poniedziałek, 5 marca 2018

Wuj Kartofel.

Kartofel (Gangrenius vulgaris) systematyka:

Domena: bezduszne.
Królestwo: parchate.
Klasa: zgryźliwce.
Rząd: warchoły gburowate.
Rodzina: zgorzknialce.
Rodzaj: cepowate.
Gatunek: złośliwce.





Występuje na wszystkich kontynentach, niemal w każdym środowisku rodzinnym lub pracowniczym. Jest gatunkiem niejadalnym, w smaku gorzkim i niestrawnym, powodującym silne reakcje alergiczne i objawy typowe dla zatruć.

Preferuje stanowiska mocno kwaśne i cieniste, w których nie dochodzi do wysychania żrącego, bulgoczącego szlamu który wydziela.
 
 
 
 
 
 
 

 
Oraz oczywiście toczy go robak!
 
 
 
Budowa: słabe kłącze z dużą bulwą, najczęściej pustą w środku, poza niewielką zawartością jadowitej piany będącej ośrodkiem magazynowania substancji odżywczych takich jak perfidoalkaloidy, glikodiabolizy, antypatyki i upierdliwosiarczany.

Gatunek ten wyróżnia się silnym dążeniem do eksploracji następujących obszarów:

- Spoglądanie z wyższością i pogardą; wdeptywanie w ziemię butem bez wstawania z fotela i przerywania ciamkania herbatników.

- Prychanie ze wzgardą: jak wybrać odpowiedni moment do wybicia przeciwnika z rytmu.

- Maksimum treści przy minimum środków: nadawanie pokasływaniu masywnego ładunku lekceważącego.

- Niekonstruktywna krytyka w stylach: na cietrzewia, na dziką osę oraz na wściekłego indora.

- Wydawanie opinii negatywnych: jak krótko i skutecznie dać do zrozumienia rozmówcy, iż każdy jego pomysł to kupa.

- Błyskawiczne formułowanie zestawów kąśliwych uwag, czyli jak mocą słowa miażdżyć optymizm, satysfakcję i nadzieję.

- Czerpanie radości z codziennego życia: podsycanie wewnętrznego kociołka z jadem.

- Kultura na codzień: jak ją w sobie rozpoznać i zwalczać.

- Kołtunizm jako część dumnego dziedzictwa narodowego.

- Potęga zmysłów: jak widzieć i słyszeć wybiórczo.

- Sekrety arogancji dla wiedzących lepiej.

- Tajniki broni białej: szpile złośliwości, igły cynizmu, sztylety impertynencji.


W wyniku ekspozycji na czynniki takie jak radość, optymizm i szczęście, dochodzi do silnego zaostrzenia cech osobniczych związanych z ekspresją werbalną. Dochodzi wtedy także do wzrostu zawartości toksyn i jadów w bulwie, oraz do intensywnego ich wydzielania ze szlamem - jest on wtedy nasycony żrącymi związkami chinin małodusznych, kwasów heterowiedźmowatych i estrów uszczypliwych.


p.s. Tu pragnę serdecznie przeprosić wszystkich, którym na codzień po drodze z biologią i chemią, bo pewnie wam oczy ze zgrozy wypłynęły przy tym gwałcie, który zadałam nauce. Chociaż jak wam już wypłynęły, to i tych przeprosin nie widzicie... Ale może ktoś wam przeczyta. W każdym razie mam nadzieję, że odrosną. Te oczy znaczy. Taaak, na pewno odrosną.


 
 
 
p.p.s. Wuj Kartofel ma brata bliźniaka, jak widać na zdjęciu powyżej. Jakby ktoś odczuwał chęć powieszenia go sobie na ścianie, to proszę śmiało pisać. Bliźniak jest dostępny. Można po powieszeniu rzucać w niego rzutkami, pomidorami (mój egzemplarz wisi już w kuchni) albo po prostu wyładowywać się na nim werbalnie. I on NIC nie powie tym razem, bo jest namalowany, buaaa ha haaaaa! Wszystkie chwyty dozwolone.


................................................


Dziś pierwszy dzień bez siedemsetstopniowych mrozów! Heeeej!

Niemniej jednak, wczoraj też już trochę się śniegi podtopiły, a potem ciemna nocą jeden czy dwóch podstępnych Celsjuszy pięknie zamroziło wilgotne chodniki i pobocza, skutkiem czego dziś rano ledwo wyszłam spod bloku, już jechałam po betonowych schodach w dół, przydzwaniając o każdy stopień kością ogonową [która ma wyjątkowego pecha będąc składową akurat mojego szkieletu, bo to już trzeci raz kiedy wystawiam ją na poważną próbę]

Dobre 5 minut nie umiałam się podnieść, przez jakąś minutę absolutnie nic nie słyszałam, przed oczami wybuchały supernowe, i szczerze mówiac nie wiem za bardzo jak ja wrócę do domu. Bo aktualnie to wyprawa z biura do kuchni i spowrotem doprowadza mnie do kresu sił (rano do pracy dotarłam chyba odruchowo i w szoku)

A Borsuk po mnie nie przyjedzie bo jest chory, akurat wczoraj go złapało i cierpi, jak tylko mężczyźni potrafią. A jeszcze on to właściwie nigdy nie choruje, więc rozumiecie ten szok na widok 38,7 na termometrze. No więc leży i kaszle ostentacyjnie i wymownie. Zresztą nawet bym nie chciała, żeby wsiadał w auto z gorączką.

No i tak to.
Tak se tu siedzę i doopa mi cierpnie, ale za to mam wielki bukiet pięknych kwiatów na biurku, bo się okazało że wybiło mi dziesięciolecie pracy w tej tu oto kotłowni. Oczywiście WSZYSCY wiedzieli, tylko ja nie. Standard.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...