poniedziałek, 3 września 2018

Always look at the bright side of life - i jak ptaszę bądź radosny.

Dzień zaczął się całkiem dobrze. 

Obudziłam się z bólem w czaszce - ale się obudziłam.

Zgubiłam się we własnej łazience 2x3 m² - w pewnym momencie przyłapałam się na tym, ze zwracam się i sięgam rękami w różnych kierunkach, ale w połowie drogi zmieniam zamiar, i tak od dobrych pięciu minut - ale w końcu się odnalazłam.

Jak siadłam na krześle w kuchni to nagle odkryłam, że usiłuję na jedną bosą stopę założyć tekturową rolkę od papieru toaletowego (którą przyniosłam z łazienki) - ale znalazłam drugą skarpetkę w pojemniku z makulaturą i wymieniłam fanty.

Pogoda najpierw walnęła mi wichrem w oczy i owinęła mózg czarną chmurą - ale w końcu wyszło słońce.

Mleko do kawy mi w pracy skisło, czego niestety doświadczyłam organoleptycznie - ale w kuchni znalazłam trzy małe śmietanki do kawy.

Śmietanki były przeterminowane o dwa miesiące i konsystencją przypominały misie Haribo, ale w drugiej kuchni, tej bardziej wystawnej obok sali konferencyjnej, zawsze jest zapas śmietanek, więc uprowadziłam 2 sztuki.

Były to śmietanki najpodlejszego sortu, robione z wody i białej farby do ścian. Własciwie to nawet nie białej, a żółtawej. Smakowały też jak farba do ścian, no ale wypiłam tą moją kawe w końcu. 

Terminy na terapię falą uderzeniową [racica] dostałam dopiero na za miesiąc - ale kosztuje o 50 € mniej niż myślałam.


Tak z grubsza wygląda pozytywne myślenie chyba, nie? Bo jutro idę do dentysty omówić leczenie kanałowe oraz pobrać wydruk z jego kosztami, więc muszę ćwiczyć. 


No to teraz jeszcze to ptaszę radosne. Z borsuczą pomocą wystrugane:
Tutaj w grupie:





A tu solo:















I jeszcze jedno:
















I trzecie, bo trzy to lepiej niz dwa:













Wstawię je na Etsy, ale jakby ktoś chciał bez - to pisac. Jak zwykle z resztą, wiecie o co chodzi ;)
16€ za sztukę + 4€ przesyłka

To czołem, rogiem i burakiem moi mili. Trzymajmy się, co by nie upaść.
(choć mi niewiele brakuje, w sumie to całkiem chętnie bym upadla i sobie poleżała tak)

poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Oszukać przeznaczenie.

Na początku lipca musiałam w ciągu dwóch dni umówic kilka terminów u lekarzy i więcej-niż-kilka na fizjoterapię, a tak się składa, że daty i godziny zrobione są z cyferek i liczb. A cyferki, liczby i inne runy to jak wiadomo trochę mają ze mną kosę, co pewnien nauczyciel fizyki być może do dziś wspomina z lodowatym dreszczem i później siedzi parę godzin w kącie pod biurkiem, tuląc miękki kocyk w kaczuszki. 
(Bo matematyk to wyluzowany był, on się tylko chichrał jak podawałam mu mój wynik równania. Mądry człowiek, wiedział że nie można przejmować się tym, czego nie można zmienić)


Na zastępy boskie i piekielne, o mało nie pękłam z wysiłku przy tych terminach!!! No prawie dym z uszu. 

A jak już te wszystkie cyferki spisałam, to ślęczałam z kartka i kalendarzem jeszcze pół godziny gryząc ołówek, i usiłowałam rozkminic, czy nie pomyliłam czerwca z lipcem. No bo Juni i Juli, to jest uważam taka dosyć przewrotna krotochwila zasadzona mi przez przodków. Żeby nie powiedzieć perfidna.
Oczywiście pomyliłam, a jakże, i nagle przypominało mi się później podczas kupowania ogórków, że przecież ta pani mówiła „dziewiątego, we wtorek“ a jak to możliwe skoro właśnie teraz ósmego będzie piątek... No wychodzi, że dziewiąty jest w sobotę. No więc zadzwoniłam żeby wyjaśnić, i okazało się że to ani wtorek, ani oczywiście sobota, tylko poniedziałek. 
Dwa terminy tak musiałam odkręcać. 

Do tego dołączył jeden termin w sierpniu, który zakomunikowano mi jako „czternasty - ósmy“ a liczba 8 oznacza w mojej głowie wrzesień. Ale tą pułapkę mojego umysłu już znam, tyle razy w nią wpadałam, że już znam, więc od razu wiedziałam, że to napewno nie wrzesień, nie-nieeee, nie tym razem takie numery, przewrotny mózgu ty, żmijo na własnych węglowodanych wyhodowana, ha! To jest miesiąc wcześniej! 
No więc skoro miesiąc wcześniej, a akurat mamy lipiec, to zapisałam sobie termin na czerwiec.
Ta-daaaa! Oto jak oszukać przeznaczenie, poziom „master“.

A w zeszły poniedziałek w pracy chciałam sprawdzić kiedy mam najbliższy autobus. 
Była godzina 16.47. 
Spoglądam na plan: jest autobus o 16.35. 
Spoko, idealnie, jeszcze 12 minut to akurat wszystko powyłączam i dojdę na przystanek.
Ha ha. 
Dopiero po drodze dotarło do mnie, jak spojrzałam na telefon która godzina, że coś tu ne teges.
Oszukać przeznaczenie, poziom „doctor of applied science fiction“.


Jakby ktoś chciał się cofnąć w czasie, przełożyć na czerwiec np. leczenie kanałowe (wtedy to będzie już za wami, rozumiecie. Odhaczone!) czy spotkanie rodzinne u nielubianej i wścibskiej cioci, co to zawsze ma te usta umalowane tłustą warstwą szminki grubą na centymetr, bo myśli że w ten sposób zamaskuje brodawkę na górnej wardze, i gdy bierzecie drugiego pączka czyni tymi usty uwagi o wpływie otyłości na skuteczność pucowania podłóg, których najwyższy stopień glancu jest wszak wizytówką każdej perfekcyjnej pani domu, to zapraszam. Ze mną to żaden problem, by takie spotkanie bezboleśnie odeszło w przeszłość. 
Co tam, na styczeń nawet przełożymy, i to 2017!


............................................


A tu obiecane ostatnio anielskie zastępy; na razie tylko dwa osobniki, ale trzy jeszcze czekają na sesję foto, coming soon!







No? Można nie zaufać takiemu spojrzeniu, he? 











Dobrze i wygodnie leży w dłoni - jeśli dla kogoś ten aspekt ma znaczenie. W sumie czemu nie, może są wśród nas tacy, którzy w poniedziałkowy poranek doceniają dobrze leżącego w dłoni niebieskiego wysłannika. 









Z takich z grubsza elementów robi się anioła:




Z tym że ten nos to wcale nie tak łatwo wyciosać, bo to jest taki mały odłamek deski odkrawany scyzorykiem, i na jeden nos udany przypadło mi chyba z 10 nieudanych. 





Przy ciosaniu takich skrzydeł pomaga oczywiście niezastąpiony Borsuk.






Złote włosy, szlachetny profil, smukła sylwetka...





Tak, zdecydowanie możesz powierzyć mu swoje bezpieczeństwo. 








Elegancka piżama w kwiaty, więc i do ludzi z nim wyjść można. 





No i to tyle. Przez weekend nie przydarzyło się nic oprócz zwały, spaliśmy wszyscy z otwartymi oczami. Dziś, póki co, to dalej samo, wiem że żyję tylko dlatego, że boli mnie głowa i stawy. Słońce się chyba z nami pożegnało na dobre, więc i siły życiowe mi opadły. Ja bez słońca nie umiem. Jestem totalnie uzależnieniona i przechodzę syndrom odstawienia teraz. 


............................................


Ten anioł ujęty z profilu już mnie opuścił, wyleciał z gniazda ledwo mu farba na piżamie wyschła, ale jak ktoś czuje silną potrzebę zawierzenia swego losu temu en face, to proszę pisać, gdyż siedzi u mnie w kuchni i wyżera herbatniki. 
15 Euro + jakies 4 Euro za wysyłkę. Wielkość - jak widać na tym jednym zdjęciu z moją ręką. Z tyłu ma haczyk, więc można go od razu przykuć do ściany żeby nie zwiał. 
Osobnik niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju oczywiście!

To miłego tygdonia moi mili. Niech się nam szczęści pod tą anielską pachą









wtorek, 14 sierpnia 2018

Krowa jaka jest, każdy widzi.

Ale w sobotę było zimno! Siedziałam pod kocem na kanapie, jednak nagle 21° po tygodniach z 35-37° to jest szok dla organizmu. Teraz sobie potrafię lepiej wyobrazić, co czują ludzie z Afryki jak tu przyjadą, i dlaczego przy 15° chodzą w zimowych, puchowych kurtkach do kolan. 

W niedzielę znowu cieplej na szczęście, to ponownie wylazłam na balkon z moim warsztacikiem. Taszczę go w tę i we wtę od paru tygodni, no bo skoro takie piękne lato to można malować na balkonie. Więc farbki-pędzelki-szmaty w plastikową miskę na pranie i hop w balkonowy plener.
I zgadnijcie czego szukałam ostatnio przez 15 minut po całym domu zeby poskładać pranie. Podpowiedź: jest plastikowe i zaczyna się na „m“. 
No?

Oczywiście już chciałam zwalać na Borsuka, że wyniósł (choć nie wiem po co) i czyniłam aluzje. Ile ten człowiek ma do mnie cierpliwości, to jest cud boski. Łypie tylko na mnie jak na wariata i spokojnie dalej robi swoje (czyli albo analogowo grzebie przy rowerze, albo digitalnie przy czołgu).
I czeka, aż sama znajdę tą miskę, którą pełną farbek-pedzelków-szmat stawiam codziennie koło balkonu.

I ile wiary we mnie pokłada! Za każdym razem mnie to wzrusza. Na przykład ostatnio pokazuje mi jakieś auto i pyta, czy podobają mi się bardziej takie światła jak ono ma, bo to jest takie auto jak nasze tylko nowsze. 
Czyli założył, że ja wiem, jakie mamy światła w aucie i sobie porównam, ehhh... :)))  Ja, która co i rusz usiłuje wsiadać do cudzych samochodów na parkingu i przynajmniej raz na kwartał próbuje otworzyć drzwi niewłaściwej klatki schodowej. 
[Czy one naprawdę muszą być wszystkie takie same? I auta, i drzwi]
Ale trochę to takie chwytające za serce jednak jest, że wierzy.
No chyba że dla hecy pyta i patrzy jak zareaguję. 

Jednakowoż tnie, piłuje wedle narysowanych przeze mnie kresek i szlifuje drewniane elementy, których ja upiłować nie mam siły, a szlifować cierpliwości (szczerze mówiąc, nienawidzę jak zarazy) A Borsuk mówi, że lubi, jemu się to podoba. No więc dzięki niemu mam zaszczyt przedstawić państwu na przykład krowę, proszę:

Drodzy państwo, oto pierwsza krowa na buraczanym polu. 
Pierwsza krowo, oto drodzy państwo. Jak ładnie zamuczysz to myslę, że będziesz mogła mówić im po imieniu.




Rogi ze starej kopaczki czy tam innego narzędzia ogrodowego. 
Rozbuchane nozdrza.
Głębokie wejrzenie krągłych, niewinnych ócz.













Dzwoneczek - musi być, wiadomo. 





Ogonek: uwielbiam te momenty, kiedy nagle mogę tak celnie wykorzystać jakieś dziwne coś, znalezione na ulicy szmat czasu temu i wetknięte do kieszeni „bo napewno mi się do czegoś przyda“ ! No i sie przydało.









Do krowy akurat farbek nie trzeba było jak widać, ale w przygotowaniu: zastępy anielskie w kwietnych kieckach!

Oraz: nie że się narzucam, ale po prawej jest link do nowego sklepiku na Etsy, dokonało się! Tylko trochę się obawiam, że zginę w tym wielkim oceanie, Etsy to jest jednak ogrom... Więc jakby ktoś miał ochotę i dobrą wolę walnąć linka w swój fejsbuczek czy w inny kanał, to ja z góry bardzo dziekuję
Oczywiście wszystko dobrowolnie i na ochotnika, absolutnie nikogo się tu pod pistoletem nie trzyma, zagon buraczany to państwo neutralne jest. 
[Potencjalny wróg zostanie odparty siłą skondensowanego absurdu, a na koniec przywalimy mu w zadek ostrym farmazonem]
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...