poniedziałek, 12 czerwca 2017

Feels good...

...I've journeyed to the other atmosphere
And every breath I take just makes it clear
I'm holding heaven in my hands
It's automatic baby and it feels so good

Feels good
Feels so good

(Jamiroquai)


Umysł mi się rozlazł. Rozleniwił i wolniejszy bieg wrzucił.
Bo luuudzie, ja przez dwa tygodnie urlopu gapiłam się błogo na same piękne rzeczy: na pola wygrzewającego się w słońcu rzepaku, co krzyczał wesolutko na żółto z zylionów maleńkich gardełek, na czerwone maki fruwające w zbożu i trawie jak motyle, na soczyście zielone, bujne drzewa i ich odbicia w rzekach.

Wszędzie pełno kwiatów - w lesie, na polach i łąkach te śliczne, maleńkie dzikusy, a w ogródkach dumna, wypielęgnowana kwietna arystokracja. Kolory tak soczyste i gęste, że dosłownie można nimi karmić oczy i duszę, jeść je łyżkami, wykrawać ze światła sześciany barwnej galaretki.
A to spowaaaalnia, baaardzo. Tak pozytywnie oczywiście.

Na błękitne niebo się gapiłam, jak wygania białe baranki na niebiańskie pastwiska, i na zachód słońca wycinający pomarańczowym laserem czarną koronkę z drzew na horyzoncie (tak, tak, najpiękniejszy kicz na świecie :) Na wróble czające się na okruszki i pijące wodę z fontanny, na bażanty buszujące w zbożu i na gołębie śpiące na latarniach.

Patrzyłam też na świat z góry (konkretnie z dwóch gór) a nawet na burzę zdarzyło się patrzeć nie jak zwykle od spodu, z przegranej pozycji zmokłej kury, tylko z wysokości Śnieżki, stojąc na sucho w słońcu i gapiąc się prosto w jej zachmurzone oblicze wylewające w doliny potoki łez przetykane błyskawicami.

Czyli nareszcie miałam czas popatrzeć na wiosnę, co nie zdarzyło mi się od kilku dobrych lat. Bardzo mi się to podobało. Światło słońca przeświecające przez liście drzew (kasztanowce!!!) ładuje mi baterie. Jak na to patrzę, to mam wrażenie że jestem tu i teraz i nigdzie indziej być nie muszę, i mogę tak siedzieć, aż bluszczem porosnę.

Jeno komary rypały straszliwie. Atakowały całymi wampirzymi gangami, uzbrojone w naostrzone ssawki i nie bały się nawet słońca. Ale nic to, nic to. Do końca mnie nie zjadły, nie dały rady.

 
No i tak właśnie od tych wszystkich ładnych rzeczy umysł mi się całkiem rozlazł. Zwolniły te takie trybiki i kółeczka w głowie, obracające się w zawrotnym tempie nasuwającym podejrzenia o ukrytym gdzieś wsród nich, napędzającym je szalonym chomiku. Poluzowały się napięte sznureczki, szufladki jedne niedomknięte, inne zatrzaśnięte na fest, z jednej się jakieś kartki wysypują, do innej wlazły biedronki. Z tamtej trawa wyrasta.

Szybkostrzelna katapulta wyrzucająca 1000 myśli na sekundę też jakby zepsuta (oby jak najdłużej).

 
Bufor bezpieczeństwa, czyli jeden wolny dzień po powrocie z urlopu, ale przed powrotem do pracy, upłynął jakoś tak jak te chmurki po niebie - spokojnie, leniwo, powoli. Chociaż głowa mnie bolała straszliwie, bo pogoda znów zszarzała i namokła deszczem, a i wielogodzinną jazdę autem w gorąc też znoszę nie najlepiej (klimazytacja mnie zabija) to rzuciłam się na farbki jak wygłodniały sęp na soczystą sarenkę. Zaprawdę powiadam wam, tam dom mój, gdzie farbki moje.

Z czego wynika, że szczytem diablich marzeń byłby dom w przyjaznej strefie klimatycznej, wśród przyrody, gdzie można by było gapić się na nią do woli i malować.

Ehhh....

To co, po maczku?


 

 

 
 
 
 
 

........................................................


Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym się nie obżarła różnych rzeczy pysznych, nawet tych mi zakazanych. Ale jako człowiek o bardzo słabowitej silnej woli, myślę sobie zawsze "Ah, niech tam, w końcu urlop!" (a w innych sytuacjach analogicznie: "Ah, niech tam, w końcu taka sytuacja!" :))) no i żrę.

Nie będę się szczegółowo rozpisywać, bo macie z pewnością lepsze zajęcia niż czytanie listy jak z inwentaryzacji hurtowni spożywczej, ale pragnę tylko pokłonić się publicznie - ba! Na kolana paść, przed zupą borowikową mojej mamy, jej młodą kapustką z koprem, kluskami, bułą drożdżową nadzianą pomarańczową skórką, bo takich to nie zjecie NIGDZIE indziej. N-i-g-d-z-i-e. Jako i takich rzodkieweczek albo sałaty z działki mojego taty (ta sałata miała SMAK. Coś, na co sklepowa sałata reaguje: "Eeee... że co?"). Na pomidorki działkowe niestety za wcześnie.

A dlaczego polski koper pachnie inaczej niż niemiecki? Pojęcia nie mam, ale fakt jest faktem - polski pachnie koprem, a niemiecki zielskiem.

I jeszcze chcę złożyć hołd polskiemu kartoflu, któremu kartofel niemiecki to co najwyżej stonkę może iskać.

No, i jeszcze wrocławskiej restauracji Vega, która niezmiennie od lat czaruje wegańskimi gołąbkami w sosie greckim. Te teraz to spożyłam nawet w towarzystwie krokieta ziemniaczanego, surówki z białej kapusty i TA-DAAAAAM !!! FANFARY bo teraz najlepsze: Psa w Swetrze !!!! (znaczy Psa nie spożyłam, nie nie) który co prawda nie dość, że okazał się być człowiekiem, to jeszcze bez swetra - ale mimo tych drobnych niedociągnięć ;))) kilka godzin nam przeleciało jak przez dziurawe sitko, siup i nie ma.

Poza tym Nie-Pies-bez-Swetra zawiesza się na straganach ze skorupami - jak tu takiej nie polubić?! Oraz okazała się posiadać niesamowitą intuicję, bo:
1. Na powitanie wręczyła mi czekoladę (!!!!)
2. Czekała na mnie pod budką z - UWAGA UWAGA - z goframi XXL! No czy można się umówic w lepszym miejscu? No raczej nie! Albowiem jak świat długi i szeroki, takich gofrów jak w Polsce to nie ma nigdzie. Są tak zwane wafle, słodkie jak ulepek, miękkie jak zwiędły ogórek i niechrupiące. Błe. A gofr (gofer?) jest tylko jeden.

Więc sami widzicie, tyle tych high lightów było, żem jeszcze do dziś oślepiona i w powidoki zapatrzona. Maki mi latają na czerwonych skrzydełkach - uwielbiam maki! - w tle rzepak świeci, ptaszki świergolą ukryte w zieleni i pachnie koprem i skoszoną trawą.

A teraz standardowo lało cały tydzień, z małymi tylko przerwami na słońce. Na dodatek w tamten wtorek po pracy wchodzę do sklepu, który do tej pory był zawsze na wskroś niemiecki (Edeka) a tam Prince Polo !!!! Świeżutkie, chrupiące sobie leżą i na mnie patrzą tymi swoimi złotymi twarzyczkami. No to przygarnęłam dwa, tylko teraz nie wiem czy bardziej się cieszyć czy nie cieszyć - bo niby dobre, ale nowa pokusa do zwalczania... Nadzieja na zrzucenie pięciu kilo zbladła odrobinkę - a i tak niewiele mam w nią wiary.

 
Ehhhh, ale mi leniwo. Nic mi się nie che (oprócz malowania)
 

54 komentarze:

  1. Cudownie, błogo, leniwie... Za dwa tygodnie ja też będę sobie oglądał chmurki, niuchał skoszoną trawę, oglądał baranki biegające po nieboskłonie i ogólnie byczył się ile wlezie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zycze wspanialej pogody w takim razie, niech i Tobie sie sznureczki poluzuja i trybiki zwolnia :) Tarzaj sie w sloncu, zatankuj sobie nieba do pelna, wywietrz dusze z zalegajacego po kątach kurzu!

      Usuń
    2. Tak, tak, poluzuję gorsecik i wywietrzę duszę, dziękuję:)

      Usuń
    3. taka swieza, wywietrzona to jakby od razu o rozmiar wieksza jest. Az trudno ja zpowrotem upchac w srodku :)

      Usuń
    4. I jakaś taka bardziej barwna się na powrót staje, jak już ulecą z niej te wszystkie bladości. "Zachód słońca wycinający pomarańczowym laserem czarną koronkę z drzew na horyzoncie" (jak to pięknie ujęłaś Diable), to jeden z moich ulubionych urlopowych widoczków - bez tego waloru urlop nie byłby pełny

      Usuń
    5. A, maczki też ładniutkie. Nie potrafię malować ani rysować. Moje dzieła szkolne (na plastyka) były bohomazami wołającymi o pomstę do nieba ha ha ha ha ha ha

      Usuń
    6. Adam, jakby kazdy wszystko potrafil, to by bylo okropnie nudno na tym swiecie, nie?
      Ja na przyklad nie umiem grac na skrzypcach, a Buka mi swiadkiem, ze strasznie bym chciala. Niestety tak sie sklada, ze stadko sporych sloni nadepnelo mi przypadkiem na ucho, wlasciwie na oba ucha, i nic z tych sksypecków nie bedzie :P

      Usuń
    7. Coby Cię pocieszyć zwierzę się, że na skrzypeczkach akurat też grać nie potrafię. Nie dlatego, że stado słoni zdeptało moje uszy, ale Buka mi świadkiem, że akurat uczyć się gry na skrzypeczkach bardzo nie chciałem:)

      Usuń
    8. I tymi to drogami doszlismy do jednego celu - ze mozemy sobie posluchac i popatrzec i popodziwiac :)
      Jesli chodzi o gre, to mnie juz obowiazkowy w podstawówce flecik przyprawial o nerwice natrectw. Objwiala sie tym, ze jak tylko kazano mi na nim rzepolic, to od razu mialam nieprzemozona ochote roztrzaskac go komus na glowie. Ewentulnie na podlodze. Normalnie ledwo sie powstrzymywalam!

      Usuń
    9. Tylko do skrzypeczek mnie nie ciągnęło, bo do fortepianu i owszem, do śpiewania takoż, więc na akademiach szkolnych udzielałem się wokalnie:)

      Usuń
    10. Popatrz na to Diabolu z tej strony: nikt nie powinien być doskonały, bo doskonałość męczy, więc ten Twój brak pociągu do uprawiania muzyki to prawdziwe wybawienie z doskonałości.

      Usuń
    11. jeee, no, fortepian jest zaraz na drugim miejscu :D
      Ale co do tego wybawienia, to wiesz... raczej potencjalni sluchacze niech sie czuja wybawieni, hy hy.

      Usuń
  2. Ha, a ja dzień przed urlopem!!!! Listę spożywczą pochłonęłam, Psa-w-Swetrze podziwiam za intuicję i tak, jak młodej kapusty i gofrów nie cierpię, tak Prince Polo( w latach 80-tych panie w delikatesach wymawiały: Pręse Polo)i owszem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smakowite sa, cholery zlote jedne, no :/
      Dzien przed urlopem, jeeee..... jak pieknie.... :))) Wiec Tobie tez odpowiedniej pogody, luzu i swobodnego byczenia zycze!

      Usuń
    2. Dobrze, że już wróciłaś z tego byczenia, pisać trzeba:))

      Usuń
    3. Na to tez mam lenia, przyznam sie szczerze ;))
      A u nas panie mówily "Princi Polo", nie wiedziec czemu.

      Usuń
    4. u nas na Wschodzie to z francuska
      u Was jakoś po słoweńsku:p

      Usuń
    5. no :) albo z wloskiego tak jakby.

      Usuń
  3. OOOOO, Dolny Śląsk. Kraina szczęśliwości usiana historią w najbardziej zaskakujących miejscach. Od kilku lat nasza Mekka do której dążymy na każdy urlop i w tym roku też jedziemy. Śnieżkę muszę powtórzyć bo weszłam ale nie zeszłam, nie znaczy to, że zostałam, zjechała kolejką. Muszę się poprawić ale jakimś innym szlakiem bo te kamienie, po których wchodziłam wywołały u mnie atak paniki i szybki galop do kolejki linowej (było za 15 do zamknięcia).
    Jak ja Ci zazdroszczę, a z drugiej strony wszystko przede mną. Wiosny już nie zobaczę ale Góry Sowie są piękne zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To od strony Bialego Jaru / Strzechy Akademickiej musisz nadejsc, moja mila.
      Ale ta kolejka jest faaajna :D Ja jestem goracym wielbicielem wszelkich kolejek, lubi patrzec na swiat z góry. A tu jeszcze krzeselka takie zwykle, ze na powietrzu sie siedzi, a nie w kabinie za szyba. Lubie.

      Góry wszystkie piekne sa, Sowie, nie sowie, zawsze jest fajnie!

      Usuń
    2. Ja nie z wejściem mam problemy tylko z zejściem. Skorzystam z porady. A ta kolejka rzeczywiście ekstremalna. Człowiek wie, że żyje jak nią jedzie. Tylko Ty, Góry i kilka gram metalu pozorujących, że trzymają szczebelki razem.

      Usuń
    3. Ano, zejsc tez sie tamtedy da, a jakze :)
      A ta kolejka, to tak sobie mysle, ze przejechalabym sie tak nad jakims ladnym lasem: ze tak sobie cichutko na krzeselku ziuuuu, powoli, tuz-tuz ponad czubkami drzew i podgladam las od góry. Jeju, fajnie by bylo!

      Usuń
    4. A Ty już marzysz o kolejnym urlopie. Te maki zawróciły Ci w głowie.
      Nie dziwię się.

      Usuń
    5. Ja o urlopie marze wlasciwie bez przerwy :))) To o Mauritiusie, to Bieszczadach, albo Japonii. Pelny przekrój!

      Usuń
  4. no tak Margaeska strefę klimatyczna wprawdzie znalazła, ale nie znalazła niestety biletów narodowego banku mniamnieckiego w ilości odpowiedniej na używanie tej strefy klimatycznej #natentychmiasttuiteraz ... idę zakupić młodej kapustki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale perspektywe masz dobra! Jakkolwiek znalezienia niepodpisanej walizki pelnej biletów zycze z calego serca.

      Usuń
  5. Zachwycam się makami. Nie wiedziałem, że tak też umiesz. Myślałem, że tylko niebieskie,fioletowe, czarne i złote tonacje, a tu proszę, maki takie, że klękajcie narody. Bardzo, bardzo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez nie wiedzialam :))) Ale jakos wyszlo. Chociaz 4 nieudane wyladowaly na makulaturze. No i nie jestem pewna, czy dalabym rade to powtórzyc. Bo nadal te akwarele nie chca robic tego, do czego je zmuszam, bestie uparte!
      I dziekuje bardzo za uznanie :)

      Usuń
  6. Ooooo kochana, czytam, że się mijałyśmy w tych samych miejsach :) Uwielbiam takie kicze o których wspominasz. Samo piękno, jakiego tutaj nie ma. Spotkania z blogerami tez uważam, że udane :) dobrze nam, a Tobie w tych makach przepięknie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)
      Dziekuje :*
      Takie kicze sa wrecz niezbedne do zycia!

      Usuń
  7. Ten kartofel iskajacy stonke... ta wizja juz mnie opusci.
    I jak to? W waszym Edku nigdy wczesniej nie bylo Prince Polo???!!! Diable! Ty zaiste zyjesz na dzikiej Polnocy! (Nasz Edek ma wszystkie czolowe polskie i rosyjskie wafle czeko!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie ze na dzikiej pólnocy, toz ludzie nawet czytac nie umieja na tyle, zeby im filmy w oryginalnej wersji jezykowej z napisami w kinach puszczac! To co sie dziwisz, ze specjalów z takich odleglych, egzotycznych krain jak Polska na pólkach nie ma... Dzicz, panie, dzicz i zacofanie.

      Usuń
    2. I jeszcze, jakby brakowalo najbardziej obciazajacego dowodu - macie tez Hauptcioteczke!!!

      Usuń
    3. O Herr Gott im Himmel!!!!!!!!
      :-)

      Usuń
  8. Maczki są boskie! A dom lisa jest tam, gdzie mieszka włóczka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sękju very macz(ek) :*
      To mieciutko masz, Lisu sprytny Ty, w tej wlóczce!

      Usuń
  9. O bogowie, jakie te maczki olimpijskie!
    O bogowie drugiego sortu, jak Bożena umiera z zazdrości. ;) Nad całokształtem tych dwóch tygodni, nawet by gofra za to oddała. :P (to trochę z kolei nieuczciwe, bo Bożenka nie przepada za goframi, ale z drugiej strony na pewno komuś się by przydał. ;) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Bozeno, najgorsze jest to, ze maczki wyszly mi "tak, o" bez planowania i zastanawiania sie, gdzie i jak pedzelkiem chlapnac. A to znaczy, ze nie wiem jak je wlasciwie zrobilam i pewnie drugi raz mi juz nie wyjdzie :/

      A gofra chetnie przygarne, z cukrem pudrem poproszeee. No przyroda na wiosne, taka rozbuchana, soczysta i bujna, to piekna jest, nie? Na poczatku co prawda troche padalo, ale potem za to bylo slonecznie i cieplo. I jeszcze bym mogla dluzej sie tak gapic na te pola, rzepaki, maki, chabry, i te inne kwiatki, co mi na nie wiedzy nie starcza. Wszystkie cudne.

      Usuń
  10. Cudne maczki!!! Malo juz takich widuje, bo tfu! tfu! "kultura" rolna zdziesiatkowala te przesliczne kwiatki.
    Post podnosi na duchu - oczami wyobrazni widze... widze... a wyobraznie mam spora :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeno na krawedziach pól sie ostaly, a i to nie na wszystkich. Ale piekne sa, nie? Takiego czerwono-ognistego koloru to chyba nie ma nic innego na swiecie, jak mak w sloncu.

      Usuń
  11. ślinka mi pociekła normalnie serca nie masz ...kapustka z koprem mniam, ogórki małosolne (chyba zapomniałaś o nich)) mniam, nie mówiąc już o cieście rabarbarowym, bożeeeeee
    a ja tu owsiankę dzień w dzień wpierdalam.
    za jakie grzechy się pytam, się???
    oraz tak polska wieś ze wszystkimi swoimi katastrofalnymi patologiami jest zwyczajnie...piękna, zwłaszcza latem )))
    a maki też kocham.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To byla lista NAJWIEKSZYCH przebojów, ogórki jak dla mnie to jest druga kategoria (choc nie pogardze oczywiscie). To sie juz kazdy dostraja indywidualnie, no nie.

      Owsianke moje dziecko je z wlasnej woli, wyobraz sobie. Dodaje owoców róznych i je. W takich chwilach podejrzewam, ze jednak moze w szpitalu podmienili ;>

      Przyroda na tym etapie roku jeszcze nie spalona sloncem, w pelnej krasie, no cudnie pani kochana, cudnie!

      Usuń
  12. Maki są cudne, te w naturze i te twoje! Na drugim miejscu są u mnie konwalie
    Diabelku, ale co słychać u starych dobrych znajomych - Ryszarda, Stefana, Ireny itd? Mają jakieś plany urlopowe? Tęsknię za nimi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie wnikam, nie wywoluje do odpowiedzi, nie kontroluje - oni sie sami rzadza, jak chca. Takie niezalezne, mocne osobowosci ;)

      Ale przyznam po cichu, ze Stefan czesto wkrada sie do szkicownika. A nawet na jedna akwarelke ostatnio - wlazl na malowniczy pagórek i kontempluje krajobraz.

      Usuń
  13. Ach, Diable, jakże Cię pięknie roztrybiło :DDD
    Niech Cię trzyma jak najdłużej, choć widzę, że tendencja urlopowo-wypoczynkowa w dobrą stronę u Was podąża i cieszy mnie to!
    Mak prześliczny. Uwielbiam w ogóle akwarelowe kwiaty, a ten powyżej to jest dla mnie taka czysta, słoneczna, beztroska makowatość :)
    A Psu W Swetrze - zazdroszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Roztrybilo, dokladnie :) Do tego stopnia, ze wczoraj caly dzien jakos tak z tylu glowy mialam mysl, ze to juz prawie koniec tygodnia - chociaz niby wiedzialam, ze to wtorek dopiero.
      No ale dzisiaj juz sroda ;)

      Akwarelowe kwiaty - nooo! Nie dalej jak przedwczoraj zawiesilam sie na Instagramie na takim jednym zóltym i nie moglam sie odwiesic przez dobry kwadrans. Ale to byla juz wyzsza szkola akwarelowej jazdy, wrecz uniwerek, ja dopiero w przedszkolu buszuje... (mam nadzieje chociaz ukonczyc z dyplomem, hy hy)

      Usuń
    2. A dziś czwartek, czyli faktycznie na finiszu jesteś ;)
      Wiesz, Diable, ja tam pojęcia nie mam o akwareli. Nie wiem, kto fachowiec, a kto dopiero zaczyna. Dla mnie jedynym kryterium jest "podoba się" lub "mniej się podoba". I osobiście uznaję Twoje akwarele za śliczne, choć mało o tym wszystkim wiem :D
      Ale dyplomu i tak życzę, tak poza tym ;)

      A tak przy okazji, to wielki dzięki za instagram i wszystko z nim związane - dzięki Tobie przekonałam się do tego całego bajzlu i już wiem, że instagram to nie tylko Kardaszanki* :D
      ___________________
      *-bo oprócz Kardaszanek to jeszcze miliardy zdjęć kociaków, buhahhhahhha.

      Usuń
    3. No prosze, leci ten tydzien ja z bicza trzasnal! Siup i zaraz weekend, i moze roweru dosiade znowu i sie w rezerwaty nadrzeczne zapuszcze - jesli pogoda dopisze.

      Co do akwareli: zanim zaczelam, to tez wszystko wydawalo mi sie jednakowo trudne, teraz juz rozrózniam poszczególne etapy wtajemniczenia. Jest ich DUZO...

      Kardaszanki, łomatko, mnie te stworzenia atakuja czasami na yahoo na stronie głównej, jak maila chce otworzyc. Pojecia nie mam, dlaczego one sa slawne. Przeciez nic nie robia, tylko sa.

      ___________________
      zeby tylko kociaków, buahahaha. Weszlam ostatnio w miniaturowe chomiki, te wielkosci pileczki do ping-ponga. JESSSSU!!! :)))

      Usuń
  14. Mam dziurę w trzewiach. To zazdrość mnie zjadła od środka. Zazdroszczę wszystkiego, a spotkania Diabła z Psem to już najbardziej...
    Maki bardzo makowe. Widziałam ostatnio stado takich przy stacji benzynowej w centrum miasta. Prawdopodobnie ogrodnik dostał biegunki w połowie dnia pracy i nie zdążył ostrzem ich zaatakować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ci osiedlowi i miastowi "ogrodnicy" maja niewyjasniona awersje do wszystkiego, co kwitnie i odrasta na wiecej niz 10 cm od ziemi. Zawsze mi przypominaja dozorce parku z "Muminków", któremu Wlóczykij z Mala Mi posiali Hatifnatów na trawniku, jako kare za to ciecie pod szablon i linijke.

      Ej, no ale Prince Polo to masz w kazdym sklepie na codzien! I gofry! A i na Sniezke stanowczo masz blizej, niz ja ;)
      Psa w Swetrze z satysfakcja pozwalam zazdroscic ;P

      Usuń
    2. Dozorca z Muminków! Idealne porównanie!
      A już do szału doprowadza mnie to wydłubywanie trawy przy pniach drzew. No czy drzewo zgłasza jakieś protesty? Czy mówi, że nie chce, żeby mu trawka przy nodze wyrosła? Nie rozumiem... Taka cudowna kępa zielska przy pniu, toż to sama poezja! I nie rozumiem, dlaczego na wszystkich osiedlach sadzi się bukszpan i jakieś kolczaste zarośla, zamiast porzeczek, agrestu i malin?

      Usuń
    3. No nie wiem, moda na bukszpan jest rzeczywiscie powszechna, pewnie dlatego, ze odporny. Ale nawet bukszpan potrafi ladnie zakwitnac JESLI SIE GO NIE OGOLI ze wszystkich mlodych pedów ledwo odrosnie.
      Albo rózanecznik mogliby sadzic na przyklad w formie zywoplotu. Dzika róza tez fajna, niekiedy takie zywoploty sie juz widzi. najpierw fajne kwiatki a potem sliczne owoce.

      Usuń
  15. Maki przecudnej urody!!!!
    I dobrze, ze Diabel taki wypoczety do wypeku to i pisanie bedzie czestsze:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Diablu leniwo jest jak diabli :-)
      Nie bardzo jest o czym pisac w takiej sytuacji...

      Usuń

Dawaj.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...