środa, 11 maja 2016

Poznajcie imię Bestii.

Czyli, jak zapowiedziano przedwczoraj, dziś o fryzjeru, do którego już nie chodzę. Leży on dokładnie naprzeciwko tego aktualnego. Nawet mam tam taki kuponik, gdzie są przystawiane pieczątki i na siódme cięcie jest 7 ojro rabatu. I chodziłam do tego przybytku dobre 3 lata, aż pewnego dnia wpadłam tam w ręce szatana.

Szatan był wzrostu mikrego lecz postury przysadzistej i zwartej w sobie, miał mocny rosyjski akcent i postać mniej więcej kobiecą, nazwałam więc go roboczo Masza. Kilka słów wprowadzających:

Masza ma dla zmyłki szczerą, uśmiechnietą i pucołowatą twarz, na polikach przaśne rumieńce o średnicy sporych talerzyków, jasne wejrzenie szaro-niebieskich oczu, w których na myśl o torturach na następnym kliencie igrają wesołe ogniki, a na głowie słusznych rozmiarów rdzawo-żółtego, przypalonego, sztywnego i zondulowanego do nieprzytomności "tapira". Albo hołduje jeszcze kanonom fryzjerskim przywiezionym z ojczystej ziemi, albo tapir ma funkcję maskującą i zakrywa rogi.

Masza ma też mocne, krzepkie ramiona i dłonie, którymi bez problemu wyrwać można łeb klientowi rzepę z zamarzniętej syberyjskiej ziemi. Albo przytrzymywać klientów barany do kastracji czy wrzucać świniaki na ciężarówkę. Po 12 godzin dziennie i 6 dni w tygodniu, bez najmniejszych oznak zmęczenia. I przypuszczam, że właśnie to Masza w ojczyźnie robiła, a dopiero na terenie Republiki Federalnej przeszła jakieś szybkie, symboliczne szkolenie fryzjerskie, będące częścią programu asymilacyjnego.

Ale o tym oczywiście nie wiedziałam i zamówiłam cięcie z farbowaniem. Chociaż zawsze w domu sama farbuję, ale jakoś tym razem mi się wyjątkowo nie chciało. (Przypadek? Nie sądzę.) Masza zarzuciła mi więc na szyję stryczek fryzjerską pelerynkę, zaciągając mocno (poluzowałam, jak poszła po chemikalia) i poczęła farbować.

SWYMI KRZEPKIMI RAMIONY.

Wbiła mi rozżarzony, ostry grzebień głęboko w skórę głowy i, radośnie podśpiewując, przejechała od czoła do karku zgrzytając po kościach czaszki, co miało (chyba) na celu oddzielenie pasma włosów. Zrobiło mi się trochu słabo. Następnie odciągnęła owo pasmo razem ze skalpem, pomazała ranę farbą, i przyklepała spowrotem na miejsce. I tak, jak każe rytuał farbowania, przez całą głowę co centymetr.
W połowie zaczęłam sinieć z bólu. Jak wzięła się za włosy na tej delikatnej skórze na skroniach, wiłam się już i jęczałam tak, że Masza nawet zatroskała się: "Oj co, za mocno?" Próbując nie wyć, odpowiedziałam zaciskając zęby "Tak, trochę." "Oj, dobrze, dobrze".
Do końca tego seansu tortur nie zauważyłam jednak, żeby się cokolwiek zmieniło, więc jednak chyba nie było za mocno, tylko - dobrze.
We łbie mi już huczało tez całkiem dobrze.



Po skończonym farbowaniu miałam te pół godziny odpoczynku, które spędziłam głównie na wmawianiu sobie, że raczej najgorsze już za mną, więcej boleć nie będzie.
Ha ha.
Usadziwszy mnie przy umywalce i wygiąwszy mi szyję w żurawia / łabądka w godowych pląsach, Masza przystąpiła do spłukiwania farby. Ugniatała mi przy tym głowę ruchami wypracowanymi przy kruszeniu gołymi dłońmi granitu (względnie okowów systemu), ręcznym kuciu brył rozpalonego żelaza na kotwice i kowadła, albo zapasach z niedźwiedziami. Byłam pewna, że będę z głowy pęsetą wyłuskiwać odłamki emalii z fryzjerskiej umywalki, i długi, dłuuugi czas będę musiała chodzić z tą wygiętą w tył szyją, a deszcz będzie mi padał do nosa.
Przekonałam się też naskórnie, że krogulcze szpony szatana paznokcie Maszy są nie z płytki keratynowej, a diamentowej, i to dobrze wyostrzonej. Ale to jeszcze nic...



Nie dość, że kucie kowadeł mycie trwało już podejrzanie długo, a ja miałam dosłownie łzy w oczach, to nagle Masza poczęła jeźdzć po moim zmaltretowanym skalpie jakąś ostrą szczotką, zrobioną chyba z naostrzonych szlifierką tytanowych gwoździ. Wytrzymałam chwilę, starając się nie posikać z bólu, i właśnie w tym momencie Masza stwierdziła "Fajnie, co? Masaż głowy!" [Gut, ja? Kopfmassage!"]
Blady strach padł na mnie już kompletnie, no bo skoro tak fajnie, to pewnie jeszcze troche pociągnie, i wypaliłam "Właściwie nie, bo to straszliwie boli!". "Oj?!" wyraziła zdziwienie Oprawczyni "Boli? No dobrze, to kończymy." Uffff... Spytała jeszcze, czy chcę odżywkę. Z wizją kolejnych granitowych płyt kruszonych na mojej szyji łabądka, i kutych na głowie kotwic, wykrzyknęłam czym prędzej "Nie, nie, nie! Nie chcę!" machając rękami jak wiatrak, żeby nie było wątpliwości, że naprawde nie chcę.
Wróciłyśmy na fotel. Było mi trochę trudno, bo wygięta szyja uniemożliwiała patrzenie pod nogi, ale jakoś ten kopnięty łabądek w godowym transie, z głową po ataku roju wściekłych szerszeni, macając dookoła łapkami i zezując w lustra, dotarł do fotela.



Cięcie. W sensie włosów cięcie, nie że przerwa w seansie. I tu mamy piękny przykład mojej naiwności, której się chyba nigdy nie oduczę, bo znowu wierzyłam, że teraz to już napewno najgorsze za mną, teraz tylko trochę Masza nożyczkami pomacha i po krzyku.
Tak... Z krzykiem miałam rację.

Masza znowu ciągneła pasma moich biednych włosów z pasją przodownika pracy na zamarzniętym polu rzepy, nożyczki miała albo nieostre, albo jakoś źle je przystawiała, w każdym razie każde "ciach" wywoływało u mnie wewnętrzne "auuu!" i podskakiwanie na krześle, bo nożyczki bezlitośnie wciągały włosy w ten swój "zawias". Cała głowa paliła mnie już jednolitym ogniem, czułam się jak płonąca pochodnia. Jak cięła włosy nad uszami, to odginała i odciągała mi uszy tak, że bolały mnie u nasady jeszcze przez tydzień (a noszę okulary, więc to był naprawdę trudny tydzien). Jak maszynką cięła na szyji, to jakby mi brzytwę wbijała, jeszcze wieczorem miałam czerwone "sznity"...

Mój ponacinany równo co centymetr mózg - jak kiełbaska na ognisko - ostatkiem sił wystosował jeszcze dwa wnioski racjonalizatorskie:
Po pierwsze: NIGDY WIĘCEJ.
Po drugie: NIGDY - WIĘCEJ - PRĘDZEJ - PIEKŁO - ZAMARZNIE.
Było mi już wszystko jedno, co Masza mi na tej głowie wyprodukuje, byleby szybko skończyła. Jak zaczęła suszyć gorącym powietrzem przytykając suszarkę ściśle do mojej pociętej i pokiereszowanej skóry głowy, to prawie wyrwałam jej ją z ręki mówiąc, że wysuszę sama. Chociaż tej ostatniej tortury sobie oszczędzę.

Zapłaciłam, dostałam ostatnią pieczątkę w kuponiku - rabat na następne tortury, no bezcenne! - uciekłam i nigdy nie wrócę.



Lecz pozostaje pytanie: jakim fortelem Masza zdobyła licencję fryzjera?
Oraz: Jak to jest, że jej nie wyrzucają?
Bo zawsze jak tamtędy przechodzę, to w ona jest na stanowisku (zapuszczam z ciekawości żurawia alias łabądka).  Ja się skarżyć nie potrafię, mam tą funkcję niestety nieaktywną defaultowo, asertywność zero, ale inne ofiary? Rotacja reszty pracowników jest przeogromna, rzadko widziałam tą samą twarz dwa razy - z wyjątkiem Maszy. Trwa jak mocna, niezłomna skała w skłębionej kipieli przybrzeżnych fal, ani jej tapir nie drgnie.



....................................



A żeby zakończyć pozytywnym akcentem, że nie każdy diabeł taki straszny jak Masza, wiecie, to oto tu portret jednego kolegi:



 

38 komentarzy:

  1. Może żwawa Maszeńka jest właścicielką saloonu? I dopiero po trzech latach śmiała się ujawnić (bo tak naprawdę, w głębi duszy jest romantyczną rusałką o wiotkich paluszkach i nieśmiałość dziewczęca hamowała ją przed kontaktem z klientami)?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ... i mysli, ze krojenie klientom mózgu w plasterki to po prostu modus operandi, standardzik, dobrze wykonana usluga? Czy po prostu wstydzi sie jeszcze troche i to tak z tej niesmialosci wali ludzi mlotem po glowie...

      Usuń
    2. Wszystko z nieśmiałości, wszystko! ;)

      Usuń
    3. Cos jak Obelix, ten od Asterixa. Niesmialy jego i zartobliwy kuksaniec w boczek wyprowadzal "kuksnietego" na orbite okoloziemska.
      Masza ma moze tak samo. Ale co to bedzie, jak pozbedzie sie niesmialosci i pójdzie na calosc?! Nigdy juz tam nie wróce, NIGDY. Nawet ten kuponik dalej trzymam w portfelu, zeby nie zaponmiec.

      Usuń
  2. Oooo! Ale obciela cie tak jak moja Masza na Raise Gorbaczowa? Bo jak nie, to naprawde moglo byc gorzej! Naprawde.
    Po miesiacach tulaczki i zaslaniania porazek fryzjerskich czapkami znalazlam Turczynke, ktora nie odrywa uszu, nie namawia na robienie zolto-pomaranczowo-zielonych pasemek i co najwazniejsze nie czuje potrzeby poglabionego small talku na temat co robie na obiad i gdzie kupuje bulki. Zlota kobieta! Mroczna, posepna, ale tnie jak trzeba :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie, nie na Raise :)) Po prostu któtko, ale bez wyrazu, tak jak kosiarka do trawy. No i fizycznie bylo to, jak widzisz, niezapomniane przezycie.

      Small talk tez mnie przeraza. Ale na szczescie tutaj smalltalkuja tylko ze znajomymi klienkami, jak wnioskuje z tego, co slysze. Jednak pólnocny Niemiec = ponury Niemiec ;)

      A wielbicielke takich pasemek i kolorowych grzywek (i tipsów!!!! co jeszcze gorsze!!!) mamy w radzie pracownika na zakladzie. Na te duze, kwartalne zebrania ma zawsze nowy imydż.

      Usuń
  3. O raju... po 3 latach samodzielnego strzyżenia irokeza, poszłam do irlandzkiego barbera i walił w mój czerep maszynką, jakby kosił trawnik, ale to i tak był podobno najlepszy z najlepszych, jaki mi się trafił, tak twierdzi mój syn, ale myślę, że za tydzień pójdę do niego, ale z akcentem asertywnym, wspomnę, że chciałabym strzyżenie bez wstrząsu mózgu :) kiss

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiedz, ze od wstrzasów dostajesz choroby morskiej i moze byc nieprzyjemnie ;)
      :*

      Usuń
  4. Fryzjer - Twój wróg! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No u mnie to sie sprawdza :)
      2 czy 3 razy w zyciu sie tak zdarzylo, zebym byla zadowolona z cięcia. I za kazdym razem tnącym byl mezczyzna!

      Usuń
    2. Ostatnio byłam zadowolona, bo doprowadziłam swoje włosy do takiej beznadziei, że każda interwencja fryzjerska musiała wnieść wyraźną poprawę. Nie polecam na dłuższą metę, ale jest to jakieś wyjście z sytuacji ;-)

      Usuń
    3. Maseczko-odzywka domowej roboty dala rezultaty dalekie od oczekiwanych? ;)

      Usuń
    4. Nie. To raczej wielokrotne samopostrzyżyny... Dało to efekt Jerzego Kryszaka skrzyżowanego z niestrzyżoną owcą...

      Usuń
    5. ekhem... Oryginalnie ;)))

      Usuń
  5. Oj, Diabeł, Diabeł... Jakiś Ty naiwny! (a tak nawiasem pisząc: ubawiłam się setnie na Twojej krzywdzie :D)
    No to teraz paczaj: mówisz, że brakowało Ci już tylko jednej pieczątki do otrzymania usługi z siedmioojrowym opustem? No i...? NO I...? Już rozumiesz?
    Masza nigdy stamtąd nie zniknie. Ona tam jest w jednym, konkretnym celu. Strzyże tylko tych klientów, co właśnie przyszli po ostatnią pieczątkę, żeby zakład nie musiał nikomu dawać tych rabatów, bo po takiej usłudze wiadomo, że klient ucieka i nigdy nie wraca! Tadaaam!
    Proszę. Nie dziękuj. I zawsze pamiętaj - nie ma na tym podłym świecie bezbolesnych promocji :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A na zdrowie, na zdrowie. Nie ma to jak uciecha z cudzej krzywdy :)))

      No wlasnie naiwny ten Diabel strasznie, latwowierny taki i w ogóle, nikogo urazic nie chce, cokolwiek ten ktos mu brzydkiego robi.
      "Jam jest czescia tej sily, która wiecznie zla pragnac, wiecznie dobro czyni" ... czy jak to tam lecialo :)

      Rozgryzlas ich, Kanionie!!! Jestes sprytniejsza niz wszystkie szatany zusammen!

      Usuń
  6. Zastanawiam się czy mnie by się to spodobało? Hmmmm... Jestem chroniczna fryzjerofilką. Uwielbiam jak mi się coś robi z włosami, mogłabym być takim fantomem do układania fryzur.
    Oraz chciałam powiedzieć, że moja fryzura kosztuje mnie 8 ojro. Czyli zmieściłabym się niemalże w Twoim rabacie. Mój blond jest bowiem naturliche.
    Ach, przypomniało mi się: Klientów pytających o rabat informujemy, iż jest to stolica Maroka. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, pamietam :-) bylu u nas czesto w sklepach budowlanych (dlaczego akurat tam?)
      Ale Monia, zeby Ci sie podobaly zabiegi Maszy, musialabys byc masochistka, naprawde. To straszliwie bolalo.

      Usuń
  7. trzeba jej było temu fryzjeru nastrzelać po łapach i uciec ...
    miałam tak całe życie z fryzjerami ...wychodziłam i ryczałam i podcinałam albo przyklejałam albo kompulsywnie myłam ...od jednego fryzjera, który akurat fajnie mnie obcinał i farbował ostatnio uciekłam, bo mi zrobił trwałą!!!! ech musiałam obciąć włosy, co to je miałam do pasa...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja chodzę do pana z chyba Uzbekistanu. Z moją fryzurą wielkiej filozofii nie ma, ale przecież zawsze można podczas strzyżenia mnie zadzwonić do kumpla.
    Po pięciu minutach pogawędki wrócić na 30 sekund do strzyżenia mnie.
    Zadzwonić do drugiego kumpla.
    Po OŚMIU minutach znowu z minutę mnie porobić, ale przestać, bo przyszli kumple.
    Jak facet nie ma ożywionego życia towarzyskiego, to robi mnie około sześciu minut. Tego dnia zajęło mu to około trzydziestu. Na koniec powiedział, że przeprasza, ale sam rozumiem, jest sobota wieczór. Tak, ja też chciałem iść na piwo, a nie siedzieć tam tyle czasu.
    Mam do nich kupon zniżkowy lepszy niż Twój - co piąta stryżka za darmo! I mam na nim wpisanego 'mistrza fryzjerskiego', niestety jest to ten pan, chyba Zaur jakoś się zwie, więc jeżeli tylko jest, to kierują mnie do niego. Czasem go nie ma i wtedy mam lepszy dzień.
    Ceny tu jednak są bardziej przyjazne klientowi, cała impreza dla mnie to niecałe trzy euro, dla kobiet może z sześć, z farbowaniem z dziesięć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mistrz ma swoj styl pracy. Geniusz = indywidulnos!
      Ale ceny wielce przstepne.

      Usuń
  9. Oj,aż się poplakalam ze śmiechu przy opisie twych przeżyć, nie z upodobania do sadyzmu oczywiście ale cóż za fantastyczny opis! Diable, jesteś talentem prawdziwym! Mam podobne doświadczenie z fryzjerami no to przestałam do nich chodzić i przeszłam na chałupnictwo lub samoobsluge - efekt taki sam a darmo i bez tortur

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A smiej yie na zdrowie :-)
      A opis jest naprawde wierny, to bylo "niesamowite" przezycie.
      Ale w "XXXX- Cut" jest na szczescie o wiele normalniej.

      Usuń
  10. Na bogów. Bożena sobie właśnie przypomniała, jak lat temu kilka, jeszcze z Agatką zintegrowaną, gdzieś na Wyspie, wpadła w łapy takiej właśnie Maszy. Bez farbowania, acz z podobnym impetem przejechała Bożenie po głowie walcem, potem taką ubijarką do podłoża przy kładzeniu drogi, potem nawrzucała na górę kostki brukowej i znów walec. Pół roku Bożena musiała hodować owłosienie z powrotem, żeby w ogóle jakiś fryzjer miał odwagę się z nim zmierzyć. Żeby nie było, Masza miała narodowość Bożeny i pracę "fryzjerki" uprawiała na wyspach w ramach usług prywatnych z dojazdem do klyenta.
    Summa summarum piisiąt funtów kosztowało Bożenę potem dojście do stanu używalności, co stanowi Himalaje wydatku na strzyżenie. Ale nikt w dolinach nie podjął się w ogóle wspinaczki. Bożena zachodzi w głowę (ha!), czemu wonczas nie użyła maszynki Stefana do wyrównywania krzywizn. (Stefan nosi bowiem praktyczną fryzurę, która zawiera wyłącznie uszy w pakiecie.)
    Kondolencje szczere.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Stefan tak jak Borsuk! I tez za fryzjera nie placi,bo ja go maszynka strzyge.
      A ta wspowa fryzjerka to na bank z tego samego szatanskiego miotu co Masza. Rogow nie miala?

      Usuń
    2. Chyba miała. Oraz Stefan przypomniał, że nie było piisiąt funtów, tylko na pewno mniej, ale i tak bardzo dużo :P

      Usuń
  11. Kolega elegancki! Kiedyś wprowadzałam na rodzimy rynek pewną amerykańską firmę kosmetyczną, produkującą profesjonalne kosmetyki dla fryzjerów. Pardon! Stylistów fryzur. Przez rok jeżdziłam, szkoliłam, organizowałam pokazy z przekąską w szeratonach, pieściłam, niańczyłam, sprowadzałam artystów fryzjerów z wszelakich stron świata, nawet takich co to szwedzką królową ścinali...i nic. Mur. Beton. A wesołe opowieści o tym jak to włosy zdejmują z wałkami(z głowy klientki) i chowają do kieszeni (własnej) jeszcze mi ostrzegawczo brzęczą w głowie. Mogłabym książkę o tym napisać. Trzy tomy nawet.A fryzjerkę mam tą samą od lat, i w życiu nie poszłabym do kogoś kogo nie znam, lub kogo nie zna przynajmniej tuzin moich koleżanek. Strach jest straszny...współczuję boleśnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja nie mam wyjscia - zero znajomych dobrych fryzjerek na stanie. No to chodze tam, gdzie popadnie...
      Ale przynajmniej tuzin kolezanek? Tyle to ostatnio mialam chyba za czasow szkolnych.
      Trzymaj sie tej fryzjerki rekami i nogami, masz racje.

      Usuń
  12. Marga mowila zebys do jej fryca (fryzjera) sie wybrala, tylko jak porownalysmy stawki za szycie z maglem, tfu... mycie ze strzyzeniem, farbowaniem i pasemkami to uznalam, ze nie bede Cie rozjuszac ;) ale link podrzuce jak znajde bo teraz nie mam czasu kopac w archiwach wpisach u Bozenki, no chyba ze Bozenki Sekretarka podsunie :)
    Ja z tych co Bozenka tylko chyba bardziej bo do frycow nie chadzam zupelnie. Nawet lusterka przesadnei nie uzywam, a obecnie w ogole staram sie unikac (lusterka) bo cos mi dermicznie szwankuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ha! Żeby dotrzeć do jakiegokolwiek-konkretnego-wpisu-Margi-u-Bożeny to by trzeba mieć jakiś solidny katalog :D Może prościej będzie Margę podpytać bezpośrednio :P Najlepiej jak odmilknie, bo coś cicho siedzi.

      Usuń
    2. No wlasnie tez tak sie zastanawiam, ze zamilknila nadawanie, ale telefon posiala po/na balandze w sobote i nie wiem czy juz odzyskala. Poslalam juz emalie i zobaczym jak odpowie.

      Usuń
    3. O, to Marga z mojego rewiru jest?!

      Usuń
    4. ja, ja!
      (pacz, jaka erudycja internacjonalna.)

      Usuń
  13. Pacz Diable, ja kiedyś uciekłam od fryzjera z powodu wręcz przeciwnego. Fryzjer pci męskiej tak delikatnie mniąchał mi włosy, że wyszłam z wrażeniem niedomycia, niedostrzyżenia i niedoczesania. Nie mam nic przeciwko zdecydowanym zabiegom fryzjerskim na mojej głowie (choć pewnie Maszeńki bym nie zdzierżyła)a takie "mizianie" wywoływało łaskotki (ale takie z wstrząsem obrzydzenia) i rozdrażnienie. Panu "przywiędła rączka" powiedziałam stanowcze nie (w sensie więcej do niego nie poszłam, bo w trakcie też mi asertywność siadła i tylko nieśmiało coś przebąkiwałam)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to tez mozna zrozumiec. Ale przynajmniej nie ponioslas ran szarpanych i cietych...

      Usuń
  14. Może Masza jest... właścicielką owego przybytku - mniej lub bardziej zakamuflowaną?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moze i jest, ale najbardziej to jest najpiekielniejszym ze wszystkich szatanow!

      Usuń

Dawaj.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...