ale sa strasznie grube niestety, jak piszesz. Czarne kupuje inne, takie co maja 0,1 i 0,3 mm grubosci. Wtedy se mozna zaszalec z rybimi luskami itp!

      Usuń
  2. Prosze Diabla... Bo tego... Bo w piatek cos znalazlam w dzirze na listy... Najpierw myslalam, z to zaglowka, dopiero ten komin mnie ostrzewil... No to powiesilam od razu kolo Yeti, zeby wiedzial ze nei tylko ma flache ale i dom...
    Ale obruszyla sie na to Renata, mowiac ze to jej chata...
    zaproponowalam i shared house i... stracilam rekawem z zamrazalnika... i teraz musze kupic klej do drewna... jakies rekomendacje? ;)

    Jest slodki i slicznie dziekuje za niespodziewanke :D.
    Choroby wspolczuje bardzo, bo osobiscie wiem jak sie czlowiek czuje po 5 dniach, z przerwami na posilek wieczorny, a takze po 3 dnich non stop,czyli blade bo blade a pojecie mam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiec ja mam jakis taki bialy klej do drewna, na którym pisze "Ponal. Klej do drewna" :))) Ale chyba kazdy moze byc, a od biedy i "Kropelka".
      Jak Cie Renata wczesniej nie zadziobie ze zlosci ;)

      A przypomina zaglówke, to fakt, i to mi sie w nim podoba osobiscie - taka podniebna, albo i kosmiczna zaglówka... Nawet na weekend zrobilam nastepna, w nieco wiekszym kalibrze.

      No mówie Ci, to bylo 6 dni i nocy bez sekundy przerwy, upojne naprawde. Mam nadzieje, ze pierwszy i ostatni raz.

      Usuń
    2. to ja Cie sie pochwale wyczynem literackim - mianowicie wlasnei odkrylam ze prztlumaczylam slowa "his sickly son William" jako jego chorobliwy syn William (zamias chorowity rzecz jasna), i teraz tak sobie rechocze z tego chorobliwego syna ;)

      Usuń
    3. A wiesz, ja tak przeskakiwac z jednego jezyka na drugi to w ogóle nie umiem, momentalnie sie gubie. Jak okazjonalnie musze w pracy za tlumacza robic, to ci ludzie z Polski mysla pewnie ze im jakiegos tumana kompletnego przyslali. A Niemcy sie pewnie dziwia co mi sie nagle stalo, cos mnie boli moze, czy co, bo tylko "yyy" i "eeee..."
      Ale po cichu sie dziwia, kulturalni sa ;))

      Usuń
  3. No, ryby są. Jest dobrze. Podobna do lisa ta największa, co się piekli. Jest ryba, wiadomo, ze jest stabilnie, że wszystko na miejscu. Ładnie jest :)

    A z tym baranem to nie wiedziałem. To takie ichnie pierze w poduszkach? Proszę, jakie multi-kulti, niby miasto niby Niemcy, a tu baran na trawniku. To mi przypomina Dersu Uzałę, który zgorszony tym, że pani kapitanowa kupuje drewno, po prosu poszedł do parku i zrąbał drzewo. A nie ma tam Masajów, z krową, co krew do picia daje?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stabilnie, jak najbardziej, Ove ryby sa zawsze gdzies tam u mnie w tle, ZAWSZE :)))

      Krowy na balkonie nie bylo, ale Borsuk ma w pracy takiego kosmite z Afryki (ale kraju nie pomne) co jest tu juz kupe lat, a oststnio planowal na Balkon kupic koze. Zeby podtuczyc i miec swieza kozine. Borsuk sie z ciekawosci zapytal o szlachtowanie - kosmita odpowiedzial, ze no problem, tez na balkonie przeciez, bo duzy jest. :)))

      Usuń
    2. To bardzo interesujące, te multi-kulti anegdotki. My na balkonach to tylko krowy na grillu robim ;)

      Usuń
    3. Ba! Tutaj to tez sport narodowy! Idz sobie do parku w letnia niedziele - poczujesz sie jak w srodku pozaru wielkich lasów Kaliforni.

      Usuń
  4. Oj Diable biedny Ty! Z tą oną głową to ja Ci bardzo, bardzo współczuję! Nie trudź się zabijaniem, tylko od razu szurnij gościa przez otwarty lufcik u-bahna, gdy ten nabierze największego przyspieszenia i będzie przejeżdżał przez tunel, względnie wiadukt. Szybko będzie i skutecznie :D
    Trzepanie barana made my day! :))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko ten cholerny monitoring...!!!

      Usuń
    2. Czapka z duzym daszkiem albo lepiej smobrero. Pozniej bado szukac bojowej Meksykanki utykajacej na jedno kopytko tfu... nozke ;)

      Usuń
    3. Zdecydowanie Sombrero, mysle ze w ten sposób bede absolutnie niezauwazalna, wtopie sie w tlum :)))

      Usuń
  5. Współczuję bolącej, przewianej głowie, wszak ona siedliskiem wszelkich, niezliczonych i jakże twórczych pomysłów pomysłów. Że też takiego bólu nie da się wytrzepać czy wywietrzyć. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedna dobra strona to to, ze bóle glowy tez podrzucaja interesujace wizje i pomysly :)
      Ale bez nich (tych bóli znaczy) i tak lepiej swiat wyglada.

      Usuń
  6. Tak mnie zasępił ten baran w centrum Niemców, że bym zdrowia zapomniała życzyć styranej głowie, eh.
    Więc zatem życzę.
    Z przeciągami to ja walczę od lat. Myślę że figurę (tylko odrobineńkę grubszą od tego cienkopisu hyhy) temu zawdzięczam, iż zawsze gdzieś wstaję i lezę zamknąć jakieś okno lub drzwi. I znowu i wciąż.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No! To ja tak samo, latam jak ten przeciag wlasnie :)
      A w pracy juz sie nauczylam siedziec caly czas z chustka albo szalikiem owinietym dookola szyji, bo w biurze siedze z dwoma facetami - a im ciagle za cieplo i otwieraja okna. A ze ciagle ktos wchodzi albo wychodzi, to zaraz przeciagi - i glowa pęka i łupie... Najchetniej to bym siedziala w czapce, albo ten szalik owinela wkolo glowy, no ale tak gópio jednak trochu :)

      Usuń
  7. Diabełku, łączę się w bólu (głowy). Rzadko mnie łupie, a dziś- owszem.
    Se wizualizuję, że na brzegu to widać tą moją krzywą wieżę (czy tam latarnię). Łuszczaty się czepia i tak nie używa brzegu, a widoczek fajny.
    Od zawsze lubię pisać czarno, kiedyś używałam pióra i czarnego atramentu, teraz idę na łatwiznę, kupuję czarne żelopisy pentela, 0,5 lub 0,7. Czasami coś rysuję nimi i koloruję kredkami bambino. Jednakowoż talentu nie mam specjalnego. Ale lubię, więc tak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łuszczasty sie tam widocznie lubil tarzac podczas wylinki.
      A pisac lubie wszystko jedno jakim kolorem, ale cieniutko, takim 0,3 albo 0,1 mm sie super pisze!

      Usuń
  8. Nie pozwala mi zrobic "odpowiedz"
    Bo tluamczenie symultancizne to w ogole jest wyzsza szkola jazdy dzwonkow tramwajowych. Na gebe to ja tez nie taka bardzo mocna jestem, kwekam i stekam i modle sie zeby nei zapomniec poczatku zdania. A pracowac z tluamczem w ogole nie umiem - mam tendencje sluchac mowcy mim oze ni chu-chu nie rozumiem (np francuski numer taki mialam pracujac jeszcze w Zakladzie), a rownoczesnie/pozniej ignoruje tluamcza ;). W pismie to inna para gumofilcow :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wlasnie, dokladnie.
      A z tym odpowiadaniem cos sie dzisiaj psuje, mi tez nie zawsze pozwala. Mam nadzieje ze to tylko wina blogspotu, a nie moja - bo jak moja, to przepadlo, juz tego nie naprawie :/

      Usuń
  9. Ryby to ryby, swój głos mają i basta. Co do otwieranych okien w pojazdach publicznych mam podobnie i zawsze ten wietr w oczy i ja chora. Leżę palckiem w zaciemnionym pokoju i ubolewam w sobie. Rodzina się piekli, ja zdycham. Bywa. Trzepana łowca... to dla mnie jakiś zupełny odlot.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, ze maja :) I nie wahaja sie go uzyc, jak widac po szefie!

      O, ja tez do ciemnej nory potem najlepiej, no. I czapka na glowe, naciagnieta az po oczy, bo swiatlo boli straszliwie.

      Usuń
  10. Wydaje mi się, że ten baran to kilka lat temu też otwierał okno w metrze... W tym samym wagonie, w którym jechała owa sąsiadka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiec zasluzyl na ten marny koniec!

      Usuń
  11. a czy zamiast barana mogę wytłuc gęsi??? bo ja mam takie stare pierzyny, poduchy ...i chcę wywalić to towarzystwo w cholerę pomimo sentymentów rodzinnych.
    Oraz pisz książki dla dzieci do Twoich ryb )))
    no chyba, że piszesz a ja tu właśnie popełniam fopasa aaaaaa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie pisze :)))) Przez zadna cenzure wydawnicza by to nie przeszlo raczej - no przynajmniej na pewno nie jako teksty dla dzieci ;)

      A czy gesi idzie tak tluc? Pewnie idzie, tylko bys potem to pierze zbierala po calym miescie pewnie. (Choc to tez jest JAKIS sposób na pozbycie sie tego towarzystwa...)

      Usuń
  12. O, to widzę, że działo się to w Morzu Kaspijskim, a to największe bydlę to bieługa. Już je prawie wytępili, na otarcie łez produkują wódkę ku jej czci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troche zzieleniala ta bieluga. Ale to moze ze strachu przed szefem, bo zartów z nim nie ma!
      A na otarcie lez i ku pamieci jest tez samolot transportowy Airbus Bieluga:
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Airbus_Beluga

      Usuń
    2. Hm, takie cudo mają w muzeum, więc kolor w miarę pasuje:
      https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/3/32/Bie%C5%82uga_-_ryba.jpg

      Usuń
    3. aaaaa! dopiero teraz obejrzalam - cudna :)))

      Usuń
  13. Przepraszam, że tak po czasie, ale muszę zapytać. Ponieważ małżonek, jak mu panią z baranem pokazałam, to sam zbaraniał i powiedział, że aby tak trzepać barana publicznie to trzeba mieć tupet. I ja się Ciebie Diable drogi zapytuję, czy ona miała tupet, ta pani? Bo na zdjęciu to tylko chusteczkę na głowie widzę, twarzową, w motylki, jeśli mnie wzrok nie myli...

    OdpowiedzUsuń

Dawaj.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...