wtorek, 8 maja 2018

Piekielny ogrodnik - jak rząć, kosić i ciachać bez litości.


 

 
 
Piekielny ogrodnik we własnej osobie - autoportret.
 
 
 
 
 
 
 

 
W RAMACH swych ogrodniczych kompetencji ogrodnik przystąpił do dzieła zniszczenia...

 
 
 
 
Pamiętacie tego pacjenta?
 
 
 
No więc wzięłam się w końcu w garść i za namową Małgosi poczęłam rząć. Znaczy skubać właściwie, ale niektóre gałązki były takie jakieś miękkie i sflaczałe, że trzeba było użyć noża bo inaczej się nie dało. Tak pacjent wygląda po zabiegu:
 
 
 
W sumie nie wiem czy DOBRZE, ale na pewno LEPIEJ niż przed.
 
To jak mi tak dobrze szło, to pod nóż poszła też druga posiadana przeze mnie Crassula, też już taka mizerna i żałosna, że lada chwila spodziewałam się u moich drzwi przedstawicieli Ligi Ochrony Przyrody z kajdankami i konewką:
 
 
No i tu mnie może troszkę poniosło, bo ogolona krasula wygląda tak:
 

 
Po obydwóch pacjentach zostało mi oczywiście 10 kilo gałęzi, często bardzo dziwnych:
 
 
 
 
Z tego zagubionego w przestrzeni egzemplarza:
 
 
 chcę zasadzić od razu cały las za jednym zamachem, o tak:

 
 
 
 
Te dwa cudaki też posadzę, może urosną:

 
I tych kilku normalsów też uziemię, będę hodować, i postaram się żeby wyszli na prostą, a nie tak jak ich przodek błądzili w przestworzach:
 
 
 
 
A jak się nie uda, to będę dalej zbierać muchomory.
 

........................................................

 

P.S. Czemu ja myślałam, że "Sekretne życie pszczół" jest o życiu pszczół? (Och - ja, czysta, naiwna istotka wierząca książkom na słowo i okładkę!)
Oczami i uchami zarejestrowałam ten tytuł wielokrotnie jakiś czas temu, że dobry, na okładce była pszczoła, więc przyjęłam że będą opisy życia codziennego Mai i Gucia z rojną rodziną, może jakieś afery pyłkowe, nadworne skandale, czy walka o garstkę kwiatów gryki wyrosłej bujnie dzięki błogosławieństwu krowiej kupy.
No i znalazłam tą książkę w autobusie, i się okazuje, że o życiu pszczół są tylko motta na początku rozdziałów. No nic to, czytam dalej.


........................................................

 
Aha, i mamy LATO! Lato w północnych Niemcach, radość, swawola i sandały, tereny zielone spowite po czubki drzew chmurami tajemniczej mgły o aromacie grilowanej Świnki Peppy, ludzie zapominający o tym, że ich czteroletnie dziecko na mini-rowerku nie zna przepisów ruchu drogowego i jest absolutnie niewidoczne zza stojącego obok niego auta, gołębie tak zaaferowane łączeniem się w pary, że zapomniały o jedzeniu, bo bombardują o wiele mniej.
A przez spaliny na ulicach da się nawet wyczuć zapach kwitnących drzew!

Co prawda to oznacza, że jeszcze tydzień albo dwa, i będzie po zawodach, i nastaną dni pochmurne, ciemne i deszczowe, czyli będzie lać do sierpnia - ale trochę jednak człowiek na tym słońcu przeschnie, wysuszy pleśń i grzyba z mieszkań i ubrań, przewietrzy umysł - przewietrzy, jeśli nie zbliży się za bardzo do tych parków spowitych mgłą, gdzie tubylcy oddają się narodowej pasji smażenia kiełbasy. Zawsze mnie zastanawia jak oni w ogóle oddychają w tym dymie, bo zaprawdę powiadam wam, jak na trawniku wielkości mojego małego mieszkania pali się 30 grili jednocześnie, i to w upale, to jest tak jakby zażywać rekreacji w płonącym magazynie Tesco.
No ale Jedem das Seine czyli każdy ma jakieś tam swoje odchyły. Żeby jeszcze potem swoje śmieci potrafili zabrać ze sobą, to by już było po prostu perfekcyjnie. Ale wiadomo, nie można wymagać od ludzi takiego poświęcenia, żeby całą długą drogę spowrotem do domu targali ze sobą plastikowy talerzyk, przebóg, toż to byłby całkowity brak miłosierdzia.


No nic to, grzejmy się ludziska :)
 

Uściski, Diabeł.

]:-*
 

 

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Po drugiej stronie tęczy.

Za siódmą dziką chmurą burzową, za siódmą ponurą zasłoną z szarego deszczu, i za siódmym pastelowym obłoczkiem delikatnym jest już tylko rześkie, kryształowo-niebieskie powietrze krążące w korytach prądów wschodzących i w żyłach wiatrów.

Te puste niebieskie przestworza przetnie czasem tylko ostrymi skrzydłami jakaś zagubiona jaskółka, co w porę nie zeszła z linii wiatru, i przez chwilę - choć i tak nie potrafi tego docenić - dany jest jej widok, jakiego nie doświadcza żaden inny mieszkaniec ziemi. Bo na tych ukrytych przed naszym wzrokiem wysokościach dryfuje przez powietrzne sfery coś, czego nikt się nie spodziewa - maleńka wysepka porośnięta mchem. Na niej stoi dziwacznych kształtów domek z obłażącą farbą i kilkoma innymi mankamentami, mocno już tknięty zębem czasu i kornika.

 
 
 

W domku tym mieszka Leprechaun, skrzat z drugiej strony tęczy.

Na środkowej części swojej cudacznej chatki zamontowany ma skomplikowany mechanizm napędzany ręczną korbką. To właśnie dystrybutor tęczy, a konkretnie tęczowego mostu - Leprechaun schodzi nim na ziemię w celu płatania ludziom złośliwych figli, które starannie i pieczołowicie obmyśla siedząc w domu przez długie okresy deszczowe i ulewne, kiedy to nijak nie da się rozwinąć tęczowego mostu i trzeba jakoś przetrwać (bez internetu!) tą mokrą szarówę. Doszedł w tym rzemiośle do takiej wprawy, że my, ludzie, zwykliśmy nazywać te zdarzenia "złośliwością losu" i nawet nie przypuszczamy, iż ktoś za nimi stoi i chichra się w kułak do rozpuku.
 
 
 

 

 



Do świata ludzi nasz krnąbrny gagatek schodzi też aby pozyskać złoto. Pozyskiwanie nie zawsze przebiega w sposób całkiem zgodny z prawem pisanym przez człowieka. Właściwie to bardzo rzadko nawet, a w sumie to chyba nigdy. No ale w końcu to jest LUDZKIE prawo, prawda?

Złoto, jak wiadomo z podań i leged, Leprechaun gromadzi w garncu po swojej stronie tęczy. Czego z kolei powszechnie nie wiadomo, więc teraz czytajcie uważnie, to że garniec trzyma w skrytce - a skrytka znajduje się w komórce z pomarańczowymi drzwiczkami zamykanej na wielki, ciężki klucz odziedziczony po praprapradziadku lubującym się w grze na kobzie i hafcie krzyżykowym (głównie wyszywał jelonki na rykowisku, choć to akurat nie jest istotne dla naszej historii).
 
 
 

 

 

Klucz do komórki zawieszony jest na sznurku pod urwiskiem. Dla bezpieczeństwa. Niby nikt po tęczowym moście oprócz Leprechauna nie chodzi, bo jest on niewidzialny i tylko w trakcie rozwijania błyska na chwilę fontanną kolorów - ale przezorny zawsze ubezpieczony. A przezorny skąpiec zabezpiecza swój skarb po wielokroć.

 
 

 

Po co całe to złoto właściwie gromadzi, Leprechaun nie wie. Ale który skąpiec wie? Gromadzi się, żeby mieć. Ma się, żeby na nie patrzeć i sycić się jego blaskiem a to przy świetle księżyca, a to kaganka, a to w pełni dnia przy blasku słońca. No napewno nie gromadzi się po to, żeby wydawać! Nie-nie-nie, taka myśl perwersyjna nawet przez moment skrzatowi przez głowę nie przemknęła!

No więc tylko gromadzi, i gromadzi, moneta do monety, dokłada do garnca, a jak pełny to do drugiego, a jak garnców nie starczy, to układa w słupkach na podłodze komórki. Czasem jednak nieostrożnie stąpnie przy otwieraniu drzwi, i jedna z drugą sztuka złota przetoczy się przez próg i spadnie w dół przez niebieskie otchłanie, błyszcząc pięknie po drodze. W bezchmurne noce, kiedy spojrzy się w odpowiednim momencie, można czasem zobaczyć ten błysk na niebie - ziuuuuu.... leci sobie po ciemnym niebskłonie.

Chociaż tyle mamy spowrotem z niecnych numerów wycinanych nam przez tego ananaska!


 

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Dom pod szczęśliwą gwiazdą chyba.

Jak tak siedziałam w domu przez ten ogon - gdzie słowo "siedzieć" występuje tu tylko w sensie umownym, bo siedzieć nie mogłam - to musiałam sobie wymyślić jakieś kreatywne zajęcia na stojąco, no bo przecież nie będę tak tylko stać na środku kuchni (mój kreatywny kącik jest w kuchni) i patrzeć na blok i kredki.

No to narobiłam domków drewnianych. Różnych. Kilka malutkich, jeden średni, i jeden całkiem spory.

I wszystkie pod szczęśliwa gwiazdą, a co.



 
Dziś pokażę wam te małe, proszę bardzo:
 
Gwiazda nad każdym, jak się patrzy.
 
 
 
 
 
 
 

 
 

 
 
 
............................................................................
 
 
 
Tu promienie gwiezdnego blasku są przezornie i roztropnie wbite w dach na fest ;)
 
 
 
 

 
 

 

A domki zaopatrzone w skrzydła poniosą szczęście tam, gdzie właściciel zapragnie.

(Uwielbiam te drzwiczki z kawałków kafelkowych)


 



 

 
 
............................................................................
 
 

 

 

 
 
 
............................................................................
 
 
 
Może powinnam nakleić taką gwiazdę też na drzwi naszego mieszkania, albo sobie na czoło, na szczęście. Bo niby mam drzewko szczęścia na parapecie, ale ono jest jakieś takie dziwne, i chyba nie działa.
 
 
 
 
Kompletnie nie wiem, o co mu chodzi. Ono też się najwidoczniej srodze pogubiło i nie wie, którędy spowrotem do pionu.
 

 
 
............................................................................


Weekend miał być piękny i słoneczny - był mokry, duszny i deszczowy. Więc nici z długich spacerów, które miałam w planie.

Następny weekend niby piękny ma być, więc może w końcu uda się pojechać gdzieś w dzicz, daleko od ludzi i betonu. Wiecie że ja mam ochotę zabijać, jak siedzę w pociągu i dookoła kilka osób słucha muzyki na tanich słuchawkach, które wypuszczają prawie tyle samo na zewnątrz, co do wewnątrz ucha, a ja chcę tylko spokojnie poczytać książkę, jednak nie mogę się nijak skoncentrować bo siedzę jak w roju pszczół? W sumie nawet jedna taka "pszczoła" wystarczy i już mam ochotę wyrwać jej żądełko i ukręcić łeb.

Coś ze mną nie tak?
 

Albo jak ostatnio jedna pani obok mnie opowiadała przez telefon, jak to ona nie ma czasu. Dwadzieścia minut tak opowiadała, dosyć głośno. I to nie jednej osobie - jak kończyła z jedną i się żegnała, to wszyscy wkoło oddychali z ulgą, ale ona wybierała następny numer i znowu opowiadała, i przy czwartej osobie zauważyłam, że wszyscy dookoła dostali już nerwowych tików na twarzy.

Naprawdę niektórzy się nie nadają do życia w społeczeństwie (pytanie tylko ja czy oni, hy, hy).
 
 
 
 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...