Czy ja o czymś nie wiem? Jak mnie nie było, to urzadziliście tu bitwę? Halo, jest tu ktoś z Krajantów?! Znaczy generalnie to nie mam nic przeciwko, buraków nie rozkopaliście, nawet nać nie połamana, wszystko stoi jak stało - tylko tak z ciekawości pytam.
Oraz takie zapytanie z pogranicza masarstwa i taksydermii nastąpiło: "kiszka na kiełbase musi byc odwrucona czy ni jak lepiej"
I przypuszczam że wiem, do krótego posta google skierowało tego poszukującego: do kiszki z jamniczka! Haaa! Tak zwany element niespodzianki tu nastąpił dla poszukującego.
Z kulinariów to jeszcze "kalafior przebranie" - płakałam bardzo, ze wzruszenia. Serio, chciałabym to przebranie zobaczyc, jako widz przedszkolnych i wczesnoszkolnych sztuk zawsze najbardziej lubilam dzieci przebrane za drzewa, pagórki i tym podobne nieruchomości.
Ktoś szukał tu też pomocy w temacie "złe duchy i ich wpływy na zdrowie" - no, można zepchnąć kaca i reumatyzm na złe duchy, czemu nie - oraz - UWAGA, UWAGA, DOCHODZIMY DO CLOU TEGO POSTA - "wpaszdzierniku przydzie planetax" !!!
Buaaa! Ludziska, uciekajta, chowajta bydło do komórki, dzieciaki do wersalki! Planetax przydzie! Wpaszdzierniku!!!
Dobrze że juz grudzień w takim razie. To chyba już przyszoł, i poszoł se w pierony, nie? Kimkolwiek jest.
................................
A wiecie co ja w piątek zrobiłam? Wróciłam z pracy do domu, zdjęłam w przedpokoju kurtkę-czapkę-szalik-buty, poszłam do sypialni i przebrałam się w domowy dresik, po czym... wróciłam do przedpokoju i ubrałam kurtkę-czapkę z zamiarem wyjścia z domu i pójścia do pracy!!!
No przecież to jest straszne!!! Uważam to bardzo smutny incydent w moim życiu, serio.
Bo pokazuje boleśnie, że moje życie składa się praktycznie tylko z pracy, a poza tym niewiele się dzieje. Dom to taka chwila przerwy od roboty - co daje nam następujący schemat:
1. Rano wychodzę z sypialni, idę do pracy
2. Wieczorem wracam z pracy, wchodzę do sypialni
3. Śpię.
I teraz znów punkt 1. i tak w kółko. Więc mój umysł postanowił że punkt 3. jest tu całkowicie zbędny - i nie sposób mu odmówic logiki w sumie, niestety. Jednakowoż biologia domaga się swoich praw, punkt 3 jest nie do ominięcia, więc może w następny piątek po prostu dam sobie spokój z powrotem do domu i będę nocować pod biurkiem.
Ehhh...
I nie wiem czy to przez to przykre wydarzenie, czy przez aurę ogólnie (a może przez wszystko na raz), ale cały weekend był do doopy. Oboje taplaliśmy się w jakimś marazmie takim, w stetryczałych wspominkach że: kieeedys, łooo, kiedyś to było lepiej! I że: jaki to ma sens wszystko w ogóle, i niezwykle obrazowo opisywaliśmy sobie nawzajem, jakimi to wrakami już jesteśmy.
Łojezusicku, straszny to był weekend. Straszny. Takie katharsis ale bez finału, bo oczyszczona to się nie czuję niestety.
Zaczęłam sobie podglądać "Friends" od początku, no bo to taki jakby powrót do przeszłości, nostalgia itd, no i z jednej strony było zabawnie momentami, ale momentami też smutno dosyć, że o rany, tak było i już nigdy nie będzie. Co jest całkiem normalne, wiem, ale jednak przytłacza.
Jedynym pozytywnym punktem jest to, ze wtedy na przełomie wieków po angielsku umiałam może ze 100 słów (nie miałam w żadnej szkole angielskiego), i to umiałam je tylko dzięki Björk, której teksty z bookletów CD tłumaczyłam sobie z analogowym słownikiem w ręce i zapisywałam w zeszycie, dzielnie walcząc z idiomami - a teraz moge oglądać w oryginale i rozumiem. Oni tam bardzo wyraźnie mówią, więc to idealny serial do nauki języka.
I z tego jestem dumna, a co. Bo to jedna z bardzo niewielu rzeczy, które osiągnęłam w życiu. Jest to nadal poziom Neandertalczyka w stadzie Homo sapiensów - ale jednak już gałąź wyżej od pawiana, prawda.
Aha, aha, a najzabawniejsze - albo może "najmelancholniejsze" w sumie - to było jak włączyłam pierwszy odcinek i ze zdziwieniem wielkim myślę "Łaał, to na początku inna aktorka grała Rachel? Nie Jennifer Aniston?!" No i po 10 minutach dopiero zajarzyłam, ze ta inna to właśnie Aniston.
No i tak to. To komuś jeszcze po wilczku może? Powyjemy?
I tu taki mono-chromo jeszcze, aczkolwiek lico rumiane (od mrozu pewnie)















