Pokazywanie postów oznaczonych etykietą buraki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą buraki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 maja 2018

Dzikie strusie w mojej głowie.


Ostatnio doszłam do wniosku, że ja tylko dlatego tak się ciągle śmieję do samej siebie, tylko dlatego moje życie pędzi szeroką autostradą rechotu, wybrzeżem perlistego śmiechu, bo potrafię śmiać się z własnych porażek.

Albowiem ponieważ nic innego do śmiania to tam właściwie nie ma.

No i to niby dobrze (że potrafię) ale źle (że ta autostrada śmiechu jest w rzeczywistości autostradą porażek, tylko ja ją z uporem wariata ciągle maluję na różowo i wieszam takie łańcuchy z pasków folii po wyciętych kapslach do mleka i śmietany, co to na wysypisku u nas można było znaleźć i one były dla nas jako dzieciaków magiczne jak karnawał w Rio).




I obstawiam, że nie jestem w tym sama, a nawet są nas miliony.
 
Ilustruję to moje życie parchatymi, skudlonymi kotkami zagubionymi w przestrzeni i zabawnymi diabłami z gołym zadkiem, stojącymi z głupią miną na widoku publicznym i mówię wam, każdy z nich to autoportret.



Zeszły tydzień to łojeeeezu. Ile on refleksji mi dostarczył, jak on wysoko na orbitę mego życia mnie zabrał i z góry pokazał ten big picture, te poplątane ścieżki mojego umysłu, pełne sideł i wnyków, te ślepe uliczki moich przyzwyczajeń! Góry lęków i strachów, nie do przeskoczenia. Głębokie i ciemne jeziora letargu. Lepkie bagna zwątpienia i beznadziei. Ciemne jamy zapraszające do schowania się przed życiem. Wilcze doły, z których nie ma siły się wyjść. Ta autostradę.
 
Z góry faktycznie widać lepiej, tyle że ochota do śmiechu przechodzi jak ręką odjął.

Tymbardziej że nawet nie ma jak odpocząć w domu - nasze mieszkanie jakoś tak niepostrzeżenie obrosło cywilizacją, bardzo skondensowaną cywilizacją, że ledwo okno na milimetr uchylić, a wciska się na kwadrat warkotaniem i trąbieniem (ulica), koncertową muzyką i darciem ryja do 22 wieczorem (stadion piłkarski z klubowym pubem zaraz obok bloku), wyciem odkurzaczy i myjni samochodowej (stacja benzynowa).


Swoją drogą, to jak to jest, że jeśli już ulicą jedzie auto dudniące czymś w rodzaju muzyki (w dzień bądź też w środku nocy) jedzie tak z rykiem i łomotem ogromnej asteroidy pędzącej do Ziemi i będącej właśnie tuż-tuż, to ZAWSZE jest to najbardziej prostackie techno albo disco? Widzieliście kiedyś auto nakurwiające Pavarottim, Mozartem, Marylinem Mansonem, Rammsteinem? Takie spostrzeżenie na boku.



Chociaż zdarzają się wyjątkowe weekendy w tym naszym ponurym gnieździe cywilizacji, kiedy jest cicho. Teraz tak było. Trzydniowy, ciepły, cichy weekend. Normalnie to byśmy gdzieś pojechali połazić po przyrodzie - no ale obie racice mam zepsute, więc doopa. A przebijać się przez miasto żeby pojechać na plażę po prostu się nam nie chciało bo oboje byliśmy wykończeni, wyssani z energii życiowej do ostatniej kropli.

I taka sytuacja, rano na balkonie po porannej kawie: „To co, idziemy chociaż do parku gdzieś?" „No, tak, ok, dobra".
(I oboje leżą gapiąc się na ogromną, zieloną lipę na podwórku. Pamiętacie drzewo, w którym mieszkał Totoro? No to taka wielka właśnie ona jest. Bardzo w porzo lipa)

Po chwili: „No to idziemy? Ciepło tak, fajnie" „No, zaraz" „Ok, dobra"
(I leżą)


Po dwudziestu minutach: „No ja nie wiem, to idziemy czy nie?" „Nie wiem, a chcę ci się?" „Niezbyt" „No właśnie"
(Leżą)
Borsuk włącza Remember Shakti, hinduska muzyka snuje się po balkonie jak dym z kadzidełka, wsącza się do mózgu i mięciutko otula nerwowo wibrujące neurony, sitar to chyba najlepszy lek uspokajający świata, nic dziwnego że ci Hindusi wynaleźli buddyzm i inne medytacje-lewitacje, przy takiej muzyce przecież nie sposób planować inwazji na Moskwę albo fuzji atomowej, leżysz tak człowieku i jedziesz po bandzie: może by tak niebieskiego boga w złotej czapce, umalowanego szczodrze eyelinerem, albo z głowa słonia, i jeszcze mu milion barwnych kolegów z małżonkami, latające małpy na niebie, z mieczami i na złotych rydwanach, Ramajana, sansara, reinkarnacja, słońce świeci, lipa szumi, ptaki mordy drą, fajnie tak, walić ten park i jego miliard grilujacych wariatów, zostajemy.
I tak żeśmy siedzieli trzy dni.




I to bardzo dobrze mi zrobiło, bo byłam już w takim dołku, że jeszcze trochę i bym wypadła po drugiej stronie w Australii prosto w stado rozjuszonych strusi.
(Chociaż mogła to też być szansa na zobaczenie dziobaka albo koali, więc niby słodko, ale z drugiej strony dziobaki mają kolce z jadem a koale się podobno bardzo łatwo wściekają i mocno gryzą, więc no nie wiem sama)
No i to tyle. Plan teraz mam taki, żeby w końcu mieć zdrowe nogi, ale co z tego wyjdzie to nie wiem. Jak je kiedykolwiek naprawię, to może zyskam na tyle sił żeby zacząć szukać innego mieszkania. Bo na razie każdego dnia po pracy jestem tak potwornie zmęczona, że nie da rady.

A następny długi weekend dopiero w październiku!
No. To ten. Na pohybel cywilizacji i przeżyjmy jakoś ten tydzień, a może nawet i następny.
I ku chwale włoszczyzny!




poniedziałek, 13 listopada 2017

Inktober 2017

Zebrałam wszystkie moje rysunki z akcji #inktober2017.
(Chodzi o jeden rysunek czarnym tuszem / cienkopisem / pisakiem dziennie przez cały październik i opublikowanie go na Instagramie)






Opuściłam 4 dni, ale to i tak dobrze jak na mnie, bo często brakuje mi w tygodniu czasu nawet na tak malutki obrazek...

Fajnie było! Poznałam profile kilku niesamowitych osób, którym butów niegodnam pastować - ale myślę że nie oczekują tego ode mnie, więc luz ;)






04. Dzińdybry.
 
 
 
 
.......................................................
 
 
 

05. Są w życiu takie piękne chwile, że na przykład ma się w łapkach wielką, cudowną rybę. I już się jej nie wypuści. O nie.
 
 
 
 
 
.......................................................
 
 
06. Kolega wpadł się tylko szybko przywitać.
 
 
 
 
 
.......................................................
 
 
07. Zaczynamy weekend! Let's dance!!!
 
 
 
 
 
 
.......................................................
 
 
 
08. Dziś tylko skromne "Cześć" od Pana Niedźwiedzia. Życzy wszystkim przyjemnej niedzieli.
 
 
 
  
 
.......................................................
 
 
09. Król Dyń. Wydaje się dosyć umęczony. Rządzenie całym Dyniowym Polem to chyba niełatwa sprawa. Wyczerpująca aż po same korzonki!
 
 
 
 
 
.......................................................
 
 
 
10. Biały pogrubia, mówią. Ale co zrobić, jak to twój strój służbowy?!
 
 
 
 
.......................................................
 
 
 
11. Ciemne alter ego słodziutkich Hatifnatów. Wyrośli nagle sami w szkicowniku, niezasiani, nieplanowani, nieprzewidziani.
 
 
 
 
 
.......................................................
 
 
 
12. Wiem, że teraz zamarliście z przerażenia na widok tej diabelskiej, straszliwej postaci, mrożącej wam szpik w kościach i ścinającej mózg jak jajecznicę. Wiem. I tak miało być.
 
 
 
  
 
.......................................................
 
 
 
 
13. "Oh! Czyżbym akurat przypadkowo przebiegał ci przez drogę? Ojejej, no nie miałem pojęcia."
 
 
 
 
 
 
.......................................................
 
 
 
 
14. A takie rzeczy się dzieją, drogie dzieci, jak czarownica zgubi but. Uważajcie więc na porzucone obuwie.
 
 
 
 
 
.......................................................
 
 
15. "Rzucić picie, tak... staram się, staram, ale klnę się na mój przytulny grobowiec, to jest cholernie trudne!" Bądźcie wytrwali w realizowaniu waszych zamierzeń!
 
 
 
 
 
.......................................................
 
 
 
 
16. Król Wielkiego Ugoru ze swoją (dzielną?) strażą przyboczną. Niektórzy z was może >> pamiętają <<
 
 
 
.......................................................
 
 
17. Diabelska krowo-lama życzy wam dzisiaj dużo miłości.
 
 
 
 
.......................................................
 
 
 
18. Są dwie rzeczy, którym Pan Niedźwiedź nie może się oprzeć przed zapadnięciem w zimowy sen: filiżanka herbaty z leśnych owoców i kilka stron w fascynującej Encyklopedii Miodów.
 
 
 
 
.......................................................
 
 

 
19. "Trzeba rzucić tą cholerną, nocną robotę chłopaki, zanim nas zabije. Serio"


 
 
.......................................................
 
 
20. Gwiezdne konstelacje na nocnym niebie są przepiękne. Można się gapić w takie niebo, i gapić, i gapić. Ale jednego gwiazdozbioru tam brakuje. Bardzo ważnego gwiazdozbioru.
 
 
 
 
 
.......................................................
 
 
 
 
21. Bracia Plankton, sławni i nieustraszeni Jeźdźcy Wielkich Ryb!
 
 
 
 
.......................................................
 
 
 
 
22. Misja: złapać księżyc. Postęp na chwilę obecną: PRAWIE MAM! PRAWIE MAM!!!!!
 
 
 
 
.......................................................




 
23. Jest mały, mniejszy od widelca, ale lubi cię ogromnie! Najbardziej z grillowanym serem i musztardą.
 
 
 
 
.......................................................
 
 
 
 
24. Najbardziej pożądane nasiona świata. Nasiona-legendy. Nie dostaniesz nawet w darknecie.
 
 
 
 
.......................................................
 
 
25. Jakoś tak się stało, że wczoraj był poniedziałek, a dziś nagle jest środa... Dziwne uczucie. Jak w innej galaktyce, gdzie nie istnieją wtorki.
 
 
 
 
.......................................................
 
 
 


26. Duchem być nie jest letko. Nie dość że praca ciężka (rys. 19) i w niezbyt udanych uniformach (rys. 10) to jeszcze nawet nie możesz sobie tego wynagrodzić chowając się do kątka z całym pudełkiem pączków. Bo potem i tak wszyscy wiedzą, że to ty zjadłeś wszystkie.
 
 
 
 
.......................................................
 
 
 
27. "Po dwustu latach w niebiańskich przestworzach powiem wam jedno: zabierzcie ciepłe majtki jak już przyjdzie wasz czas. Wasz pęcherz będzie wam niezmiernie wdzięczny"
 
 
 
.......................................................
 
 
28. Tu kompletnie nie miałam czasu i wstawiłam Braci Plankton,
których już >> znacie <<
 

.......................................................
 
 
 
 


29. Cyrk Braci Plankton! Śmiałe popisy akrobatyczne, spektakularne serie salt przez stado jeżowców. Nieprawdopodobne emocje, gęsia skórka i łopot serca gwarantowane. 
 
W urządzaniu podwodnego cyrku mam

 


.......................................................
 
 



30. Ten oto portret w stylu klasycznym przedstawia rodzinę z wyższych sfer i dobrego domu, wraz z ukochanym zwierzątkiem domowym, nietoperzem Mariuszem.
 
 
 
 
.......................................................
 
 
 
31. A na co komu cukierki, człowieku! Ryba albo życie. Już. Nie żartuję.
 
 
.......................................................
 
I co? Przypadł wam któryś do serca?

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Gra o tron: w cieniu botwiny.


Przez kilka poprzednich postów bujaliśmy sobie rozkosznie w niebiesiach, ku gwiazdom świetlistym wzrok nasz kierując i poddając się uczuciom rzewnym a romantycznym, jakie ogarniają ludzi od zawsze, odkąd jeden z naszych szacownych praszczurów, siedząc na drzewie i w zadumie drapiąc sie po włochatym zadku spojrzał przez przypadek w górę i ujrzał nocne niebo, bo akurat wybrał sobie jakieś licho uliścione drzewo.

I nic w tym dziwnego, że zrobiło mu się tak rzewnie i ckliwo. Czuł nieświadomie, że coś go z tymi gwiazdami łączy, bo przecież podobno to z nich właśnie pochodzimy, gdyż jakiś jeden z drugim meteor, spadając onegdaj na Ziemię, przywlókł pierwsze lewoskrętne aminokwasy, z których powstały tak wysoko rozwinięte formy życia jak na przykład ludzie i buraki, a nawet też te mniej rozwinięte, jak ludzie-buraki.

Dopnijmy więc dziś tą wielką, kosmiczną klamrę stworzenia i zwróćmy nasze oczy ku ziemi, która te buraczane korzenie tuli, poi i żywi, i trzyma w ciepełku, aby szeroko plenił się ród buraczy, gęsto mogły rosnąć łany dumnej botwiny, kołysząc się dostojnie w ramionach wieczornego zefirku i połyskując diamentami porannej rosy.

Oto bracia Buracy z wybornego rodu o długich, szlachetnych korzeniach.

Na tronie zasiada król Bulwion III Korzenieski, pan na Wielkim Ugorze, rozciągającym się od Kozich Gnojów, poprzez Baranią Łączkę, aż po strumyk Stęchlinek, czyli dobre 48 metrów kwadratowych - niemała potęga!
 
 
 

 

 

 

W cieniu królewskiego tronu jednak ktoś się czai, żywiąc bezsprzecznie niecne zamiary:
 
 
 
 
 To Kłączypląt, brat-bulwiak, młodszy zaledwie o kwadrans od Bulwiona i niezwykle wściekły, że ten głupi kwadransik pozbawił go tronu. Od dawna planuje wykorzenić brata i posadzić się na miejscu króla. Z tej wściekłości i nerwów jednak tak skacze mu poziom antocyjanów, że być może niedługo sam wyciągnie korzonki.
 
 
No i kogo my tu jeszcze mamy. Hmmm, w sumie jak to w każdej długo panującej dynastii, sami wariaci i degeneraci, chyba nie ma się czym chwalić...

O, taki Ćwikłomir na przykład, zacne wielce to chłopię, aczkolwiek durne jak siano i proste jak budowa cepa. Siedzi jeno cięgiem grzecznie w swoim grajdołku i cieszy się do przelatujących pszczółek.
 
 
 

 
 
 

A ten tam całkiem z tyłu, co tak macha korzonkiem, to Botwiniusz, dosyć niemrawy, zawsze w cieniu, cechuje go negatywny stosunek do higieny osobistej i wielka słabość do spijania deszczówki z muchomorów.
 
 
 

Jeden rzut oka wystarczy żeby wiedzieć, że wielkiego pożytku dla dynastii to z tych dwóch egzemplarzy nie będzie.

Co się więc stanie u schyłku panowania Bulwiona III, kiedy całkiem już zdrewnieją mu korzonki, spróchnieje toczone robakiem wnętrze, a botwina zwiędnie i oklapnie? Kto przejmie władzę - Kłączypląt, jeśli dotrwa, czy też panowanie przejmie inny ród? Po drugiej stronie Baraniej Łączki rozciągają się bowiem włości Rzodkiewióra IV Czarnego, którego od dawna korzonki świerzbią na samą myśl o urodzajnych ziemiach Wielkiego Ugoru, a tuż za Stęchlinkiem panuje Groszkogniew XVI Dziki wypuszczając coraz dłuższe i śmielsze pędy nad aromatycznym ciekiem wodnym.

No i co to będzie, co to będzie?
 
 
 



Złota ramka 9 x 9 cm, wygrzebana w rupieciarni za całe 2 ojro, w szlachetny sposób podkreśla dumne spojrzenie władcy, co nie?




środa, 30 marca 2016

Drzemie w tobie siła wielka, drzemie w tobie bestia! Czyli Burak Czesław i wiosenna niemoc.


Czasem rzeczy nie wyglądają dobrze.

Czegoś nam brak i jest nam strasznie pusto, smutno i źle.
 
 
 
 
 
Bardzo się staramy to zmienić...
 
 
 
 
 
... ale nie zawsze udaje się od razu.
 
 
 
 
Staramy się i staramy, dajemy z siebie wszystko...
 
 
 
 
... i dalej nic. Czasem to się powtarza kilka razy pod rząd i jest nam tylko coraz bardziej smutno i źle.
I tracimy całą nadzieję, i chcemy się zakopać w ziemi po sam czubek tego durnego łba.
 
 
 
 
Ale mimo to próbujemy jeszcze raz - i nagle, niespodziewanie coś się powoli zaczyna dziać!
 
 
 
 
Kroczek po kroczku, pomalutku, cierpliwie...




... aż w końcu wszystko jest tak, jak trzeba i świat jest znowu piękny i przyjazny!
 
 
 
 
 
Pamiętajmy - nie poddawajmy się, jeśli nam na czymś zależy. Nawet jeśli jest to "tylko" wstanie rano z łóżka.

Niech wam ta buraczana porcja optymizmu przyspoży ciepła w sercu, lekkości na duszy i zieloności w głowie!


.........................................................................................................


A jakby ktoś zapragnął częściej patrzeć w szczerą, szczęśliwą twarz Buraka Czesława, aby czerpać z tego widoku siłę i nadzieję, to tu może sobie prawym sierpowym zawłaszczyć tapetę "Czesław The Beet, your mental coach":

Dla całkowicie niepoprawnych optymistów w kolorze wściekle różowym.
 
 

A dla tych bardziej ztonowanych - elegancka czerń.
 


 
 
No to czołem i burakiem,
D.  

]:-*
 

 
 
 
 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...