środa, 22 lutego 2017

Nowinki ze świata astrologii, telekomunikacji i bankowości oraz ukryte funkcje Instagrama.

Co prawda losowo wybrany z kopy kartofel, posadzony (!) przy komputerze i wyposażony w telefon, wykazałby się w mig lepszą znajomością tych tematów, niż ja - ale nie będziemy wdawać się w szczegóły :D


Zacznijmy od początku. Małe Diablę było dzieckiem-dzikiem. Grzecznym w miarę, (śmiem twierdzić, z tego co pamiętam) ale dzikiem. Niewychylającym się i nielubącym zwracać na siebie uwagi.

Na przykład w przedszkolu, na szychcie Złej Pani, która mówiła, a raczej krzyczała do dzieci po nazwiskach, nie pisnęło ni słówka jak zwaliło się z krzesełka, na które wspięło się, żeby ściągnąć z wysokiej półki książeczkę, przyrżnęło nasadą nosa w kant metalowego kosza na śmieci, zobaczyło ciemność, rozbłyskującą w niej wielką gwiazdę (serio, jak w kreskówkach) a potem była już tylko ciemność, i straszliwie straszliwy strach, że tak zostanie już na zawsze. Leżało po prostu w tej ciemności i przerażeniu na podłodze tak, jak na nią padło, między koszem a przewróconym krzesełkiem, tuląc książeczkę, i tak trwało sparaliżowane jakieś dwa tysiące lat, czyli pewnie ze 3 minuty. (Pani się nie zainteresowała, ciemność w końcu minęła, Diablę wstało, siadło na krzesełku i oddało się "lekturze" ilustracji. Krwi nie było.)


[Właśnie sobie uświadomiłam, że tak: Zła Pani miała na imię Kasia, najbardziej znielubiana przeze mnie dziewczynka w grupie też miała na imię Kasia, i moja najlepsza - a właściwie jedyna - przyjaciółka z dzieciństwa też miała na imię Kasia. Hmm. Pozdrawiam wszystkie Kasie :) ]

 
Wysyłane regularnie do sąsiadów po gatezę czy inną szklankę mąki małe Diabelstwo najpierw stało 5 minut pod drzwiami trzęsąc się ze strachu, potem w końcu pukało z nadzieją, że nikogo nie ma w domu, ale oczywiście był, i otwierał te drzwi, i wtedy Ogoniaste musiało z zaciśniętego z przerażenia gardła wytarmosić przekaz werbalny, co powodowało jedynie totalne zacięcie się na pierwszej głosce i zacisk szczęk godny krokodyla.

I sporo mi tego zostało do dzisiaj: jeżeli da się uniknąć rozmowy z obcą osobą, to unikam. Obojętnie, osobiście czy telefonicznie. Telefonicznie to nawet jeszcze gorzej, bo nigdy nie wiem jak się mam zachować i co mówic, jeśli ta druga osoba objawia mi się tylko jako głos z pudełka. Nawet jak jest to Borsuk. Tak, nie potrafię rozmawiać przez telefon nawet z kimś, z kim przebywam codziennie od ponad 20 lat.
Przypadek beznadziejny.

 
Więc kiedy ostatnio zepsuł mi się telefon, a zepsuł się mimo prób reanimacji całkiem i na śmierć, i musiałam kupić nowy (do tej pory miałam zawsze jakieś "dziedziczne" po rodzinie i znajomych królika, ale teraz akurat żadnego nie było do dyspozycji) to naprawdę, naprawdę dawno nie było mi tak żal wydanych pieniędzy ;) Ile farbek mogłabym za to mieć! Ile bloków pięknego papieru!
A nie jakiegoś tam Hujawuja 8.

 
Chociaż w sklepie i tak było trochę zabawnie. No bo niby jak ja mam wybrać jeden telefon z tych wszystkich upchanych na półkach, skoro się na tym zupełnie nie znam. Równie dobrze mogłabym wybierać rakietę na kolejną misję Apollo.

- To którą bierzemy, pani inżynier Diabeł? Oto szczegółowe specyfikacje techniczne, kosztorysy i plany.
- Tą czerwoną, z tym fajnym okrągłym okienkiem. Tylko proszę jeszcze koniecznie namalować z boku Supermana, albo paszczę rekina!

 
No. To tak samo z telefonem jest u mnie. Borsuk powiedział, że skoro nie chcę wydawać za dużo pieniędzy, to mam sobie obejrzeć te tańsze Huaiweie.
No to idę wzdłuż półki i oglądam.
Hmm.
Wszystkie wyglądają identycznie.
Na jednych Android 5, na innych 5.1, albo 6. Jakieś EMUI. Aha. Mhm. Tak, tak.
"Obejrzyj W ŚRODKU, moronie" - mówi Borsuk łagodnie, jak do wariata mówić należy - "Włącz sobie i pooglądaj." I oddalił się między regały z jakimiś zabawkami dla chłopców.

Żeby zachować choć resztki dobrego wizerunku w borsuczych oczach, włączam, klikam na folder ze zdjęciami (no bo na co tu innego kliknąć?) i udaję że "oglądam".
Same zdjęcia sklepowych półek plus kilka niebanalnych autoportretów w stylu "Aparat fotograficzny pozostawiony w ramach eksperymentu w stadzie pawianów".
Jeden pawian zezujący w obiektyw nieproporcjonalnie wielkim lewym okiem i ogromnym nosem ma brązową, kosmatą czapę w kształcie wiaderka i ondulację w identycznym kolorze, optycznie stapiającą się z czapą w litą, kuriozalną całość. Ondulacja jest tak trwała, że zapewne przetrwa nie tylko najbliższe miesiące, ale i po kilkunastu stuleciach będzie jeszcze niejednego archeologa grzebiącego w cmentyrzyskach wprawiać w zdumienie i podziw dla kunsztu fryzjerskiego prymitywnych plemion XXI wieku.
Chichotam z cicha.
Nie mam pojęcia, co obejrzeć poza tą galerią.
Zezuję na faceta obok. Stoi tu odkąd weszliśmy do sklepu, czyli jakieś 10 minut, z jednym telefonem w ręku i ciągle coś w nim ogląda właśnie, ale tak profesjonalnie, wiecie, a nie amatorsko jak ja. Klika i klika, wchodzi w trzewia systemu, grzebie Androidowi we flaczkach, pomrukuje, wzdycha, chrumka. Co on tam tak długo ogląda?! Myślę sobie. Co można w ogóle oglądać w "pustym" telefonie?

Wołam panią sprzedawczynię, i wyrażam chęć kupna telefonu Huaiwei o 3 euro droższego od najtańszego (Zachowajmy choć pozory, że to świadomy wybór)
Pani szuka po szafkach, szuka, szuka - nie ma, wszystkie wyszły.

No więc wzięłam ten najtańszy. Można nim dzwonić, zainstalować whats'ap i robić zdjęcia, a mi więcej naprawdę nie trzeba.



A ostatnio akurat usłyszałam w telewizji, że trzeba młodych ludzi uświadamiać w kwestii konsekwencji, jakie niesie ze sobą branie kredytów. Bo wielu z nich nie kuma, że je spłacać trzeba, a jak nie spłacasz, to rosną odsetki. I wypowiadała się jedna studentka. Że ona, jak to studentka, taka biedna jest, i że jak musiała kupić telefon, to naprawdę musiała na raty go wziąść, bo nie była przecież w stanie jednorazowo wyciągnać z portfela 500 (!!!) euro.

Eeee.... Yhym. No tak.

Pani studentce dedykuję obrazek Barana oraz, a nawet przede wszystkim, (równo)Wagi.
(Nie mam nic przeciwko temu, że ktoś kupuje sobie telefon nawet i za milion euro - jeśli ten milion ma)



 

 

 

 

 




 
 
 
 

 

 

 

 

 

 

A Pies w Swetrze pragnęła ujrzeć Koziorożca - oto i on zatem:
 

 

 

 

 

 

 

 


Aha, te takie dziwne napisy naokoło to nazwy gwiazd w tych gwiazdozbiorach, a nie że rzucam na was urok, co nie :}

 

p.s. Rozważam: czy zainstalowanie na telefonie aplikacji Insta sprawi, że przynajmniej będę częściej odpalać ten telefon - żeby zrobić zdjęcie, a jak już go odpalę, to przy okazji niejako samo się sprawdzi, czy ktoś do mnie dzwonił / pisał i uniknę w ten sposób tego "Znowu nigdy nie odbierasz!" Czy jednak nie sprawi? Hmm. No i czy ja napewno potrzebuje Insta? Hmmm, hmmm....

czwartek, 16 lutego 2017

Pierwiastek zwierzęcy w życiu prywatnym i zawodowym.


Jakby wziąć największą ofiarę przemysłu:
- fryzjerskiego (biało-żółte, spalone kudły)
- kosmetycznego (rzęsy z futra, szpachla odporna na promieniowanie, jad kobry i ogień)
- solaryjnego (grilowana marchew)
- oraz odzieżowego (ah te nieśmiertelne pantery, tygrysy i futerka!)



...i połączyć je w jedno, a do tego:
- zawiesić na tej hybrydzie torbiszcze inspirowane subtelnym stylem Hiszpańskiej Inkwizycji (wywrócona na lewą stronę Żelazna Dziewica)
- wetknąć w obówie ilością bez sensu poprzyczepianych klamerek przypominające mini-suszarkę na pranie w wersji "to go"
- a na sam koniec ponadziewać  ten twór szpiczastymi jak igły, długimi szponami z plastiku o kolorze dobrze odmoczonego, bladożółtego i półprzezroczystego już topielca,



to wypisz wymaluj mamy panią, która stała obok mnie w autobusie.

 
Ręką z tymi ohydnymi szponami trzymała się rurki przed moja twarzą, i przysięgam takich wrażeń estetycznych to nie doświadczył nawet sam Geralt z Rivii podczas swojego tête-à-tête ze strzygą w krypcie zamku króla Foltesta. Emocje za to przeżyłam podobne, bo też się obawiałam, że mi rozora szyję tymi brzytwami na palcach, i w duchu cichutko upraszałam los, żeby nie kazał kierowcy ostro skręcać ani, niedajbogu, gwałtownie hamować. Odsunąć się nie było gdzie, bo odkąd w prezencie na nowy rok dostaliśmy od miasta nowy rozkład jazdy po kuracji odchudzającej, to w autobusach znacznie zbliżyliśmy się do siebie. Zacieśniliśmy, chcąc nie chcąc, kontakty współpasażerskie no i nijak nie umiemy ich rozszczelnić.

I niech się każdy ubiera jak chce i smaruje twarz czym tylko mu (jej) się podoba, mi to w ogóle nie przeszkadza - ale tak z pękiem obnażonych noży po ulicy chodzić, to jednak powinno być jakoś uregulowane prawnie, albo coś...

Panie Sapkowski, pan słyszy? Jakby jeszcze pana kiedyś naszła ochota na opowiadania o wiedźmaku ze starych, dobrych czasów (zawsze chętnie przyjmiemy!) to proszę dla inspiracji przejechać się kilka razy komunikacją publiczną, a tomik o straszliwych potworach napisze się sam.

Choć możliwe, że to właśnie ztąd wziął się wiedźmin.



Oprócz tego ten dzień był całkiem przyjemny, bo w pracy całą szychtę szukałam pasujących zdjęć, a potrzebowałam - teraz czytajcie i zazdrośćcie, haha! - psich, poczciwych mord, misiów-pysiów nosków brązowych i czarnych, puci-puci różowiótkich brzuszków, puchatego szczęścia na kudłatych łapkach, zacnych futrzatych kałdunków o pozytywnym ładunku emocjonalnym. I mogłam godzinami gapić się na takie foty, wybierać, przebierać, i jeszcze mi za to zapłacono :D

Czasami ta praca ma jednak dobre strony.

Ale jak się tak człowiek cały dzień mentalnie tarza w słodkim lukrze, a potem ktoś mu nagle przystawia sztylet do gardła (i żeby to jeden! i żeby to mentalnie!) to wiecie, jaki to jest kontrast?!
No. Spory.



.............................................



A internety przywiodły do mnie kogoś, kto wpisał "W piątki latam na miotle".
Irena serdecznie tego kogoś pozdrawia i prosi przekazać, żeby nie wsiadał na promilach, bo gołębie sie płoszą i potem bardziej ten... tego... niszczą elewacje zabytkowych kamienic.



............................................



I na koniec rybka, ale nieco inna, niż zwykle ;)
 
 
 
 
 
 
 
 
 


 




 
 
 
Całe życie bazgrolę jak kura pazurem - a tu nagle się okazuje, że umiem w miarę ładnie pisać!
Niezwykle byłam zaskoczona. Okazało się, że jak piszę powoli, to mi wychodzi.

Aczkolwiek niekoniecznie bezbłędnie:
Nowy gwiazdozbiór - Wodnik z Bykiem.


 
 
 
 
 

 
 

 
 

 
 

 
 
 

 
 
 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...