wtorek, 22 maja 2018

Dzikie strusie w mojej głowie.


Ostatnio doszłam do wniosku, że ja tylko dlatego tak się ciągle śmieję do samej siebie, tylko dlatego moje życie pędzi szeroką autostradą rechotu, wybrzeżem perlistego śmiechu, bo potrafię śmiać się z własnych porażek.

Albowiem ponieważ nic innego do śmiania to tam właściwie nie ma.

No i to niby dobrze (że potrafię) ale źle (że ta autostrada śmiechu jest w rzeczywistości autostradą porażek, tylko ja ją z uporem wariata ciągle maluję na różowo i wieszam takie łańcuchy z pasków folii po wyciętych kapslach do mleka i śmietany, co to na wysypisku u nas można było znaleźć i one były dla nas jako dzieciaków magiczne jak karnawał w Rio).




I obstawiam, że nie jestem w tym sama, a nawet są nas miliony.
 
Ilustruję to moje życie parchatymi, skudlonymi kotkami zagubionymi w przestrzeni i zabawnymi diabłami z gołym zadkiem, stojącymi z głupią miną na widoku publicznym i mówię wam, każdy z nich to autoportret.



Zeszły tydzień to łojeeeezu. Ile on refleksji mi dostarczył, jak on wysoko na orbitę mego życia mnie zabrał i z góry pokazał ten big picture, te poplątane ścieżki mojego umysłu, pełne sideł i wnyków, te ślepe uliczki moich przyzwyczajeń! Góry lęków i strachów, nie do przeskoczenia. Głębokie i ciemne jeziora letargu. Lepkie bagna zwątpienia i beznadziei. Ciemne jamy zapraszające do schowania się przed życiem. Wilcze doły, z których nie ma siły się wyjść. Ta autostradę.
 
Z góry faktycznie widać lepiej, tyle że ochota do śmiechu przechodzi jak ręką odjął.

Tymbardziej że nawet nie ma jak odpocząć w domu - nasze mieszkanie jakoś tak niepostrzeżenie obrosło cywilizacją, bardzo skondensowaną cywilizacją, że ledwo okno na milimetr uchylić, a wciska się na kwadrat warkotaniem i trąbieniem (ulica), koncertową muzyką i darciem ryja do 22 wieczorem (stadion piłkarski z klubowym pubem zaraz obok bloku), wyciem odkurzaczy i myjni samochodowej (stacja benzynowa).


Swoją drogą, to jak to jest, że jeśli już ulicą jedzie auto dudniące czymś w rodzaju muzyki (w dzień bądź też w środku nocy) jedzie tak z rykiem i łomotem ogromnej asteroidy pędzącej do Ziemi i będącej właśnie tuż-tuż, to ZAWSZE jest to najbardziej prostackie techno albo disco? Widzieliście kiedyś auto nakurwiające Pavarottim, Mozartem, Marylinem Mansonem, Rammsteinem? Takie spostrzeżenie na boku.



Chociaż zdarzają się wyjątkowe weekendy w tym naszym ponurym gnieździe cywilizacji, kiedy jest cicho. Teraz tak było. Trzydniowy, ciepły, cichy weekend. Normalnie to byśmy gdzieś pojechali połazić po przyrodzie - no ale obie racice mam zepsute, więc doopa. A przebijać się przez miasto żeby pojechać na plażę po prostu się nam nie chciało bo oboje byliśmy wykończeni, wyssani z energii życiowej do ostatniej kropli.

I taka sytuacja, rano na balkonie po porannej kawie: „To co, idziemy chociaż do parku gdzieś?" „No, tak, ok, dobra".
(I oboje leżą gapiąc się na ogromną, zieloną lipę na podwórku. Pamiętacie drzewo, w którym mieszkał Totoro? No to taka wielka właśnie ona jest. Bardzo w porzo lipa)

Po chwili: „No to idziemy? Ciepło tak, fajnie" „No, zaraz" „Ok, dobra"
(I leżą)


Po dwudziestu minutach: „No ja nie wiem, to idziemy czy nie?" „Nie wiem, a chcę ci się?" „Niezbyt" „No właśnie"
(Leżą)
Borsuk włącza Remember Shakti, hinduska muzyka snuje się po balkonie jak dym z kadzidełka, wsącza się do mózgu i mięciutko otula nerwowo wibrujące neurony, sitar to chyba najlepszy lek uspokajający świata, nic dziwnego że ci Hindusi wynaleźli buddyzm i inne medytacje-lewitacje, przy takiej muzyce przecież nie sposób planować inwazji na Moskwę albo fuzji atomowej, leżysz tak człowieku i jedziesz po bandzie: może by tak niebieskiego boga w złotej czapce, umalowanego szczodrze eyelinerem, albo z głowa słonia, i jeszcze mu milion barwnych kolegów z małżonkami, latające małpy na niebie, z mieczami i na złotych rydwanach, Ramajana, sansara, reinkarnacja, słońce świeci, lipa szumi, ptaki mordy drą, fajnie tak, walić ten park i jego miliard grilujacych wariatów, zostajemy.
I tak żeśmy siedzieli trzy dni.




I to bardzo dobrze mi zrobiło, bo byłam już w takim dołku, że jeszcze trochę i bym wypadła po drugiej stronie w Australii prosto w stado rozjuszonych strusi.
(Chociaż mogła to też być szansa na zobaczenie dziobaka albo koali, więc niby słodko, ale z drugiej strony dziobaki mają kolce z jadem a koale się podobno bardzo łatwo wściekają i mocno gryzą, więc no nie wiem sama)
No i to tyle. Plan teraz mam taki, żeby w końcu mieć zdrowe nogi, ale co z tego wyjdzie to nie wiem. Jak je kiedykolwiek naprawię, to może zyskam na tyle sił żeby zacząć szukać innego mieszkania. Bo na razie każdego dnia po pracy jestem tak potwornie zmęczona, że nie da rady.

A następny długi weekend dopiero w październiku!
No. To ten. Na pohybel cywilizacji i przeżyjmy jakoś ten tydzień, a może nawet i następny.
I ku chwale włoszczyzny!




49 komentarzy:

  1. To zapraszam na Wyspe, moje auto, moze nie PAvarottim czy MArlinem, ale juz Rammsteinem to owszem oraz Robem Zmobim i Godsmackiem tez naqrwia jak przemykam waskimi uliczkami w porannyej kolejce do Kolchozu ;)
    Poza tym to zgadza sie takich jak ty som miliony, a juz na pewno masz alter ego na Wyspie, które sie smieje z wlasnych porazek, bo jakby miala plakac to bysmy mieli drugi potop biblijny.
    Usciskuj mocarnie!!
    PS Koale nie tyle grzya co pazura moga rozpruc brzuch od góry do dolu, ale to trzeba duzo zeby takiego rozluszyc bo one ogólnie niskoenergetyczne i wiecznei na chaju, wiem bo mnie taki jeden Koala obsciskiwal, a nawet dwóch z tym ze jeden byl dziewczynka wiec jako obscikujacy sie nie liczyl.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i jeszcze pazury, pieknie! Znajac moje szczescie, wrócilabym z tej Australii w kawalkach. Jakby mnie wczesniej te strusie nie rozdziobaly oczywiscie...

      Usuń
    2. Mnie w tej Australii z egzotyki tylo raz latajacy karaluch zaatakowal, ale dostal od V, wówczas awstralijskiej z laczka miedzy oczy (precyzyjnie, bo on duze sa) i mu sie szarzy odechcialo. Poza tym to mi kangury z reki jadly, aczkolwiek jeden, bardzo maly (gatunkowo maly nie wiekiem) usilowal sie rzucic pod kola, ale zrezygnowal - widac skojarzyl sobie mnie z tym laczkiem. Koale obsciskiwaly... O matkojedunokochano juz milkne bo mi sie wlasnie przypomnialo spotkanie z tropialnym ptakiem.
      No dobra, masz racje, z tymi antypodami nalezy uwazac.
      Znajac Twój fart to ja nawet na spotkanie z dziobakiem bym uwazala ;)

      Usuń
    3. Juz sobie zaczelam wyobrazac jak duzy byl ten karaluch, ze laczek pasowal mu miedzy oczy, ale w pore wstrzymalam wodze. LEPIEJ NIE.

      A kangur moze depresje mial? Kryzys egzystencjonalny? Niski cukier i sie zatoczyl bo zaslabl?

      Usuń
    4. Laczek brzegiem poszedl, wiec wiesz, nie trzeba bylo napalmu.
      A kangur w ostatniej chwili zrezygnowal, wiec uff, choc jakbym miala pieluche to bylaby pelna tej adrenaliny ktora mnie wypelnila.
      Ewentualnie polaczyl fakty i przypomnial sobie list gonczy jaki wsrod zwierzyny Europy krazy na moj temat i jednak zrezygnowal. Gdyz ku mojej wielkiej rozpaczy pare sztuk zywiny na sumieniu mam. Od minionego czwartku mlodego ptaka, ktory w ostatnich chwilach swojego ostatniego lotu prawdopodobnie myslal "a mowili matula, zeby zostac kiwi..."

      Usuń
    5. wlecial Ci pod auto? Nie w szybe, mam nadzieje?!

      Usuń
  2. Nawet nie wiesz jak blisko Mamy Żuka Gnojnika jesteś... Nawet w całej fizyczności bolesnej (zepsute kopytka? U M.Ż. zepsute czułki górne). A że życie upierdliwe jest często - to właśnie te miliony wiedzą... Ważne jest więc by swoje światy/ucieczki pielęgnować. Rysować, pisać, i co tam jeszcze ;-)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, bardzo wazne. Bez tego to tylko otchlan czarna, siarka ziejaca! :)

      Usuń
  3. Anonimowy22.5.18

    Słuchanie muzyki w samochodzie,aż tak fajne nie jest.Słychać to co na zewnątrz i odgłosy pracy samochodu nakładające się na muzykę,więc nie są to jakieś komfortowe warunki.
    Techno czy disco oparte na prostych rytmach niewiele traci odtwarzane w samochodzie.Nie wymaga skupienia,nie wymaga myślenia czy wsłuchiwania się w niuanse melodii.
    Jest to też ,a może przede wszystkim to (nie wiem jak to dobrze określić) odwzorowanie stylu (sposobu) życia,który powiązany jest z taką muzyką przez to,co pokazywane jest w teledyskach wykonawców ( tak jak np.rock to skóry,długie włosy,gitary,itp.)
    Wydaje mi się,że bardzo często (takie jest moje wrażenie,to nie moje rejony muzyczne) pokazują właśnie sytuacje powiązane z samochodem jako symbolem statusu (+skąpo ubrane dziewczyny +złota biżuteria+białe spodnie) .I przekaz,że takie napierdzielanie (przepraszam za mój klatchiański ) muzą ( najlepiej w kabriolecie) czyni z ciebie super cool gościa ,króla świata.
    Z kulturą rap-u powiązane jest montowanie w samochodach super wypasionych zestawów stereo ,często równie drogich co samochód ( to dość absurdalne w sumie) co daje ci +1000 pkt. w byciu zajefajnym.

    Jak dla mnie powinno być zakazane słuchanie tak głośno muzyki(no chyba,że jedzie się pustą amerykańską lub australijską autostradą),bo może być zwyczajnie niebezpieczne(zagłusza odgłosy ulicy,może rozpraszać kierowcę).
    a*
    PS.A sreberka z kapsli od mleka często wykorzystywałam do robienia tzw."sekretów"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem jak to slychac jak sie jest w srodku, jechalam kiedys autem ;)))
      Meczace w sumie - jak dla mnie. Ale jak jedziemy gdzies dalej to leci muza glosno, bo malzonkowi Borsukowi tak sie lepiej jedzie. No to niech ma, co mu bede zalowac. Co jakis czas wymagam tylko dziesieciu minut ciszy dla mnie, na regeneracje.

      Co do symbolu statusu królów swiata, to racja pelna. Zimny lokiec, zlote okulary i swiat nalezy do nich. To i glosno byc musi, zeby wszyscy zauwazyli ze jedzie, co nie. Cos na ksztalt parady wladców w dawnych czasach :)

      Usuń
  4. Tak, ja słucham muzyki bardzo głośno, przy zamkniętych oknach. Pavarottiego itd. Nie, bo bym zasnęła za kierownicą.
    Rammstein, Evil Nine, Depesze- jak najbardziej. Kto wrednemu zabroni?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt, ja nawet chetnie wymienie tych co mi tu jezdza z techno na takich z Rammsteinem :) Tylko jakos brak... A jak juz obywatel turecki przejedzie ze swoim disco pelnym arabesek! Krew sie czlowiekowi scina i szpik krystalizuje. No ale co poradzisz.

      Usuń
  5. No co Ty! Następny długi łikend już w przyszłym tygodniu przecież!
    Potem faktycznie do listopada kicha:(
    Co do muzy w aucie to lubię czasem przywalić, ale przy zamkniętych oknach.
    Rodzaj zależny od nastroju.
    Zdrowia dla obu nóżek:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tutaj wlasnie nie! (ten weekend).
      A dzis jeszcze mnie kolezanka uswiadomila, ze w pazdzierniku to tez nici, bo swieto est w srode :(((( (zjednoczenie obu polówek Niemcowni)
      Wiec do grudnia trzeba wytrzymac!

      Usuń
  6. ku chwale włoszczyzny ... no nie. Leżę i kwiczę jak prosiak. I macham racicami w powietrzu. To Ci się diable udało !!!

    Taki leń jaki Was dopadł w ten weekend to też czasem mi się udziela. Mąż mówi chodźmy gdzieś na spacer bo ładnie i park mamy pod nosem a mnie się czasem nie chce i tak właśnie siedzimy aż nas noc zastaje :D ale ważne, że się odpoczywa nawet jak na domowej kanapie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam tym razem zeszlo 3 dni :D
      Ale widac potrzebowalismy troche porobic nic.

      Wloszczyzna pozdrawia, macha przyjaznie nacią!

      Usuń
    2. ano tak bo Wy mieliście teraz święto. No to nieźle przebimbałaś ale może chociaż na usprawiedliwienie powstała wtedy włoszczyzna ?? :D

      Usuń
    3. Nie, wloszczyzna nie, ale kilku Kotów i Diablów! :D

      Usuń
    4. zacieram rączunie bo będzie niebawem prezentejszyn .... mrrrr

      Usuń
  7. ja, ja jeżdżąc autem zapuszczam wokale na biało, ukraińskie a też Struga czyli polskie wyobraź sobie ))))albo inna folkową )))) żadne tam łupanki.
    takie leżenie i odpoczywanie bardzo dobrze robi na zmarszczki i układ nerwowy czasami trzeba uszkodzić kopyto, żeby łeb mógł odpocząć !!!
    a warzywniak rozkoszny jak zwykle )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to moze i racja, ze w tym parku gdzie milion grilujacych wariatów to bym za bardzo nie odpoczela, tylko wrecz przeciwnie. Wiec jesli nie moglam w góry, to juz lepiej na tym balkonie. Do 15-15.30 wygrzewanie i czytanie, potem obiad, a potem malowanie. W sumie calkiem mily tryb zycia...

      A tak z ciekawosci: do czego zaliczysz np. Braci Golców i tym podobne? Folk czy lupanka folkiem zabarwiona?

      Usuń
  8. Miewam takie weekendy i to dosc czesto. Ale czasem trzeba, czasem mus wiec wtedy sie zmuszam, ale jeszcze w drzwiach powtarzam "tak mi sie nie chce" a potem sie okazuje, ze jest fajnie i dobrze, ze czlowiek sie sam w tylek kopnie i zmusi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, ja to bym sie bardzo chetnie zmusila, w nature pojechala, w dzicz, do borów i puszczów róznistych, do górów. Tylko nie przeszlam testu na sprawnosc techniczna jeszcze niestety ;) Obiekt wybrakowany.
      Ale bedzie lepiej.

      Usuń
    2. Mnie tez ciagnie w dzicz i bory gluche, z daleka od ludzi, bo ludziow to mam wyjatkowo po kokardke;)) nawet teraz jak nie pracuje od 3 lat to jeszcze nie odreagowalam.

      Usuń
    3. Rozumiem. Calkowicie.

      Usuń
  9. My w nasz dłuuugi weekend przeleżeliśmy, tzn głównie ja, bo Paddy przy kwiatkach i bransoletach to uwija się jak na trzecim etacie. Ale nie chciało nam się ruszać, nawet jak słońce wyszło, ja nie wyszłam. I chociaż raciczki mam zdrowe, to jednak książki mnie wchłonęły, albo ja je, kto tam wie, jak to jest z książkami. W każdym razie mam awersję do jazdy autem, gdyby mnie ktoś tak odleciał nad ocean i zostawił tam w jakimś apartamencie, to luzik, ale inaczej, to mam ocean przed oczyma i w muzyce, w muzyce to mam wszystko. Kisses i niech zdrowieją Twoje nóżki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aaa i kocham Twoje buraczki :* tak powinnam na wstępie napisać :*

      Usuń
    2. Pisz jak chcesz, wolnosc slowa :)

      Ja tez do wczesnego popoludniana balkonie czytalam. Potem obiad, a potem farbki i kredki. Bardzo w sumie mile to bylo.
      Sasiedzi byli w miare cicho? Zadnych disco-party na 14588365 osób?

      Usuń
    3. chyba wyjechali do swoich, bo cisza jak makiem zasiał ❤️ Ale ja wiem, że tocisza przed burzą 😢

      Usuń
    4. No, wiem :) Mialam tak samo. Ale mimo wszystko piekna, ta cisza, co nie?

      Usuń
    5. Może trochę spokoju będzie, Brazylijka jest w ciąży... :)

      Usuń
    6. Alleluja! Mam nadzieje, ze dzieciatko bedzie bardzo absorbujace i męczace, i na Disco nie bedzie juz sily ni ochoty!

      Usuń
  10. I takie lenistwo jest potrzebne.

    A my właśnie szykujemy się do kolejnego długiego weekendu! Już w przyszłym tygodniu znów laba ;))) choć ja od kilku lat mam ciagle długi weekend i marzy mi się praca...
    ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to fakt, co za duzo to tez niezdrowo, w koncu sie czlowiek zaczyna nudzic, rozumiem Cie. Ale tak do trzech miesiecy mysle ze bym calkiem dobrze sie czula ;))) Fajnie by bylo móc pozwolic sobie na taki luksus przerywania pracy od czasu do czasu na wlasnie 2-3 miesiace. I oddawac sie pasjom i podrózom, yeeesssss... Ale to nie w tym zyciu, meh...

      Usuń
    2. O tak! Tez by mi się podobało. 10 miesięcy pracy 2 miesiące wolnego, jak w szkole. Fajnie by było. Ale raczej mało realne :( chyba że w szkolnictwie :) ale ja akurat nie mam ani predyspozycji ani kierunkowego wykształcenia więc odpada. Korzystam póki mogę z tego co jest, bo jak znam życie pewnie jeszcze do tego „nic nierobienia” zatęsknię ;))))
      Jak Twoje kończyny? Mam nadzieje, że dużo lepiej?! :)

      Usuń
    3. Korzystaj, slusznie. Delektuj sie :)

      Jedna troche lepiej, ale rozwiazania problemu jeszcze na horyzoncie nie widac, a druga dopiero przed zabiegami, takimi co to wgryzaja sie w portfelik prywatny - bo oto wchodze na obszary, gdzie nie siega krótka pomocna reka kasy chorych.

      Usuń
  11. Diable, tak żeś mi słuszną prawdę o stanie psychiki mojej zanapisała, że natychmiast biegnę na jutubę sprawdzić, czy na mnie Remember Shakti też tak cudnie zadziała, bo dziś potrzebuję żeby coś zadziałało. Obojętnie jak, byle skutecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy to jest to?
      https://www.youtube.com/watch?v=0PbdTgEJfD4

      Usuń
    2. "To Video nie moz byc odtwarzane w twoim kraju" - to tyle co tu niestety moge zobaczyc :)

      Ja nie pamietam dokladnie jaka to wersja jest, co to jako tysiacletnia MP3 sie u nas poniewiera, ale stawiam na John Mclaughlin "Remember Shakti". I to jest z jakiegos koncertu, ale tez nie wiem z jakiego, a z tego co patrzylam to na kazdym koncercie bylo inaczzej :))) Wiem, nie pomoglam, ale ja sie kompletnie nie znam na nuzyce.

      W kazdym razie tam jest duzo takich dluuuugich dzwieków, takich "biiiiiieeeeeeeeeeeemmmmmm" co to leca w powietrzu i faluja, na gitarze udajacej sitar i na sitarze byc moze tez. I na takich indyjskich cymbalkach takich ;)

      Usuń
  12. osobiście nie wiem co ci ludzie maja z tym wychodzeniem w wolne dni, zupełnie, jakby siebie nie lubili, swoja droga wlasnie w Mniamcach spotkalam sie z tym, ze spacerowanie, to jest hobby, albo jogging, no sorry, ja tam nikomu nie zabraniam ni spacerow, ni biegania, no ale zeby hobby?! kuzwa kreatywność kaktusa na okiennym parapecie w domu spokojnej starosci :D
    ja tam lubie nie wychodzic, malo tego lubie nic nie robic, wprawdzie te czynności niekoniecznie mozna nazwac hobbym, chciaz czemu nie, skoro spacerowanie i bieganie nim jest, to takie lezenie i niewychodzenie bywa bardzo kreatywne, co widac naocznie u Ciebie w różnych kolorach oraz wyrazach gęb :)))

    onego czasu, kiedy to ten wulkan z Finlandii zapylil pól swiata i wew mojej wsi robotniczo-przemysłowej nastala absolutna, samolotowa cisza, narodek, który niezmiennie walczy o taka cisze, nie zdzierzyl pol dnia nawet i kiedy tak nie wychodzilam z Miskiem na tarasie, rzeklam bylam don, iz cisza ta jest wrecz niepokojąca, powoli zez wszystkich kątów wsi robotniczo-przemysłowej zaczęły odzywac sie kosiarki spalinowe, fleksy i inne rzężące narzędzia, także no ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marga, ale te kosiarki i fleksy to byl ICH WLASNY halas, a nie panstwowy i narzucony odgórnie! ;))) Widac to robi róznice. "Nie bedziecie mi tu warczec, SAM SE POWARCZE!" czy cos w ten desen.

      Mnie i Borsuka do przyrody ciagnie, do dzikiego i zielonego! Ty masz chociaz na tarasie zielono. My mamy niby to drzewo piekne i jego kilku kolezków zielonych - ale w polaczeniu z darciem ryja ze stadionu albo koncertowa muzyka z ich pubu po meczu, to jednak nie jest relaks...

      Ale powiem Ci, jakbym miala cichy, zielony taras, to pewnie olalabym parki.

      Usuń
    2. Aha, a spacerowanie po galeriach handlowych to tez pewnie hobby, co nie? Bo ludzie to namietnie uprawiaja. Cos czego NIGDY nie zrozumiem.

      Usuń
    3. Nie znacie sie. to sie windowshopping nazywa i moze jest oldskulowy, ale jako pokolenie urodzone i wychowane PRZED era internetowych sklepow, pewne rzeczy jednak preferuje obejrzec golym i analogowym okiem. Drzewiej sklepy byly luzem przy ulicy, a nie skupione pod parasolem galrii i to juz dopust bobrzy, ale na to nei ma rady.
      A przy okazji mozna zrobic parek kilometrow piechota, nie zauwazajac tego. Cicho Marga, ja wiem ze Ty trzepiesz kilometry na sluzbie wiec dodatkowych juz Ci nie trzeba. Mam na mysli takich wyjadaczy chleba biurwowego jak ja, ktorzy chodzic w towarzystwie wylacznie glosow we wlasnej glowie NIE chca, a siedziec to najlepiej lubia za kierownica samochodu, pedzacego w sina dal ;)

      Usuń
    4. Ale tam jest tyle ludzi! ZA DUZO LUDZI! Ja mam ochote ich wszystkich.... eh, lepiej nie bede tak publicznie.

      Usuń
  13. Diabolu niech raciczki szybko zdrowieją!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje! Bylby czas, to juz prawie 3 lata :)))

      Usuń
  14. Ten burak jest całkiem sympatycznejkowy :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Thanks for all your efforts that you have put in this, It's very interesting Blog...
    I believe there are many who feel the same satisfaction as I read this article!
    I hope you will continue to have such articles to share with everyone!
    ดูหนัง

    OdpowiedzUsuń

Dawaj.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...