środa, 16 sierpnia 2017

Dalej, wyżej, przez noc do gwiazd!

 
 
Opętała mnie (znowu) wizja latających, skrzydlatych domów.

Domów, które można bez trudu oderwać od podłoża i ulecieć nimi w miejsce bardziej przyjazne duszom mieszkańców. Tam zacumować - i trwać. Patrzeć. Czuć, słuchać. Być. Chłonąć obrazy, pozwalać im wrastać w serce, zapuszczać w nim te cieniutkie, elastyczne korzonki, które później ciągną nas zpowrotem w to samo miejsce.

A potem znowu w przestworza i dalej, wyżej, z wiatrem!

Pod mostkiem z tęczy, do lasów pachnących żywicą, na pola, nad oceany i morza, na górskie łąki porośnięte owieczkami!

I to wszystko bez pakowania walizek, niewygodnych kosmetyczek, w których nigdy nie można znaleźć tego, czego akurat się szuka, wygniecionych ciuchów wyciągniętych z trzewi plecaka - za to z własną łazienką, sypialnią i kuchnią z ulubionymi kubkami do herbaty.


.........................................
 

Zaczęłam więc budować taki Dom Ulotny.
Najsampierw trzeba poprosić Borsuka, żeby ukroił kawałek deski, poczym przy pomocy scyzoryka i papieru ściernego odpowiednio ten ukrojony kawałek "popsuć":




.........................................
 
 

Wybrać odpowiednie skrzydła z posiadanej kolekcji:
 
 
(Albo i nie - bo jak widać, w końcu dostał i tak całkiem inne, dorobione na poczekaniu. Bo najpierw miały być te środkowe, ależ jednakowoż nie harmonizowały kształtem)



.........................................
 


Ze zbioru Księżyców także należy wybrać odpowiedni formą i formatem egzemplarz, w kwadrze zalecanej do tego etapu robót w Astronomicznym Kalendarzu Budowlańca:
 
 

Tu też zmiana planów.
Miał być ten co leży najwyżej na zdjęciu, ale był za duży.
Dominował. Narzucał sie bezczelnie. Przejmował stery.
A nie chcemy żeby ciała niebieskie sterowały naszym życiem, prawda?
(Choć według niektórych i tak sterują)

 
.........................................

 

To samo z kolekcjami okienek, drzwiczek, gwoździ, metalowych kółeczek i pordzewiałych pierdółeczek - których zdjęć już wam oszczędzę - oraz ze zbiorem "wysepek".

Znalezienie odpowiedniej wysepki dla danego domku trwa dłużej, niż casting na rolę Dżejmsa Bonda. I udział bierze tak samo oszałamiająca ilość kandydatów. Mam ich dwa spore kosze i jak to na castingu - ten za mały, ten za chudy, za duży, za gruby, zbyt kostropaty, za mało kostropaty, ten może i ładny ale za stare próchno z niego, ten bez wyrazu zupełnie, za płaski, za spiczasty, za szeroki w barach, zbyt krągły, za mało krągły, za ciemna karnacja, za jasna, no fajny ale nie ten typ, a ten to mi się niech nawet na oczy nie pokazuje więcej - itd. itd...
 

Później z bezmiernej połaci kosmosu należy wykroić sobie - nie musi być równo - odpowiedniej wielkości fragment z paroma miliardami gwiazd. Tylko ostrożnie, żeby nie pospadały.

Żeby nasz fragment universum nie ubrudził ściany jakąś kopcącą kometą, ani nie podrapal tapety spiczastymi ramionkami gwiazd, pociągamy go z tyłu ze dwa razy lakierem bezbarwnym.

Przyczepiamy haczyk do zawieszania na ścianie - i teraz zostaje to najlepsze: posklejanie elementów w całość, utrwalenie wizji :)

 






O, a tu można sobie zacumować:

 
 

I tu też:

 
 

 

To teraz już tylko wystarczy poupychać w kuchni trochę prowiantu i obrać kierunek i cel!



(Dom Ulotny będzie niebawem do nabycia w Le Szopie - jak do tego dojdę)

(Oraz napiszę o urlopie i nawet zdjęcia pokażę, tylko później, bo laptopek przechowujący zdjęcia w swoim brzuszku troszku się zbiesił i jest w naprawie)

poniedziałek, 17 lipca 2017

Czym wybrukowane jest niebo? (Oprócz tego, że dziurami, bo ciągle cieknie)


Cała niedzielę padał deszcz. Od samego rana. Siedzieliśmy w domu i ja osobiście byłam na krok przed obłędem, chwilę wytchnienia przynosiło tylko obejrzenie kolejnego odcinka serialu - no lepsze to niż nic. Telewizor został potraktowany parytetowo, trochę Borsuk oglądał swoje programy dla chłopców (autka, maszyny, remonty) a trochę ja Sense8, w sumie chyba cztery odcinki.
Cztery kroki dalej od otchłani szaleństwa.

(Ktoś odpowiedzialny za dialogi troszeczkę odjechał i opakował Nietschego w czarnoskórego dwunastolatka z gangu w Chicago: "When you look into the ghetto, the ghetto also looks into you" Ale poza tym serial w pyteczkę)

O godzinie 21 chmury się rozstąpiły jak zaczarowane i niebo stało się złośliwie i bezczelnie błękitne - po co komu słońce w niedzielę o 21?! No i dziś ma być ładnie, ale rano było okropnie zimno ze względu na ten wczorajszy zimny deszcz - więc do pracy szłam w swetrze i jesiennej kurtce, i w czapce nawet. A po południu będę to wszystko tachać pod pachą jak Cygan co zaspał przy ognisku i tabor mu odjechał sprzed nosa.
I kupię parę rzeczy w spożywczaku i już mam dwie siaty plus torebka, i weź się tu człowieku wbij w autobus przez te drzwiczki o szerokości 40 cm i jeszcze jakąś trzecią ręką okaż bilet.
Ehhh...
 


 
 
Ale przejdźmy do milszych tematów. Mam tu jeden taki drewniany rękoczyn, nie jest nowy, ale go tu jeszcze nie wstawiałam.
 
 
 
 
 

 
 

Dziubałam i dłubałam przy tym aniele niezwykle wytrwale, i tak raczej dosyć bardzo okropecznie długo, bo nie umiałam się zdecydować na kształt skrzydeł i układ kafelkowego gruzu...







Nad każdą plamką farby medytowałam trzy dni, nad miejscem przyklejenia każdego elementu to nawet ze cztery, o mało sobie jęzora nie odgryzłam w tym szale koncentracji i skupienia.
Ale jest! Jest. (Tylko za dużo tych kwiatków naćkałam chyba jednak?)
  
 
 
 
 

 
 

 
 

 
 

 
 

Piekło jest ponoć wybrukowane dobrymi chęciami. A czym, drogie dzieci, jest wybrukowane niebo?

Ano, niebieskimi kafelkami. Teraz już wiecie, nie będziecie zaskoczeni jakby co. Ale pamiętajcie żeby zabrać kapcie, bo na boso i tylko w tej białej koszuli nocnej, to na kafelkach może wam być zimno. A nie gardźcie też wełnianymi majtami, wasz pęcherz będzie wam wdzięczny, bo jak tam sytuacja sanitariatów w przestworzach niebieskich, to już nie wiem. Może trzeba w przeciągach w kolejce stać, jak na kempingu.
 

 
 
 
 
 

Te kafelkowe szczątki to jest część łupów przywiezionych z Korsyki, deska zresztą też. W drodze na naszą plażę był taki fragment wysypany gruzem, a wśród tego gruzu leżały potłuczone kawałeczki starych kafli i zachęcająco się niebieściły. No tom zbierała, jeszczem nie wiedziała wtedy po co, alem zbierała, bo jak tu się oprzeć?

 
No i śnięty aniołek porośnięty kwieciem, tak jak >> ten tutaj<< ... otóż... mam niezrozumiały pociąg do śniętych aniołków i matekboskich o złych, zmrużonych oczach w ciemnych twarzach, które ledwo widać zza obfitych fałdów szat ciężkich od złotych haftów i klejnotów.

Nie wiem czemu, nie umiem dostrzec korzeni tej admiracji, ale gdzieś tam w mojej głowie jest obraz wszystkichświętych-bogów-i-aniołów, trwających cierpliwie od prawieków z zamkniętymi oczami gdzieś na granicy snu i niebytu, w onirycznym zawieszeniu, dopóki ten świat się jeszcze jakoś kręci, dopóki jeszcze jest jakaś nadzieja kulawa, że nie zeżremy się tu wszyscy nawzajem w imię abstrakcyjnych idei, które przyszłe pokolenie (jak nie to, to następne) i tak wywali do góry nogami, stratuje i zrobi wszystko po swojemu.

I kto wie, kto wie, może nawet starają się ci anieli w swoich snach pokazać nam jakąś lepszą rzeczywistość, utkać i wpleść w nasze własne sny plany alternatywnych, bezkonfliktowych rozwiązań.

Bo skoro już ich wymyśliliśmy, to starają się pomóc.

Ale my padamy wieczorami w łóżko, umęczeni walką z wiatrakami, i śpimy szarym, kolczastym, płożącym się w kurzu ziemi snem bez marzeń, więc nie ma szans na splecenie się światów naszych jaźni. Anielskie wizje i boskie plany dryfują niewykorzystane w sennej rzeczywistości, bez celu i sensu, póki nie rozwieją się w garstki kurzu, zmiatane przez słoneczny wiatr w kąty kosmosu. Gromadzą się tam w bure, pyliste chmury i coraz bardziej drapią anielskie krtanie, kłują pod świętymi powiekami, drażnią boskie nozdrza.

I jak nadejdzie taki moment, że ostatnia iskierka ich nadzieji jednak zgaśnie, to ci wszyscyświęci-bogowie-i-anioły otworzą swoje oczy złote, straszne, pełne płynnego ognia, i ich wzrok zaleje nasz świat, bez śladu litości i zmiłowania.

Bo ileż mogą się starać, i starać, a my nic.


No czyli lepiej, jak te oczy są zamknięte jednak.
Dopóki śpią, musimy się zmagać "tylko" sami ze sobą.
Odpuśćmy sobie kilka wiatraków. Śnijmy więcej dobrych snów.





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...