poniedziałek, 28 stycznia 2019

Z poradnika konsumenta: jeszcze raz cierpliwość. Bez tego naprawdę ani rusz.

Znowu będzie o zakupach, sobotnia spożywka, ten cotygodniowy, niewygodny rytuał do odbębnienia mający na celu uświadomienie szaremu konsumentowi, jak bardzo idzie w górę wszystko oprócz jego wypłaty. Jednocześnie jest to jedyna forma interakcji ze społeczeństwem jakiej zaznaję, i szczerze mówiąc, wystarczy.

Butelka coli. Ukryta w niekończących się labiryntach ustawionych ze skrzynek z wodą mineralną od tysięcy producentów. W sumie nie wiem po co w mieście, w którym wodę można bezpiecznie pić z kranu, ludziska decydują się na tachanie skrzynek butelkowanej - ale ich pieniądze, ich plecy, ich sprawa, co mi do tego. A patrząc na to, jak bardzo ostatnio rozbudował się producent wody mineralnej obok mojego zakładu pracy, można oszacować jak wielki hajs przytula się w tym biznesie. 

Z ciekawostek przyuważonych podczas Odyseji przez labirynt: oranżada bananowa. Na sam widok tego kuriozum desperacko rzuciłam się do ucieczki, Borsuk znalazł mnie później na dziale win, schowaną pod regałem z zacnym Chardonnay, i namówił do wyjścia za pomącą wielu łagodnych, dobrych słów i słodkiej przekąski.
Naprawdę, ktoś kto decyduje się na oranżadę bananową jest jak saper: pomyli się tylko raz.


Ale dobra, cola jest, cała reszta jest, do kasy. Kolejki długie, ludzie odpowiednio do pory roku odziani w zimowe, grube kurtały i swetery, szalami okutani, a atmosfera gorąca. Na sklepie między chłodniami i lodówkami tak się tego nie czuło, ale teraz oj, ciepło. 

No ale nic to, piętnaście minut i paru Kevinów później pani kasjerka kasuje nareszcie zakupy faceta przed nami, gościu 50+, i albo dobrze sytuowany albo te bardzo drogie i bardzo brzydkie ubranka (to zadziwiająco często idzie w parze) dostał od tego bezdomnego od Maybachów. 
Już kasjerka skanuje ostatnie produkty faceta, my już mentalnie prawie jesteśmy w domu, już witamy się z dresikiem, kocykiem i kanapą, aż tu nagle wtem!!! Oko faceta, uzbrojone w wykwintny okular, wyłapuje że wyświetlacz kasy przy puszce jajec jesiotra pokazał cenę 5,99 € zamiast promocyjnych 5,85€. No i w tym momencie już wiemy że dupa, pozamiatane, przyjdzie nam nocować w supermarkecie dzisiaj. Bo w tym mieście takich rzeczy się nie popuszcza, nie ma zmiłuj. Tu obywatel będzie czekał przy kasie na tego należnego mu miedziaka aż reszta zakupów mu spleśnieje i zgnije, a kolana odmówią posłuszeństwa i rozsypią się w proch. Wtedy się położy i dalej będzie czekał. A rozumiecie, gościu wziął aż dwie puszki tych jajec, w końcu 14 centów zniżki to jak za darmo, trza brać jak dajo! 

(A zaznaczam że takie pomyłki zdarzają się bardzo rzadko, kierownik sklepu prędzej by sobie dał rękę uciąć niż pozwolił na umyślne zafałszowanie w ten sposób cen)

No i się zaczęło. Facet powołuje się na gazetkę promocyjną, której jednak nie ma akurat przy kasie, trzeba wołać kierownika.
Kierownik przychodzi i oznajmia, że możliwe, ale trzeba zweryfikować.
Woła Frau Kruppke z gazetką.
Frau Kruppke przychodzi i oznajmia, że gazetki się skończyły. 
Kierownik idzie na zaplecze sprawdzić cenę w komputerze. 
Frau Kruppke strategicznie znika po angielsku. 

Kolejkowicze zdejmują szaliki i rozpinają kurtki, otwierają dzieciom batoniki i paczki Haribo.

Wraca kierownik i oznajmia, że jajec jesiotra w promocji niestety nie ma w komputerze. 
Razem z kasjerką wołają przez mikrofon Frau Kruppke, żeby sprawdziła cenę na półce. 
Frau Kruppke wraca już po godzinie i potwierdza cenę promocyjną.
Kierownik idzie po ten mały, czarodziejski kluczyk od kasy. 

Kolejkowicze ściągają kurtki i kładą na nich młodsze dzieci do drzemki. 

Kierownik wraca już po dwóch dniach, bo musiał kluczyk wyłuskać z sejfu na magiczne zaklęcie, które zdradza mu Sfinks w nagrodę za rozwiązanie niezwykle skomplikowanej zagadki, a do Sfinksa prowadzi droga, której strzeże wielki zły smok, a smoka może pokonać tylko czarownica mieszkająca na zatrutym bagnie, a ona nie pracuje w weekendy!!!
No ale nic, utrudzony i uznojony kierownik ma w końcu ten kluczyk, wsadza go do kasy i razem z kasjerką coś tam zmieniają w sklepowym matrixie.
Czary mary hokus pokus, i są jesiotrowe jajca po 5,85€.

Klient dostaje klepaki do ręki, wszyscy w kolejce wiwatują, budzą maluchy i zwijają obozowiska uwite z kurtek i szalików, następnie budzą starsze dzieci i emerytów śpiących w kapuście, życie i taśma przy kasie toczą się dalej. 


I najpierw to ja w myślach tysiąc razy zabijałam tego faceta na wiele wyszukanych sposobów, bo mimo że zarabiam znacznie poniżej średniej krajowej, tak znacznie że linia tej średniej wisi wysoooko nade mną jak kable elektryczne nad ziemnym żuczkiem gnojarkiem, to szczerze, w takiej sytuacji od razu olałabym sprawę i wzięła ten kawior za 5,99€ byleby móc już wyjść i zacząć weekend, a on z tym fancy płaszczykiem i zakupami za milion ściera się o 14 centów i psuje ludziom nerwy i kradnie wolny czas. 
Ale potem mi się przypomniały komiksy o Sknerusie McKwaczu i jego siostrzeńcach, które mój brat czytał w dzieciństwie, i ten Sknerus mówil, że jak ktoś chce mieć pieniądze, to nie powinien ich wydawać. I dlatego on ma. Nie wiem czy to prawidłowe podejście, ale logiki nie sposób mu odmówic. No a tutaj przy tych jajcach rozchodziło się wszak o 28 centów, przebóg, toż to wincyj niż ćwierć Euro! Dodajmy do tego, że mieć ćwierć Euro a nie mieć ćwierć Euro to razem pół Euro, więc widzimy że:

a) zaczyna się poważna sytuacja
b) dlatego ja nigdy nie będę bogata
c) cierpliwość los nagradza piniondzem i jajcami
d) warto jednak kupić butelkę mineralnej żeby było co pić podczas koczowania przy kasie

Zapamiętajcie to sobie.


Na ilustracji: klienci ścigający atrakcyjne promocje.











.....................................................................

Co do ogrzewania i ciepłej wody na kwadracie: dobra i zła wiadomość.
Dobra: od czwartku wieczór znowu ciepło.
Zła: to całe ustrojstwo w piwnicy, co ta wodę grzeje i rozdziela, ciągnie na ostatnim dechu i musi być wymienione najpóźniej w lutym. W LUTYM. 
Mam nadzieję że to nie potrwa znowu tydzień... Bo w środę, a więc po pięciu dniach bez ciepła, odważyłam się zmierzyć temperaturę w mieszkaniu i wyszło mi 12°C. A to nie jest dużo, nie.

.....................................................................

70 komentarzy:

  1. O kobieto, ja bym mu te kilkanaście centów z własnej kieszeni dała żeby tylko nie blokował kolejki. I solennie obiecała że obiję odpowiedzialną za tę zniewagę cenową pracownikoosobę, a jakby się nie zgodził to, że mogę i jego obić jak chce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba by nie chial - ale spytac nie zaszkodzi :)))
      Z mojej kieszeni by nie przyjal, to jest czesc narodowej tradycji tutaj, wiesz, Ordnung i tak dalej. Pewnie bym go obrazila takim gestem...

      Usuń
    2. Luna, wybacz, ze sie wtrace, ale to co piszesz to blad.
      Bardzo powazny blad!!!
      Jak bys mu dala te kilkanascie centow to facet by sie zorientowal, ze za nim w kolejce dziesiatki ludzi i chcialby te kilkanascie centow rowniez od nich. A na koniec i tak by nie zrezygnowal z "prawowicie" mu naleznych kilkunastu centow ze sklepowej kasy.
      To taki typ - ja ten typ znam:)))

      Sama kiedys stalam w takiej kolejce, kasjerce zabraklo drobnych (no durna masa czekala az sie skoncza wiec sie doczekala) facet, ktorego akurat skasowala stoi murem i czeka na swoje 70 centow.
      To ja mowie glosno tak zeby slyszal i on i kasjerka "ja panu dam te 70 centow, a pani mi potem je odliczy od moich zakupow".
      Narobilam tymi slowami tyle zamieszania, ze polowa obslugi sklepu sie zleciala i nikt nie rozumial o co mi chodzi:)))
      A pan wytrwale czekal na swoje 70 centow, moich honorowo nie przyjal:)

      Usuń
    3. 70 to przy tych jesiotrowych 28 kupa kasy :)))
      Star, siewczyni chaosu!!!

      Usuń
  2. Nieraz zdarzylo mi sie byc w podobnej sytuacji, tyle ze ja nie czekam pokornie i cierpliwie az sie rozwiaze: przenosze sie do innej kasy. I jak Ty nie moge pojac czy to wszystko warto tworzyc dla kilku centow?
    Pozazdroscic Ci swobody klawiatury :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mam kilka rzeczy na tasmie to tez uciekam do innej kasy - ale my mielismy tygodniowe zakupy cale juz wylozone, kunsztownie poustawiane te piramidy z zarcia, i szczerze mówiac nie za bardzo sie chcialo zwijac caly ten kram i jeszcze sie pózniej przepychac z tym ogromnym marketowym wózkiem przez cala kolejke, musieliby wszyscy sie rozejsc na moment raczej. No i nie wiedzielismy, ze to az tak dlugo potrwa, no bo skad.
      Taka wymyslna pulapka!

      Usuń
  3. Dzieci i emeryci spiacy w kapuscie mnie zabili:)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. We wloskiej - wiesz, ona taka mieciutka jest :)))

      Usuń
    2. Dlatego wlasnie, ze taka mieciutka to robie z niej golabki:)) ale spac to mi jeszcze nie przyszlo do glowy ;P

      Usuń
    3. Ja nawet raz bigos z niej zrobilam, i do barszczu ukrainskiego biore tez wloska. Albo taka po prostu gotowana, ze smazona cebulka i koperkiem, mniooooom! Jakos mi bardziej smakuje niz ta zwykla biala - no i przespac sie mozna jakby co, wiec czeg chciec wiecej!

      Usuń
  4. Kurcze to ja tez na pewno bogata nigdy nie bede - bo jak róznica lub brak drobnych jest ponizej powiedzmy 50 pensuff na moja niekorzysc to w ogóle nie czekam, a jak wchodzimy w funty to zwykle rezygnuje z produktu i place za reszte.
    U nas gorzej wychodzilo jak trzeba bylo samemu cos zwazyc i ometkowac, a nie bylo wyraznego oznakowania ze taka procedura. Kiedys to byla mordega, teraz w znanych mi marketach maja wagi z kasa zintegrowane i jest spokój.
    Teraz tylko problem jest jak skaner nie wczytuje kodów paskowych, recznie w pisany tez nierozpoznany i trzeba wzywac kogos kto pójdzie i sprawdzi cene na pólce.
    I wtedy jest dokladnie to samo - biwaki, ogniska, spiewy grupowe i pieczenie pianek na patyku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, to bedziemy razem takie niebogate. Ale za to bez blysku obledu widocznym w oku :)

      A w sklepie, do którego chodze po pracy po takie tam pierdólki rózne, nie kupione w soboty, to zrobili na odwrót - kiedys wazyli i nabijali na kasie, a teraz trzeba samemu zwazyc i ometkowac. Chaos, który powstal "dzieki" temu na ciasnym dziale warzywno-owocowym jest godny Piekielnych Czelusci. Jeszcze jak akurat przyjda ludzie od wyladowywania towaru, z wózkami pelnymi skrzynek, to juz kuniec swiata.

      Usuń
    2. Nie jest dobrze, dopiero teraz doczytalam, ze ten rózowy potworek to nie jest klient scigajacy (i zblazowany) atrakcyjne promocje, tylko za sam jest okazja a te krzaki to sa rozarci klienci... nie tylko cztanie kreatywne ale i interpretacji graficzna kreatywnei mi wyszla...

      Usuń
    3. Spokojnie. Każdy ma swój własny świat i tak jest dobrze :)))

      Usuń
  5. Ha, dzieci i emeryci spiacy w kapuscie i mnie rozlozyly na lopatki ! 
    Piekna i malownicza zaiste ta opowiesc, ale czytajac w gardle narastalo mi cos , co mocno przypomina gardlowe wilcze :chrrrrrr,
    nie wiem czy nie przegryzlabym gardla temu od rybich jaj!

    W UK o tyle dobrze, ze zaden kasjer w takie dyskusje nie wchodzi i nie musi, to nie ich dzialka – jak cena sie nie podoba, to i tak kasjer kasuje, klient placi , bierze rachunek i zapitala 2 metry dalej do Customer Service – a tam to juz osobnik ciezko poszkodowany
    ( na ogol na umysle ) , moze sie wdawac w rozliczenia ad mortum defecatum , czyli do usranej smierci. Przynajmniej nie blokuje kolejki.
    Jedyny przypadek to kiedy kod paskowy nie wchodzi, wtedy faktycznie kasjer albo wola po pomoc, ktora nadciaga po pol godzinie, albo sam wstaje i idzie do polki spisac … Osobiscie wole to drugie, bo to pierwsze konczy sie tym samym, tyle ze dluzej trwa.
    Moja sobotnia cotygodniowa fucha przebiegla w te sobote o dziwo dosc sprawnie i spokojnie – odwalilam szybko i bez przygod, choc luda bylo full.

    Diable - ciesze sie, ze grzeje, oby ci do konca lutego pociagnelo, a moze i dalej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do przegryzania gardla jakos nie doszlo, ale jestem pewna ze czul zar mego spojrzenia na swoich nerkach...
      No wlasnie tak chyba powinno byc, ze idzie taki klient do Obslugi Klienta i tam wyjasnia, a nie blokuje kolejke na 3 dni. Tyle ze w niemieskich marketach nie ma punktu obslugi klienta niestety. I klops.

      Tez sie ciesze - gorzej bedzie podczas tej wymiany, no ale przynajnmiej bedzie to gwarancja sukcesu na przyszle zimy. Chyba. :)

      Usuń
    2. Trzeba byc dobrej mysli – we wzgledzie grzania i we wzgledzie pracy, bo doczytalam gdzie indziej, co sie szykuje.
      Nie wchodz pod szafe, bo tam ewentualnie tylko kurz znajdziesz ( przepraszam, u mnie bys znalazla ),
      tylko szable w dlon i trzeba przetrzebic troche chaszczy – na pewno znajdziesz, przeciez mieszkacie w duzym miescie.
      No i Borsuk jest, wiec nie da ci umrzec z glodu… najwyzej tej coli nie bedzie pil:)) Rozgladasz sie juz?

      Usuń
    3. Bycie dobrej mysli to u mnie problem nr 1 :)
      Problemem nr 2 jest wyjscie do ludzi, co niestety mnie czeka.

      Usuń
    4. A nie-nie-nie, droga Kitty! W naszym co-opie wywołałam ostatnio zamieszki. Pewnie dlatego, że ja tu nie jeżdżę na tygodniowe zakupy, tylko wpadam po jagody, imbir czy ser Feta. No, ale od czasu, do czasu pozwalam sobie na cukierka - a w moim wydaniu to cholerna chińska zupka. (wiesz, ta kawalerska). I pech chce, że za każdym razem jak biorę re zupkę (co normalnie jest za 1.05) to na półce widnieje cena 62 p., a przy kasie jest zawsze 1.05. W końcu nie wytrzymałam i grzecznie zapytałam, co z tą promocją - ajajaj, kierownik wezwany z zaplecza, komisyjne sprawdzanie ceny na półce, i na kasie....czyli od miesiąca byłam pierwszą, która śmiała takie pytanie zadać:-) A tydzień później zrobiłam dokładnie to samo...nic się nie uczą na błędach, nic!

      Usuń
  6. Tak, uwielbiam też rzucone niedbale na lade warzywa, które trzeba było zdążyć kilometr stąd i z reguły Pani zza kasy zabiera to g...czyli po jednej sztuce 30 różnych pozycji.
    A było tak miło kiedyś, jak niczego nie było, to nam się zachciało w Pl kapitalizmu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I pomysl jak ekologicznie kiedys w sklepach bylo - wszystko do jednej siaty, bez tony opakowan plastikowych i etykietki samoprzylepnej na kazdym jablku, ogórku, pomidorze i gruszce. To mi sie akurat bardzo podobalo!

      Usuń
    2. W Srb do dzisiaj paczkę papierosów pakują w foliowke i zapewniają, że za darmo. A ja nie chce nie tylko z powodu ekologii, ale wnerwiaja mnie te gowniane siateczki wszędzie!

      Usuń
    3. U nas je już zlikwidowali całkiem, i dobrze mi z tym. Bo ludzie nagminnie pakowali za każdym razem wszystkie zakupy do reklamówek, a potem je wywalali, nawet nie używali ponownie. Normalnie jest specjalne miejsce w piekle dla takich.
      Tureckie warzywniaki tylko jeszcze się nie dostosowany, tam nadal ludzie wynoszą każde warzywo w oddzielnej, wielkiej reklamówce. Totalna głupota i ignorancja.

      Usuń
  7. Miałam kiedyś przykre zdarzenie w supermarkecie, kiedy czytnik nie chciał przyjąć mojej karty. Emocje te same. A ja niewinna. Więc ja na pana nie napadnę ;-) Bo kolejka chciała mnie zlinczować, a w portfelu nie miałam gotówki. Czułam na plecach ten oddech tłumu. Niefajne. Polityka sklepów jest taka, aby klientów zniechęcać, jak jakaś pomyłka sklepu, to klient najczęściej w strachu przed linczem kupi bez promocji. Kierownik specjalnie ma daleko do klucza :-) I procedury przydługie. Raz to poczujesz, następnym razem będziesz grzeczny, machniesz ręką. Nie mówię, że się bić, ale tak po prostu jest.
    Bo też jestem zdania, że pieniądze muszą płynąc, żeby były. Ale pana nie potępiam. Miał prawo, jak każdy ;-)Że tak dydaktycznie dziś polecę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie, no oczywiscie ze mial prawo. Ja sie tylko dziwie, ze mial ochote :)
      Kasjerki tez sa w takich sytuacjach bardzo mile i uprzejme, wszyscy po rekach klienta niemalze caluja. Bo takie pomylki sie naprawde bardzo rzadko zdarzaja (bo np. czesto sie czyta o zamierzonych takich "pomylkach" w Polsce). Ale mimo wszystko, ja bym olala i zaplacila te 14 centów. Nie mam sily na takie przygody.

      Usuń
    2. Anno, masz chyba racje, ze sklepy robia to celowo – dokladnie aby zniechecic i zachecic do machniecia reka.

      Faktem jest , ze np. i w UK i w Polsce od takich wyjasnien i zwrotow jest Customer Service, osobna kasa , i nie blokuje to kolejki.
      W Niemczech tego nie ma …
      Aldik ( i Lidl ) te jedyne supermarkety w UK , gdzie aby dokonac zwrotu towaru, trzeba sie ustawic w normalnej kolejce do normalnej kasy - odstac jak wszyscy i zablokowac - wszedzie indziej sa osobne miejsca do oddawania towaru i wszelkich wyjasnien.

      Dlatego tez przez wiele lat mialy one tu dosc kiepska opinie ( moj byly maz kupowal tam tylko zarcie dla kotow ) – okropne popedzanie przy kasie, doslownie towar az spada na podloge, bo kasjerki wala na czas, brak Customer Service i towar jakby “za tani” , wiec dla nich znaczylo – gorszy.
      Obecnie czasy sie zmienily – ludzie przekonali sie, ze towar jest jakosciowo bardzo dobry, nie ustepuje innym marketom, a przy tym parokrotnie tanszy, oferta ciekawa, co tydzien nowe gadzety. Mam nawet wrazenie , ze towar idacy na UK jest lepszej jakosci niz ten sprzedawany w Niemczech ( widzialam ). I te markety teraz zyskaly tu mase klientow, choc CS nadal do dupy.

      A to z karta to zupelnie co innego – na to nie ma sie wplywu i zadne sarkanie publiki nie jest usprawiedliwione :))

      Usuń
    3. Oczywiście, że niektóre sklepy robią to celowo :-) Manipulacja ludźmi jest w sprzedaży nagminna. Nie tylko przy kasach :-) Ja też nie ma chęci na takie przygody. Machnęłabym ręką :-)W moich sklepikach w małym, podlaskim miasteczku też się te metody stosuje. Identycznie. Stoi pięć osób, ktoś ma coś z towarem nie tak i wszyscy się denerwują :-) A to tylko pięć osób! Wszystko, dziewczyny, ma 50 odcieni teraz :-)

      Usuń
    4. Anonimowy28.1.19

      Pozwolę sobie nie zgodzić się z twierdzeniem ,że KAŻDY sklep ma politykę robienia klienta w banię na różnicach cenowych czy gnębienia go procedurami tak,by nie dochodził swoich praw.

      W tym w którym pracowałam było tak,że kasjer nie mógł ot tak wyciągnąć pieniędzy z kasy ,by oddać różnicę ani samodzielnie nabić na kasę inną cenę niż tą ,którą system mu na kasie "nabijał" .Zwrot różnicy można było odebrać w biurze obsługi klienta i każda taka sytuacja musiała być podparta odpowiednim druczkiem ,które potem trzeba było odsyłać do centrali ( bo pewnie w jakiś sposób takie rzeczy trzeba rozliczać i księgować,bo to w końcu są pieniądze ).
      Oczywiście mniejsze sklepy (np.lidl ,biedronka) rozwiązują to inaczej,ale zawsze jest element nadzoru np.w osobie kierownika ,który swoją osobą gwarantuje zasadność zwrotu . I to dlatego każdą anulację źle nabitego towaru musi zatwierdzić druga osoba z nadzoru kasowego czy kierownik .
      Bo tam gdzie są pieniądze tam łatwo o nadużycia (zarówno ze strony pracownika jak i klienta )

      I nie jest tak ,że KAŻDY sklep z premedytacją kombinuje z cenami,gdy zdarza się tak,że nie zgadza to co przy półce z tym co na kasie.Myślę,że większość dąży do tego ,by takie rzeczy się nie zdarzały,bo to nie leży w interesie sklepów ,by sobie psuć wizerunek czy mieć negatywne wpisy w opiniach na internecie .
      U nas zawsze był kładziony nacisk na to by sprawdzać ceny,pilnować czy są aktualne a dodatkowo funkcjonowała comiesięczna ocena sklepu przez tzw. tajemniczego klienta i jedną z rzeczy którą sprawdzał była właśnie zgodność cen -a wynik oceny miał wpływ na premię .
      Nie chcę się tu rozpisywać ale przeważnie inna cena na półce a inna na kasie to nie jest działanie z premedytacją .Czasem zawodzi system komputerowy,czasem zawodzą procedury wewnętrzne a propos przekazywania zmian a czasami pracownik coś przeoczy,nie zmieni na czas. Często jest niestety tak,że pracodawca nie może ( a czasem też świadomie nie chce choćby mógł) zatrudnić tylu osób ,ile jest potrzebne a ci którzy już pracują nie są w stanie wszystkiego idealnie dopilnować (myślę tu o sklepach typu biedronka , lidl czy duże markety).

      Nie mówię,że wszystko jest idealnie,zawsze zdarzy się sklep w którym coś szwankuje ale mimo wszystko to teraz raczej wyjątki niż specjalne działanie systemowe.

      Ola




      Usuń
    5. Jak to w Polsce jest nie moge powiedziec, w kazdym razie czesto czytalam o celowym wprowadzaniu klienta w "potrzask" ze a nuz sie nie zorientuje, a jak ak, to moze machnie reka i kupi te 15 groszy drozej.
      W Niemczech by taki sklep najpewniej podano do sadu, tu nie ma z tym zartów. Wiec jesli sie juz cos takiego zdarzy, ze kasa widzi inna cene niz na pólce, to jest to naprawde pomylka i klient zostanie przeproszony tysiac razy byle by tylko nie puscil w obieg zlego slowa o sklepie.
      Wiec ja tu z góry zakladam, ze to nie jest specjalnie, i w tym przypadku machnelabym reka na te grosze.

      Usuń
    6. Anonimowy30.1.19

      Przepraszam jeśli zbyt emocjonalnie podeszłam do tematu,ale szlag mnie trafia na takie generalizowanie,że "wszyscy,specjalnie,celowo"(nie tylko jeżeli chodzi o tę sprawę ,ale i w innych przypadkach )

      Owszem zdarzały się takie historie i pewnie wciąż będą się zdarzać,bo zawsze niestety znajdzie się ktoś nieuczciwy ,kto będzie kombinował( sam pracownik,czasem może to być polecenie kierownika a czasem i przykaz z góry ).
      Ale generalnie większość sklepów ( a zwłaszcza dużych sieci handlowych ) stara się nie dopuszczać do takich sytuacji.Bo w prawdzie do sądu to u nas ciężko było by pójść ,ale klient głosuje portfelem i nie można go do siebie zniechęcać ( a konkurencja na rynku jest spora ),nie mówiąc już o tym jak łatwo zamieścić negatywną opinię w internecie.
      Zdarzały się nawet takie sytuacje,że czasem nawet jak klient nie miał racji to uznawano jego roszczenia właśnie po to by nie nabrał złej opinii o firmie .
      Ola

      Usuń
    7. Absolutnie nie ma za co przepraszać, daj spokój :)
      Dwie strony medalu są zawsze - wszędzie są uczciwi ludzie i kombinatorzy. Taki już ten świat. Oby nam los tych drugich jak najmniej pod nos podsuwał!

      Usuń
  8. Buahaha! No się ubawiłam jak norka!
    Naturalnie z ogromnym żalem przyjęłam fakt, że spędziłaś w sklepie chiński rok na oczekiwaniu, ale tak cudnie opisałaś to, co obserwuję w takich wypadkach przy kasie, że aż następnym razem będzie mi lżej!
    A jeszcze chciałam nadmienić, że w Tesco pojawiły się kasy samoobsługowe, samemu się skanuje produkty takim małym depilatorkiem, wkłada do koszyka już odskanowane i potem przy kasie tylko naciska odpowiedni przycisk, depilatorek łączy się z kasą, robi brzyyyt i wszystko skasowane. Tak to wygląda w teorii. Bo w praktyce, po zeskanowaniu miliona drobnych przedmiotów i spakowaniu ich od razu do torby ikea, podeszłam do kasy samoobsługowej i wtedy mój depilatorek nie zechciał współpracować i musiałam wszystko skanować jeszcze raz... Słowa, którymi podziękowałam panu z Tesco, za przekazanie mi informacji, że "system się zablokował" nie nadają się do powtarzania ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubie tych samoobslugowych kas. I nie dlatego, zem wiekowa i nie potrafie tylko zabieraja ludziom prace. Owszem bardzo byle jaka to praca, ale u nas duzo emerytow i studentow tak wlasnie dorabia.
      A tu nagle zamiast tej marnej pracy gdzie emeryt/student mogli dorobic stoja automaty.
      Rzadko robie zakupy, ale kiedys wlasnie tak sie nadzialam w apteko-drogerii, ja do kasy a kasa zamknieta i pan mi oferuje pomoc przy samoobslugowej.
      Popatrzylam na niego i rzeklam "wiem, ze jestem stara, ale czytac ze zrozumieniem ciagle potrafie wiec pomoc mi niepotrzebna. Natomiast jak cos kupuje to nie po to zebym sie sama obslugiwala. Ta siec jest bardzo znana w calej Ameryce i JA mam byc sobie kasjerka i pakowaczka? dziekuje bardzo ale nie" Postawilam mu koszyk z produktami jakie mialam zamiar kupic przed jego stopami i wyszlam.
      Wszystko to samo kupilam w mniejszej aptece, gdzie bylam owszem klientka a nie robotem wieloczynnosciowym:)))

      Usuń
    2. Kalina: u nas depilatorki sa przewaznie w Ikeach. W supermaarkecie widzialam raz. W jednym znaczy, no. Ale u rodziców w tesco tez sa od dawna, i szczerze mówiac skanowanie tam dluzej trwa niz czekanie w kasie z kasjerka. Spróbowalam raz, jak byly strasznie dlugie kolejki do kas z kasjerkami - teraz wiem dlaczego :)

      Usuń
    3. Star: tez mnie to martwi troche, jednak multum ludzi zarabia w ten sposób na zycie - jak kelnerzy na przyklad, czy obsluga barów z zarciem. W Japonii juz próbuja zastapic ich robotami i tablicami dotykowymi. I co w koncu z tymi wszystkimi ludzmi? Gdzie oni maja zarabiac? A jak nikt nie bedzie zarabial - to kto ma kupowac? Ja tez wole kasy z ludzmi, tym bardziej po tej jednej próbie w tesco, jak utknelam na wieki w tysiacu malych dupereli typu herbaty, batoniki, bogowie, to trwalo tysiac lat!

      Usuń
    4. Dziewczyny sledze ten temat, bo rowniez mnie to dotyczy – kasy samoobslugowe bojkotuje ze wszystkich sil,
      I nie daje sie zaprowadzic za raczke obsludze, ktora na sile probuje odciagnac od kas z kasjerami.
      Naiwni – im wiecej ludzi odciagna, tym szybciej sami straca prace.
      Tesco wlasnie oglosilo, ze zwalnia 9 tysiecy pracownikow – bo niby zmienily sie zwyczaje klientow i wiecej osob zamawia
      “on line”. Jakos nie widze, aby to sie przekladalo na sklepy – tak samo nabite jak byly , tak sa !
      To nie o to chodzi – im chodzi o pretekst , powod, do zwolnienia tysiecy kasjerow – aby wszedzie wprowadzic kasy samoobslugowe.
      Nie mogli tego zrobic oficjalnie , wiec musial znalezc sie “powod” , uzasadnienie. Bez przymusu zadna sila nie chciala ludzi zmusic ,
      do masowego korzystania z tych automatow – jest to wolniejsze, klient sie musi sam narobic podwojnie, pakowac, skanowac, sprawdzac – a w dodatku 90% trzeba powtarzac, bo to nie dziala i sie zacina. Kazdy to ze dwa razy na to poszedl, wraca do kasjera.
      Nie mozna ludzi tak sobie wyrzucic na bruk – no , ale skoro rynek tego wymaga, coz…
      Wszystko, absolutnie wszystko mozna na ludziach wymusic, wystarczy zastosowac odpowiednie ograniczenia , przymus, przepisy , wyprac glowe w mediach – i gotowe.

      Usuń
    5. Masz calkowita racje Kitty, wystarczy ludziom powiedziec, ze to im ulatwi zycie i juz na to poleca, bo nowosc. A juz jakim lub raczej czyim kosztem to sie nikt nie zastanawia.

      Usuń
    6. Czuję się delikatnie źle potraktowana! ;-)
      Miałam nadzieję, że wszyscy będą mnie żałować, bo przecież musiałam jeszcze raz skanować zakupy wielkie jak pancernik Potiomkin, a tu nic?
      Bardzo proszę, jakieś "och, biedna Kalina!", albo chociaż "oj, współczuję!", a może nawet "dzielna kobieto, przeżyłaś tragedię" wystarczyłoby na początek... ;-)

      A poważnie: mam wrażenie, że zwalnia się ludzi w zupełnie nie tych miejscach, w których powinni być zwalniani, a zatrudnia tam, gdzie wcale nikt ich nie potrzebuje. Zwalnia się osoby sprzątające w sklepach (koszyki sklepowe nie są myte nigdy!), a zatrudnia ochroniarzy, którzy bezustannie gapią się w ekrany dziesiątek telewizorów. No kto jest w stanie dostrzec cokolwiek, patrząc cały dzień w tyle ekranów?
      Nie lepiej zatrudnić w takich sklepach asystentów, pomagających klientom? Asystent, pomagając klientom, chodziłby po sklepie w jakimś celu, towarzysząc tym, którzy mają problem np. z sięganiem z półek, przy okazji byłby zniechęcaczem dla złodziei, a czułby się potrzebny.
      I sklep, w którym zamiast ludzi w czarnych mundurach z napisem "ochrona" byliby ludzie w wygodnej odzieży z napisem "chętnie pomogę", wyglądałby jak sklep, a nie więzienny spacerniak.

      Usuń
    7. Kalina- swietne spostrzezenia! Ubrani na czarno ochroniarze na pewno nie chronia przed kradzieza, za to zniechecaja do wejscia do slepu - ilekroc takiego mijam to mam wrazenie ze mnie znokautuje i obali na ziemie - lustruja czlowieka ( na wejsciu! ) takim wzrokiem jakbym wnosila bombe - brrr -! W Polsce ci ochroniarze sa wszedzie tu na szczescie nie widzi sie tego badz sa bardziej zakamuflowani. A na koniec cie pozaluje mocno , bylas dzielna !

      Usuń
    8. Serio, Kalina, sprzedaj gdzieś ten pomysł bo to bomba jest! Od razu byłoby fajniej! Raz mi się w życiu zdarzyło że ekspedientka (nawet nie ponury czarny pan, tylko ekspedientka) łaziła za mną w drogerii krok w krok i myślałam że nie wytrzymam i pizgne koszyk tam gdzie stoję i wyjdę - ale naprawdę potrzebowałam tych rzeczy.
      No i drugi plus - nie musiałabym stawać na palcach i podciągnąć się na regale żeby ściągnąć produkt z najwyższej półki :D How cool is that!!!

      I: biedna kobieto, moja Ty, takie przeżycie traumatyczne! ;)

      Usuń
    9. Wlasnie Diable to z ta przesuwajaca sie ekspedientka to wypisz wymaluj - ma sie ochote walnac tym koszykiem i wyjsc. Tutaj tego nie widzialam , maja inne metody, rzeczy sa poznakowane i piszcza przy wyjsciu...albo maja to gdzies , bo duzo towaru wala sie byle jak , polowa rozparcelowana , kolczyki powyciagane z pudeleczek, i inne roznosci tez - widocznie maja taki przerob ze im to wisi... Tu ludzie kupuja na mase , wurzucaja i znowu kupuja - biznes sie kreci a swiat coraz bardziej zawalony tymi smieciami...

      Usuń
  9. Ja jestem z tych obdarzonych anielską cierpliwością (w czym z pewnością nieco pomaga mi brak małych znudzonych dzieci na karku i wleczonych za sobą emerytów), więc w takiej sytuacji tłumaczę sobie, że dzięki upierdliwości tego pana od przecenionych rybich jaj sklep dołoży starań, żeby się takie sytuacje nie powtarzały. Bo ja z pewnością bym machnęła ręką na te parę centów, ale jak wszyscy będą machać, to komu w tym sklepie będzie zależało na pilnowaniu porządku w cenach i nie nabijaniu klientów w butelkę? Inna rzecz, że takie sprawy powinno się załatwiać na boku, bez blokowania kolejki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to jest nowy punkt widzenia, mozna w tym widziec i plus dodatni! :)
      Tylko czemu musialo akurat trafic na osobe tuz przed nami... No a na boku sie wlasnie tutaj nie da, nie ma czegos takiego jak punkt obslugi klienta.

      Usuń
  10. No, ta Różowa Okazja jest odlotowa! Też bym za nią poleciała ;-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))) A przyuwaz ten make up, jak oko zrobione!

      Usuń
    2. Bladoniebieski cień "nakołooczny"! No kokietka! ;-)

      Usuń
  11. Co do wody - tez sie dziwie, my tez mamy wode czysta z kranu, nawet zalecana dla niemowlat, wiec skad ta milosc do plastikowej butelki? Babelki tez mozna zrobic jednym ruchem reki, wlaczajac automacik z gazem?
    Oranzada bananowa, morelowa czy inna -owa, posiada wiele hmmmm... zalet: sztuczny cukier, sztuczny barwnik, sztuczny zapach. Milosc do sztucznego???
    A z taka sytuacja promocyjna to ja albo nie biore i kasjerka jednym ruchem wywala z rachunku, albo place te 14 centow i szybko sie oddalam. Pomimo, ze za mna w kolejce nikt nie stoi, bo u nas na wsi jest przelicznik supermarketow do klientow jak 1:1 (no dobra, przesadzam, ale kolejki nawet w soboty nie ma).
    Jest tylko jedno male ale.... "grosz do grosza i bedzie kokosza" :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, wsi spokojna... Bardzo mi się podoba ten przelicznik!
      A oranzad nie pije raczej, ja jadę na zielonej herbacie głównie, ale jakbym miała już wypić to cytrynowa, może pomarańczowa albo rabarbarowa - to mi jakoś pasuje. Ale gazowany banan?! Heloł?! Jak to tylko czytam to już mi się żołądek podnosi...

      Usuń
  12. Ślę ciepłe myśli, jakby co z tym piecem, to myśl w kategoriach leczenia zimnem, darmowej kriokomory i kwitnącej urody Generałowej Zajączkowej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zajaczkowa przeszła mi przez myśl i tylko jeszcze bardziej ją podziwiam za ten lód pod łóżkiem i zimną zupę w zimie. Ona z jakiejś innej planety była, bo takie coś jest po prostu niemożliwe...

      Usuń
  13. Powiem wam, że najlepiej to roić zakupy u Mariana, i jego żony Marysi, na moim osiedlu. Marian ma wszystko, a jak nie ma, to będzie miał jutro. Nawet gorącą kaszankę potrafi załatwić. I nie ma tłoku, i poplotkować jest czas, i psa Mariana i Marysi pogłaskać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki Marian to na wagę złota - jednak jest to niestety gatunek zagrożony wyginięciem...

      Usuń
  14. ech nienawidzę wielkopowierzchniówek jak cholera!! ale widocznie nie lubię koczowania i rozbijania obozów.
    Oraz współodczuwam z zimnem wiem wiem i pocieszam, że będzie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z jednej strony chcemy mieć duży wybór towaru, a z drugiej ceną za to jest piekło supermarketów, i potem jak się zdarzy że potrzebujesz właściwie tylko 2-3 rzeczy, to i tak się nachodzisz jak wariat w tych labiryntach, przeciskajacs sie między porzucony i koszyka i, plotkującymi rodzinami z dziećmi, Januszami którym się wydaje że są sami w całym sklepie więc stawiają wózek wpoprzek alejki...

      Usuń
  15. troche późno przyszłam, wię
    Ale bardziej niz sama historia podoba mi się jak Ty to pieknie opisujesz!
    Ja niedawno miałam podobną przygodę, skończyło się na ucieczce spod kasy i udaniu się z wózkiem do kasy ekspresowej nietolerującej wózków, mój body language móił tyle, że mnie nie wygnali:p

    ale ja tego tak nie umiemopisać buuuu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za to masz perfekcyjnie opanowany body language, który ja nie bardzo. Oprócz "przepraszam że żyję i osmielam się zabierać czas" to ani słowa przeważnie :)

      Usuń
    2. P.S. W poprzednim wpisie była ryba. Znaczy obrazek, nie że w cenie promocyjnej w Lidlu. Tak tylko mówię, bo wiem że mamy wspólne zainteresowania w tym ichtiologicznym temacie.
      Pływaj zdrów ;)

      Usuń
    3. Ojej!!
      Dziękuję!
      idę popatrzeć!
      Jestem ostatnio zakręcona, nie zawsze wpadnę..

      Usuń
  16. matko i córko. Jakbym nas widziała w tej kolejce. Oranżada bananowa - nie chcę wiedzieć.

    Diabelskie różowe bóstwo - uwielbiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie. Są rzeczy, o których lepiej nie wiedzieć. Oranzada bananowa to jedna z nich...

      Usuń
  17. Tak, baba przez 15 minut sprawdzajaca z kasjerka kilometrowy paragon to makabra, nad kasjerkami swiecą na ogół aureole
    A mnie bardziej poraża bananowe piwo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobrazilam sobie kaca po takim piwie. Do zwykłego kaca dodałam przejrzałe, sfermentowane banany. Jak bardzo zdesperowanym trzeba być, żeby ryzykować coś takiego?!

      Usuń
  18. 12? To rzeczywiście nie jest za ciepło. Dobrze, żeś nie umarzła Diabolu. Co do tych zaoszczędzonych przez pana kilkudziesięciu centów, przypomniała mi się pełna pasji opowieść matki mojego przyjaciela, świetnie sytuowanej i skrajnie oszczędnej, o tym, jak jakaś baba w mięsnym próbowała ją oszukać na 60 groszy! ją, mającą wagę w ręce! Na 60 groszy!!! Na moją uwagę "Co to jest 60 groszy", odpowiedziała z wyrzutem "Dla mnie dużo!". No i zamknąłem się, bo o czym tu było dalej dyskutować, skoro dla mnie 60 groszy to mało, a dla niej majątek cały. Ech.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie chyba jednak wychodzi nam na to, że Sknerus McKwacz miał rację!
      O_O
      Cóż, Adam, bogaci może nie będziemy - ale może za to szczęśliwi :)

      Usuń
    2. Chyba jednak miał rację. Bogaci może nie będziemy, ale za to wolni od obłędu sknerowatości, a to jest wielka wartość. Tak mi się wydaje.

      Usuń
    3. Jak na moje, to też masz rację :)

      Usuń
  19. podobno dobrze jest biwakować z dziećmi, dobrze jest spotykać się z ludźmi, w dzisiejszych internetowych czasach... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie tak, mamy tu też czas spędzony wspólnie w grupie trzypokoleniowej - też rzadkość w tych czasach!

      Usuń

Dawaj.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...