Bo wymyśliłam w tym śnie całkiem nowy stan pogodowy!
Była zima, białe chmury, śnieg na ulicach, a na wysokości piątego piętra budynków w powietrzu utworzyła się warstwa LODU, normalnie jak na wodzie. No i potem wiatr i ruchy powietrza zaczęły ten lód kruszyć i on oczywiście zaczął spadać na ziemię, na ludzi, psy i sikorki, no idziesz sobie, idziesz, a tu nagle z nieba lecą ci na łeb rozpędzone kawały lodowej kry... Średnio, co?
Ja akurat na szczęście byłam w domu i widziałam z wysokości drugiego czy trzeciego piętra jak się kruszy i spada.
Mam bardzo wielką nadzieję, że coś takiego jest absolutnie niemożliwe.
I chyba jest to pomysł na nowy film katastroficzny, takiego zdaje się jeszcze nie było.
..................................
A z niecodziennych przeżyć to jeszcze jedno mam. Dziecko Zpiekłarodem zaczęło od niedawna dorywczo pracować, i po jakimś czasie z urlopu wrócił jeden pracownik, którego jeszcze nie znała. I przyszedł się przedstawić nowej współpracownicy:
- Cześć, jestem Szatan, ale możesz mi mówic Ulli.
Uroczo, prawda?
..................................
A jak już o zimie mowa, bo mi się przypomniało: czytałam kiedyś książkę o powstaniu dekabrystów w carskiej Rosji. Na podstawie pamiętników i listów, więc wiarygodna. No i jak już tym dekabrystom nie wyszło, to car Mikołaj - jak nakazywała miejscowa tradycja - zesłał ponad setkę ich przywódców, ludzi ze starych, arystokratycznych rodów, na Syberię do więzienia i kopalni.
Z tym że słowo "więzienie" to nie jest całkiem na miejscu chyba, bo to były wykute w litej skale lodowate cele, mokre i całkowicie ciemne (nawet bez okienka w drzwiach), a więźniowie byli cały czas przykuci łańcuchami do ścian. Rano pobudka, do kopalni na 6 godzin, następnie na 2 godziny do świetlicy na posiłek i mały odpoczynek i potem zpowrotem do ciemnej celi, na łańcuch. Czyli było tam jeszcze bardziej średnio niż w moim śnie.
I teraz sobie przedstawcie, że to była jeszcze wersja light, ze względu na arystokratyczne pochodzenie więźniów (żeby nie kipnęli od razu, wychuchane chłoptasie) bo obok było osobne więzienie dla przestępców z "normalnych" kręgów społecznych, morderców, złodziei itd. (Ale pracowali w kopalni wszyscy razem)
No i ci niearystokratyczni mieli podobno o wiele bardziej przerąbane, szczególnie jeśli chodzi o czas pracy, po sześciu godzinach to oni dopiero się rozgrzewali pewnie. I oto trzem z nich udało się uciec! Niewiarygodne wręcz, ale jednak. I co zrobili cię szczęśliwcy, ci wybrańcy losu?
Ano pod osłoną nocy poszli do wsi i za posiadane 5 rubli (pożyczone od autorki pamiętnika) ... schlali się na umór.
I oczywiście ocknęli się zpowrotem w tym samym więzieniu.
To się nazywa fason i brawura, nie?
(Yolo: the Origin)
..................................
To zostawiam was z jeszcze jednym szatano-kotkiem, których wyprodukowałam naprawdę niepokojąco dużo, i idę na trzecią herbatę, bo inaczej przymarznę do krzesła i trzeba mnie będzie na fajrant odkuwać młotkiem i łomem.
Trzymajcie się ciepło i nie zapominajcie prawdziwego imienia Szatana, nie wiadomo co się może w życiu przydać.





































