poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Lejdi Szełi i starcie Gigantów.


Kiedy Diablę było jeszcze bardzo młode i siarkę do kaszki trzeba mu było rozcieńczać wodą z cukrem...

E, no nie, nie, tak dawno to jednak nie.

Jeszcze raz.
No więc młode Diablę za czasów szkoły podstawowej wysyłane było kilka razy na letnie kolonie. Jako zdeklarowany lecz w miarę spokojny mizantrop (bawiłam się tylko z dziećmi, z którymi razem wyrosłam, do obcych nie podchodziłam nawet na długość kija), posłusznie wsiadało z pomarańczową walizeczką w autobus, po dotarciu do celu zajmowało przydzieloną leżankę i jakoś tam spędzało te 3 tygodnie nie zamieniając z nikim ani słowa. Pewnie nie to dokładnie mieli w planach rodzice, wysyłając małego dzika na kolonie, no ale co zrobić, niektórych dziur nie przeskoczysz :D

Jako że z powodzeniem unikałam kontaktów - tako też i konfliktów, ale jeden utkwił mi w pamięci, bo do dziś przychodzi mi na myśl często, jak pokazują w telewizorze różne takie jednostki "u koryta", z obszaru zarówno świeckiego jak i sakralnego.

To tak:
Siedzimy w tym naszym pokoju-sypialni, jakieś 12 dziewczynek, pora podwieczorku. Rozmowa toczy się wartko, ale nie że bzdurki jakieś i dyrdymały, fiu-bździu i głupoty, jakby to można pomyśleć w przypadku dwunasto- czy trzynastolatek w latach osiemdziesiątych, nie, nie! Tu poruszana jest kwestia niezwykle ważka, a mianowicie:
Czy Modern Talking [wym.: modertokink] śpiewa "szeri szeri lejdi" czy też "szełi szełi łejdi".

No.

Dwojakość interpretacji tego tak znaczącego dla naszego dziedzictwa kulturowego utworu, w zrozumiały sposób dla niektórych okazała się być kwestią życia i śmierci.
W mig utworzyły się dwa obozy, niezwykle wrogie i zacięte, gotowe przeciwniczkom wydrapywać oczy, wyrywać języki, szarpać trzewia i tępym nożem ze stołówki bezlitośnie pruć w drzazgi cenne artefakty plemienne, znajdujące się na wrażych stopach - atrakcyjne sandałko-czółenka gumiane "plastiki", oraz praktycznie bezcenne tenisówki "czeszki".

I trzeba było opowiedzieć się po którejś stronie, nie było siedzenia okrakiem na palisadzie i przyglądania się z góry, łupiąc słonia w paski* (jak to Diablę miało w zwyczaju w takich chwilach).
Siły wodzące konfliktu wprowadziły bowiem na sali powszechny obowiązek głosowania.

 
I teraz mamy taką sytuację: w miarę padania kolejnych trupów odpowiedzi, obóz Szeri-Szeri zyskuje sporą przewagę.
W obozie Szełi-Szełi jest właściwie tylko inicjatorka konfliktu, która wadliwy miała albo słuch, albo dźwięk w Rubinie, i jej jedna wierna poddana.

Zaczyna się więc walka o dusze. Argumenty obozu Szełi-Szełi są, trzeba przyznać, mocne: pożyczenie długopisu wielokolorowego do napisania listu do domu, lub chińskiej gumki do ścierania o upojnym zapachu owocowego plastiku, obietnice leżenia razem na ręczniku na basenie, "bycia z nami przyjacółką" i chodzenia razem jutro pod rękę po boisku RAZEM Z PANIOM EWELINOM BO MI POZWOLIŁA (na Reksia i Kulfona, wierzyć mi się dzisiaj w to nie chce)
 
I nic! Siła mega-hitu zza zachodniej granicy jest nie do odparcia.
Walka wydaje się przegrana, nie ma nawet cienia szansy na laury. Koniec, klapa.

ZDAWAŁOBY SIĘ.

Albowiem drogi widzu, nie sklapuj jeszcze krzesełka i nie wychodź z teatru, gdyż czeka cię nieoczekiwany zwrot akcji.
Oto tu Lejdi Łejdi Szełi, już prawie wdeptana w pył pobojowiska, może i nie pełnoletnia ale pełna żądzy zwycięstwa, nagle powstaje! Chmurne jej lico przecina chytry i przebiegły błysk ócz, szczwany plan zdradzając. Na ramię odrzuca płaszcz swój karminowy, krwią i potem zbroczon, i wytacza broń ostateczną.
Olifanta zagłady.
Masakratora świadomości.
Tak, tak, znalazła Łejdi argument nie do odparcia, przeważający szalę.
Argument ten chwyta oponenta za sam pierwotny korzeń mózgu, generuje impuls wprawiający w ruch ciąg zdarzeń neuronalno-hormonalnych, jak przewracające się jedna za drugą kostki domina ustawione w rządek, który prowadzi ofiary do celu jak po sznureczku.
A tam czeka spokojnie Łejdi i łapie bezwolne już ciała w stalowe sidła obrządku i obyczaju. Przykuwa żelaznym łańcuchem schematów plemiennych i atawistycznej uległości w obliczu Niewyjaśnionego.
Rzecze bowiem tak:
- Kto powie, że szełi szełi łejdi, ten może modlić się dziś w nocy do mojego świecącego jezuska.

Ha. !!!!!!! I pozamiatane.

Gdyż w dzień poprzedni, na wycieczce do miasta, weszła w posiadanie takowego w sklepie z dewocjonaliami, kiedy reszta młodzieży trwoniła mamonę na lody, "orężady", gofry z bitą śmietaną oraz inne grzechy lekkie i próchnicznogenne.

Jezusek Łejdi ze składu precozjów sakralnych wisiał, jak to Jezuski od wieków czynią, na krzyżu, ale ten akurat miał opanowany taki sprytny fortel, że w ciemności fosforyzował sobie radośnie na zielono - może i nie licując z powagą symbolu, ale za to przyciągając wiernych skuteczniej od niejasnych obietnic raju, sugestywnych opisów mąk piekielnych, a już napewno bardziej od "czytania z listu świętego Gorliwiusza do Cnotliwian".

Obóz Łejdi Szełi momentalnie zapełnił się po brzegi (duża większość grupy).
W zapomnienie poszły własne słowa i przysięgi sprzed minuty, otarto pianę z ust, jednym mrugnięciem powiek zmyto pogardę ze spojrzeń. Szybciutko i sprawnie załatano dziury w plastikach i w wątpiach.
Łejdi z tryjumfującym uśmieszkiem przyjmowała od każdej nawróconej deklarację wiary: "Modertokink śpiewa szełi szełi łejdi" po której pozwalała usiąść jej na swoim łóżku pod Jezuskiem.
Diablę, wychowane na szczęście bez kultu bezrefleksyjnego bałwochwalstwa**, prychnąwszy w duchu pogardliwie, jak zwykle nie powiedziało nic, ale swoje wiedziało. Nie ma co ufać ludziom. Chorągiewki na wietrze. Puch marny.

Nie mówiąc już nawet o tym, że "jezuskowi" też raczej nie o takich wiernych chodziło. I pewnie za życia nie przyszło mu nawet do głowy, że kiedyś inkarnuje w postać plasticzanego, śnieżnobiałego i larwopodobnego zjawiska, objawiającego się nocą pod sufitem (pani pozwoliła powiesić ten olśniewający egzotyk na ścianie) niczym lewitująca poczwarka-albinos emitująca trupiozieloną poświatę prosto z chińskiej fabryczki uranu, a moc zawarta w tej makabresce okaże się silniejsza nawet od potężnej Magii Zachodu i słodkiej melodii słów wypływających z nabłyszczykowanych ust Thomasa Andersa*** (może gdyby Thomas był fluorescencyjny, miałby szansę?)

Czyli niby sukces - ale na bazie przekrętu i hipokryzji... Ludzkość naprawdę ma to wrodzone, czy "tylko" skorupki za młodu nasiąkły? Pewnie jedno i drugie...

A kilka dni później Łejdi Szełi dostała 40 stopni gorączki i przyjechała po nią karetka, aaaa-ha-ha!
Oliwa sprawiedliwa.

..........................................................

* Ciekawe co zrozumiałby współczesny niepolski nastolatek pod pojęciem "łupać słonia" albo "uprażyć słonia w paski" albo "łupać prażonego słonia". Albo "jakiego masz słonia, w paski czy czarnego?" Ach, tyle wspaniałych możliwości.

**Ja wiem, że wy umiecie czytać ze zrozumieniem, ale jakby jednak ktoś do końca nie skumał: nie należy mylić tego z wiarą w cokolwiek.

*** Wiecie że on dalej jest wielką gwiazdą? W Rosji. I Sandra też! :) Ponoć całe stadiony wykupują do ostatniego miejsca, żeby zobaczyć Thomasa lub Sandrę - która wygląda teraz jak spracowana barmanka Gisela z największej mordowni Düsseldorfu na zasłużonej emeryturze, i w niczym nie przypomina tej szupłej trzciny o bujnej grzywie, no ale czas nie stoi w miejscu dla nikogo, co nie. Za to Thomas ze szupłej dziewczynki wyrósł na całkiem wyglądnego faceta.


..........................................................

 
A skoro ten post taki o gwiazdach, to tu proszę, Wielka Niedźwiedzica śle pozdrowionka i mooocne uściski!


 

126 komentarzy:

  1. Ten biedny Jezusek był zamieszany w niejedną ciemną sprawkę. Mojej 8-letniej koleżance się przyśnił i jej powiedział, że my, dziewczynki ze świetlicy, mamy się nie bawić z taką jedną Kingą, bo niedobra jest. Ja tam lubiłam Kingę. Może dlatego nigdy mi się Jezusek nie przyśnił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, zeby on biedny wiedzial, ile ma na sumieniu. I to nie tylko jakies tam dzieciece przepychanki.
      No ale tak chyba zawsze bylo, jest i bedzie, ze w imie religii i ideologii dzieja sie rzeczy zle.

      Usuń
  2. Chipsy, czipsy i inne wynalazki nie były wtedy znane - pestki ze słonecznika były na topie, kupowałyśmy taki zwykły dla gołębi i prażyłyśmy słonia (ale nie w paski) w kuchennym zaciszu:)) pestki z dyni były rarytasem. Młode Tłoki :))) szał na dyskotekach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, w kiosku byl na wage, surowy :)
      Czarny byl lepszy w smaku, ale mial takie denerwujaco male ziarenka, tyle sie trzeba bylo nalupac! Ale byli i tacy co zarli ze skorupkami, i po problemie (przynajmniej na wlocie, bo na wylocie to przy dluzszej konsumpcji, to nie wiem, nie wiem)

      Usuń
    2. Nie ryzykowałam ale skoro skorupki i łupki było kujące przy wlocie więc pewnie nic nie zmieniło się przy wylocie

      Usuń
  3. Diable...może jednak źle określiłaś jednostkę chorobową, bo mizoginia mi do Ciebie absolutnie nie pasuje. :-) Mizantropia? Chociaż przed chwilą u Kaliny wyczytałam, że interesuje Cię mykologia! Ale, jakby co, to chodź bliżej, Pieprzu Cię uściska i pokaże, że baby górą!
    Za płytę MT na czarnym rynku, jedna moja znajoma wywaliła sumę równą pensji swojej matki. A taka jedna Jola, za to, że nie zgodziłyśmy się na jej wersję songu Beaty Kozidrak Co mi Panie Dasz - "trochę mdli jak szarlotka trawa' (my upierałyśmy się przy "z rana") wytargała mi z głowy pół kucyka, a koleżance rozruszała zęba. Wiesz co? Myślę, że ja w dzieciństwie też byłam czasem mizoginem:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano mizantrop, to fakt :))) Ot i kolejny dowód na to, jak sezon wczesnowiosenny robi kisiel z mózgu. Juz poprawilam!

      Mykologia to zacna dziedzina - ale niestety bardziej to ona zainteresowala sie mna, i nie zwaza na to, ze ja odrzucam. Taak uparta baba.

      Ja w "Dmuchawce latawce wiatr" slyszalam "jak porazeni bo sa zmeczeni" i wydawalo mi sie to calkiem naturalne, choc bez sensu :)

      Usuń
    2. Ja słyszałam to samo, i również uważam to nawet do dziś za zupełnie naturalne, czyżby istniała jakaś inna wersja?

      Usuń
    3. Wersja oficjalna, co sprawdzilam dopiero kilka lat temu, bo mi sie przypomnialo, brzmi "bosko zmeczeni".
      W sumie czy to ma wiecej sensu, to nie wiem :-)

      Usuń
    4. moja wersja: boso zmęczeni:p

      Usuń
    5. Jak szli po wertepach tak na boso, to ma pewien sens!

      Usuń
    6. I jeszcze te basetle ze sobą targali, no, na bank zmeczeni byli.

      Usuń
    7. To dopiero jest poezjowość poezji! Jeden tekst, a tyle zrozumień!

      U mnie na kolonii jedna koleżanka z pokoju miała wszy i trochę jej zazdrościłam, bo nie musiała jechać na jakąś nudną wycieczkę, tylko pani higienistka w tym czasie umyła jej głowę najpierw czymś śmierdzącym, a potem swoim zagranicznym szamponem!! Niesprawiedliwość! ;-)

      Usuń
    8. Zagraniczny szampon, uhu hu! To pewnie potem juz przez dlugi, dlugi czas wlosów nie myla, toz to grzech pózniej znowu pokrzywniakiem umyc ;)

      Usuń
  4. A słonia proszę bez prażenia:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. e, no wez! Taki surowy?!

      Usuń
    2. Ja też słonia na surowo :)

      Usuń
  5. Cholera, a ja niby to sam opokolenie, a slonia dopiero zakminilam po komentarzach... jak lupany to moge i taki i taki, ale chyba jednak z wiekiem to preferuje prazony i solony.
    Cheri Cheri Lady (moja siostra wujeczna miala kasete bo kochala sie straszliwie w tej szczuplej dziewczynce ciemnowlosej) przesladowalo mnie przez jedne albo nawet 'dwie' wakacje z rzedu, ktore spedzalysmy mniej lub wiecej razem. Te koncerty ktore dawala na lace za kanalkiem do bogom ducha winego drzew... ech...
    Ale ja Wam stawiam wyzwanie. Kto pamieta takie szlagier jak:
    aszubisu
    ??
    slowa jednej z dziewczynek klasowych do kierowcy autokaru wiozaceg onas na jakas wycieczke: Ma pan Aszubisu?? Niech pan nam pusci Aszubisu!! strasza mnie do dzis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aszubisu laki, laaaki laki laki,
      aszubisu laki laaaa laaaa.
      !!! :D

      Usuń
    2. Brawo dla tej Diably :)

      Usuń
    3. Dziekuje, dziekuje :)
      Agniecha, po ludzku to bylo: I should be so lucky :-) Ale pojecia nie mam, kto to spiewal... nie pamietam.

      Usuń
    4. toż Kyjlie Minogłe!

      Usuń
    5. Yesssss! Repo wygrala bukiet gozdzików! Kajli Minog, ehhh :-)

      Usuń
    6. wolałabym żyrafę w kloszu;)

      Usuń
    7. kilka postów temu była taka propozycja w komentarzach i spodobała mię się.jestem osobiście żyrafą i chętnie zniszczone lico zakryję kloszem.

      Usuń
    8. A! Przez archiwum 2017 jeszcze nie przeszlam, czasu zbrakło. Ale nadrobię!

      Usuń
    9. Phi! Ja od korzeni lecę po Tobie:)

      Usuń
    10. Ja tez od korzeni zaczelam, ale na 2017 stanelam :)
      (Jadwiga w spódnicy wiszaca na nietoperza w samochodzie i uprzejmie informujaca iz nie, nie ma potrzeby odpinac sie i wychodzic, skradla me serce. Przypuszczalnie na wieki)

      Usuń
  6. Od zawsze sluchalam metalu and punk rocka, wiec jakos mi tak umknelo to szalenstwo. Ale ze Sandry sluchaja do dzis, to w szoku jestem, serio. Jezusek tez mi umknal :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez bylam, szczerze, jak sie dowiedzialam :)
      Niemiecka TV ma takie fajne programy o muzyce z dawnych lat, bardzo je lubie. Prowadzi je producent, Niemiec (nazwiska nie pomne) który "produkowal" naprawde wszystko co tylko. Fajny gosciu, opowiada o muzykach i o dawnych czasach, takie opowiesci zza kulis.
      Jak sobie przypomne nazwisko, to dopisze.

      Ale ze ZAWSZE, tak od kolyski? :D

      Usuń
    2. No to skarbnica anegdot musi byc

      Usuń
    3. Tak, dokladnie. I ma multum zdjec ze studia nagran i z back stageu i z imprez po koncertach. Tylko jak kazdy interesujacy program, leci oczywiscie w srodku nocy.

      Usuń
    4. no to smutek :P ale rozumiem, ze jest mnostwo powtorek

      Usuń
    5. Pewnie tak, ale wtedy dl odmiany jestem w pracy :-)
      Jak by sie pamietall, jk sie facet nazyw, moznaby w necie pewnie obejrzec - no ale sie nie pamieta.

      Usuń
    6. Dopiero w domu dojrzałam pytanie końcowe, tak od kołyski, bo rodziciele słuchali :)

      Usuń
    7. Wprowadziłam Ci tu chaos pewien, co do oglądania, czasami taki program wystraczy obejrzeć raz a dobrze i już jest temat na blog :P

      Usuń
    8. Kurczaki, że też sobie nie moge przypomniec, jak on sie nazywa! Denerwuje mnie to!

      Usuń
    9. Ale, ale, jeny, to Twoi rodzice byli prawdziwa "stara data" jak to sie u nas mówiło! WOW! :D

      Usuń
  7. Zupelnie nie kumam czaczy z tym sloniem czy tam slonikiem.
    Jezuska pojmuje, ale na szczescie nigdy mi sie nie przysnil, widocznie od poczatku nie pokladal we mnie wielkich nadziei.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi tez sie nigdy nie snil :)) No ale ja bylam pod tym wzgledem wychowana bez szczególnych nacisków.

      Slonecznik, Star,slonecznik! Czarny albo pasiasty!

      Usuń
    2. No prosze, ja to musi jestem eksponat muzealny skoro slonecznika nie rozkminilam.

      Usuń
    3. Nie chodzilas z kolezankami do tych malutkich kiosków spozywczych kupowac slonia? Na wage sprzedawali, nie na sztuki ;)

      Usuń
  8. Bożena by się jako ten Rejtan rzuciła ratować honor szerilejdi oraz Thomasa, co to żonę Norę miał okropną i taki było cukierkowy w tym, że ah, prawie zgaga.
    Pierwszy rzut oka na niedźwiedzicę wykazał, że ma ona niebieskie afro. Oh well. Trzeba te okulary zacząć nosić :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aha. No i co z tym słoniem? Bo Bożena jak Stardust, nie kuma nicanic :D

      Usuń
    2. No matkobosko, moze u was na pólnocy nie bylo takich zwyczajów - chodzi o slonecznik przeciez!!!
      (No to calkiem wypasione to afro:-)

      Usuń
    3. Nie, spokojnie, Bozenko, ja tez jak ujzalam okiem mem uzbrojonem obrazek niedzwiedzicy, zanim dostrzeglam, ze to niedzwiedzica (w sensie przeczytalam) to mi wyszlo niebieski afro ;)

      Ale ja tez patrzac tem samem okiem, acz nieco mlodszem zamias misia w pidzamce w paski widzialam nieco zapasiona pszczolke i myslalam ze to truten Gucio... ;)

      Tak, ze tego... erm... ekhm...

      Usuń
    4. A ja widzialam plakat, na którym kobieta tańczy z nadnaturalnej wielkości bobrem (rzecznym! Rzeby nie bylo niedomówień). I najgorsze, ze mi sie to nie przewidziało, ktos naprwde stworzył cos takiego jako reklamę festynu miejskiego.

      Usuń
    5. No pardą, ale w żadnym życiu bym nie powiązała słonia ze słonecznikiem, a skubałam często i gęsto, a jeszcze nawykowo plując łupinami w jakieś woreczki, żeby nie śmiecić, co wszystkich dziwiło. Ale kurna, jak można siedzieć na kompoście?!?

      mRufie dziękuje się za asystę :D od razu mi lepiej, jak nie jestem jedyna ślepa. :D

      Usuń
    6. Jezusku swiecący, na jakim kompoście?! Teraz to ja nie rozumiem...

      Usuń
    7. LOL :D
      No na tych wyplutych/wyrzuconych pod nogi łupinkach słonecznika :D Taką kulturę przynajmniej przejawiały ludy północy jedzące słonecznik oraz też młody groszek - środek pożreć, wierzch pod nogi. No to co z tego powstaje, jak nie kompost?>
      Coś ten Jezusek Świecący chyba tutaj trochę promieniuje :D:D:D

      Usuń
    8. Ahaaa! No tak, ma to sens (za to pewnie trawniki dobrze rosly!)

      No wlasnie, promieniuje i oslepia :D

      Usuń
    9. Kompost nawet zgadlam, ale zajelo mi to dluzsza chwile lol i tez przewinalm komcie z nadzieje na odpowiedz, ale w koncu zatrybilo ;). Ja plulam w garsc i szukalam pozniej kosza. zwykle byl taki ztalowy z dziurkami przy kazdej klatce.

      Usuń
    10. u nas byly pancerne, cale zelazne, takie male czolgi o przekroju kwadratowym. Obowiazkowo albo brudnobrazowe albo butelkowozielone.

      Usuń
  9. Jakoś niespecjalnie poważałem Modern Talking, Sandrę, Sabrinę itp. Wolałem Georga Michaela z Wham (wymawiane dokładnie tak jak pisane:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez nie bylam jakos tam specjalnie wniebowzieta, ale niektóre dziewczęta gotowe byly na wiele w obronie idoli. Choc jak widac, wszystko ma swoją cenę :-) szczególnie jak fosforyzuje.

      Usuń
  10. Anonimowy24.4.17

    ależ Ty potrafisz lać wodę, no żeby tyle napisać a prawie nic nie powiedzieć, chylę czoła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Mozna bylo tez jednym zdniem, i byłoby nudno, "drogi" anonimie! Dawno cie tu nie bylo, czemu zawdzieczam ten zaszczyt?

      Usuń
    2. Anonimowy25.4.17

      Ano tak se lazłem i wlazłem se zobaczyć co pomiędzy burakami wyrosło i asz mi słoma z butów zapłonęła ot tych strasznych dziwów. Na szczęście wody było galanta i skończyło się ino na paru bąbelach.

      Usuń
    3. Uwazaj, to moze byc święcona, jak zaraz zaplonie to paaanie, ino iskry a dym siwy pójdzie!

      Usuń
    4. Anonimowy25.4.17

      Nie spodziewam się świnconej wody u istoty z piekła rodem, a iskiery i dym nawet siwy nie są mi straszne.

      Usuń
    5. Toz to najstarszy trick szatanski - robic rzeczy, ktorych nikt sie nie spodziewa, aaaahahaaa!!! :D

      Usuń
    6. Anonimowy26.4.17

      Prawda to.
      Wszak wśród buraków czasami pojawia się niespodziewanie np.: marchew lub jakieś inne warzywo. Sok buraczany wrze wówczas w bulwiastych ciałkach i korzonkach niczym smoła w kadziach piekielnych (przecie podgrzewa je ten sam ogień).

      A z gardeł braci buraczanej wyrywa się jeden wrzask "Ziemia dla buraków! Precz z marchewką, cebulą i ziemniakami!"

      A Diabeł tylko patrzy i śmieje się po cichu aaahahaaa.

      Usuń
    7. A ziemia zagrabiona przez heretyków spłynie posoką buraczaną. Niegodni błagać będą zmiłowania i śmierci szybkiej, która ukojenie przyniesie w tych mrocznych czasach Wojen Buraków...

      Przyśnią mi się,przyśnią mi się wojujące rogate buraki na kopytkach z ogonkami.

      Usuń
    8. Jak walka - to walka, nie ma zmilowania. Do ostatniego w ziemi korzonka.
      Ale to tak ogólnie, bo ja raczej pokojowa jestem ;)

      Usuń
    9. Diabeł pokojowy - gatunek endemiczny, występuje na sofie zimuje na kanapie. Najczęściej spotykany wieczorami. Odżywia się kawą i czerwonym winem oraz strawą intelektualną.

      Usuń
    10. Ale mię rozgryzla, no!!! Tylko jeszcze czekolady ciemnej dopisz.

      Usuń
    11. UWAGA!!! Gatunek drapieżny, poluje na ciemną czekoladę. W razie klęski urodzaju odbiera czekoladę innym gatunkom. Brak naturalnych wrogów. Zaatakowany opryskuje zjadliwą satyrą. Na satyrę Diabła pokojowego jak na razie brak antidotum i szczepionki. Obryzgany poddawany jest kwarantannie ale częściej hospitalizowany w stanie katatonalnym. O!

      Usuń
    12. Az sie sama siebie teraz boje! O_o
      Chyba dzis nie zasne. A jak Borsuk to przeczyta, to nie zasnie juz NIGDY, buaaa-ha-haaa!!!

      Usuń
    13. A kysz maro buraczana! Ja nie zasnę po takim śmiechu.

      Usuń
    14. Śniły mi się wampiry.

      Usuń
    15. No to tez krwistoczerwono :D
      Z tym ze buraczki niby dobrze robia na krew, a wampiry wrecz przeciwnie.

      Usuń
  11. Zaraz, zaraz, Modern Talking NA PEWNO śpiewało: Yamaha!
    A jako kolekcjonerka figurek Matki Boskiej z plastiku z odkręcaną główką( także fluorescencyjnych) wypraszam sobie szydzenie z religii i jej atrybutów, wszak do modlitwy nic tak nie zachęca jak świecący Jezusek:p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS. ja słuchałam a-ha i oni to się dopiero zestarzeli, ze ho ho!

      Usuń
    2. Jeeeej! Mialas taka butelke fluorescencyjna!? Wow!:-)
      Ja widzialam tylko standardowe...

      Zacheca, a jakze, sama wlsnie wtedy na wlasne oczy widzialam :)

      A-ha to nawet po latach kupilam jedno cd, z sentymetu!

      Usuń
    3. ja nie miałam- JA MAM! tudzież kilkanaście w kolorach hm..tęczowych.

      Usuń
    4. :D
      Toz taka kolekcja do muzeum sie nadaje!

      Usuń
    5. pośmiertnie udostępnię naszemu rozmodlonemu społeczeństwu;)

      Usuń
    6. Oj, uwazaj, jeszcze dostąpisz zaszczytu beatyfikacji!

      Usuń
    7. Buk broń! Niegodnam.I nie świecę.

      Usuń
    8. Nie świecisz... no, to faktycznie zmniejsza znacznie szansę. (chyba że wewnętrznym blaskiem ;)

      Usuń
  12. Wychodzi na to, ze "prawdę" można kupić, a przynajmniej zachęcić do kupna.
    To mi zabiłaś ćwieka z tym słoniem! Nie mam pojęcia o co chodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Santa Madonna, no slonecznik!!! :)))
      Nie mówiliscie na niego "słon"?

      Usuń
    2. Ahaaaaaaaaa! Nie, nie mówiliśmy, bo jakoś nie przepadałam za łuskaniem, w moim dzieciństwie wystąpiły co najwyżej pojedyncze epizody, zatem żadna ksywka nie powstała.

      Usuń
    3. U nas sie łupało grupowo, indywidualnie, w duetach i kwartetach, prywatnie i "w gosciach" pod szkola i pod kosciolem :D
      Czyli wszedzie i powszechnie. Biedne panie sprzataczki...

      Usuń
  13. To ciekawa historia. Byłam dzieckiem nie kolonialnym co dziwi bo jestem z czasów kiedy takie atrakcje zakłady pracy zapewniały za darmochę. Widzę, że ominęło mnie sporo sytuacji, które mogłam z sentymentem wspominać. Choć z drugiej strony zaangażowanie społeczne u mnie na poziomie Diablim więc chyba bym się nie sprawdziła.
    A z tym słoniem to zaczaiłam dopiero po komentarzach, ja dzieciństwo na północy spędziłam.
    A w czasach Młodych Tłoków kochałam się w Marku Piekarczyku.
    Swoją drogą ciekawe to były czasy kiedy wystarczyło błysnąć plastikowym Jezuskiem i zostać gwiazdą. Myślę o wieku błyskających. W zeszłe wakacje byliśmy świadkami jak wycieczka szkolna obległa sklepik z dewocjonaliami a największą estymą cieszył się różaniec z fosforyzujących paciorków. Oczywiście był to bonus czysto teoretyczny w dzień, bo trzeba było zaczekać do zmroku aby zażyć iluminacji. Lub zanurkować pod odzienie właściciela, ale to był upalny dzień i była bieda z okryciami wierzchnimi.
    Gadżety z poświatą nie wychodzą z mody, trzeba mieć tylko odpowiednią ilość lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gadzety z poswiata zawsze sa w cenie, jasne, teraz widze znowu duzo dzieci w butach ze swiatelkami w podeszwach. Zaczely sie jak moje dziecko bylo wzglednie male, potem jakos zniknely, a teraz przezywaja renesans - nawet kolorków im dodali!

      Usuń
    2. A swoją drogą, Twoja historia udowadnia, że religia to opium dla mas. Ogłupi każdego nawet niewrażliwego na chemiczne zapachy, multi-długopisy i historyjki z gumy Donald.

      Usuń
    3. Ja sie nie dalam w to wciagnac. Zostalam na swoim, swieckim i bezboznym lózku!

      Usuń
    4. Nie wątpiłam w Twoją niezłomność. Miałam na myśli masy, które oślepione ewangelizacją Łejdi Szełi, porzuciło swoje przekonania i wolało "uwierzyć" głuchemu niż własnym percepcjom.

      Usuń
    5. :) No, tak to wlasnie niestety z powodzeniem funkcjonuje u sporej ilosci ludzi. Wcale nie dwunastoletnich.

      Usuń
    6. No dla starszych mas może Jezusek nie wystarczyć. Ale sądząc po niektórych (masach) niewiele więcej trzeba.

      Usuń
    7. Niepokojaco niewiele.

      Usuń
    8. Anonimowy29.4.17

      Kiedyś na wycieczce w Tajlandi widzialem tysiące kobiet i mężczyzn całującuch posągi grubego faceta siedzącego w kucki z głupkowatym uśmiechem na okrągłej twarzy. Mamrotali przy tym coś pod nosem. Ale miałem ubaw. Opium dla mas? - może masz rację, że byli na prochach :))))

      Usuń
    9. Po takim całusie to na pewno odlot zaliczali.

      Usuń
    10. Anonimowy2.5.17

      a wiesz nigdy o tym nie pomyślałem w ten sposób ... może to była hala odlotów tubylczego lotniska, którego hasłem reklamowym było "Podróż za jeden całus". W naszym kraju (PL) też można korzystać z takich paralotnisk. Największe są w Licheniu, Częstochowie, Warszawie. Centrala jest w Toruniu. I wciąź powstają nowe. Jednym słowem biznes się kręci ... :)

      Usuń
    11. I wtedy będzie wiadomo kto naprawdę uwierzył. Bo niedowiarki zaliczą co najmniej lądowanie bez podwozia. Taka selekcja naturalna.
      A z tych prawdziwie wierzących utworzy się legiony walczące o wolność demokracji wg reguły Wszechdyrektora Całuśnych Linii Lotniczych (CLL).
      Gorzej jak wszyscy spadną albo co gorsze nikt nie przyjdzie pocałować.

      Usuń
  14. Bardzo lubię Twoje gawędy. Ta jest również bardzo plastyczna. Wszystko widzę jak na dłoni, Jezuska świecącego nie wyłączając. I rozumiem, że On musiał wygrać. Kiedy miałem 5 lat zamykałem się w szafie z budzikiem, żeby rozkoszować się zieloną fluorescencją jego wskazówek. A kiedy miałem lat 6 spieraliśmy się z chłopakami w przedszkolu (nie było jeszcze zerówek) o tekst Przyjedź mamo na przysięgę. Problematycznym było, czy zaproszenie "wysłał szef", czy "wisłał szef". Nie wiem, skąd pomysł, że wisłał, ale brzmi szlachetniej, prawda?

    Trzy tygodnie milczenia? Prawda-li to?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ove, ja tego Jezuska do dzis widze :) jak tak lewituje w ciemnosciach, a spod sciany dochodzi dzwiek zbiorowej modlitwy poboznych kolezanek. No bo spac to sie przy tym nie dalo.

      No, byly takie budziki, tak! Mialy we wskazówki wbudowany takie waskie ale dlugie owalne plytki, i one swiecily.

      Prawda szczera, w tych mlodszych klasach nigdy z nikim nie rozmawialam, no chyba ze ktos sie o cos zapytal.
      Raz bylam ku mojemu szczesciu na koloniach z moja kolezanka z dziecinstwa (jej rodzice nie pracowali w "naszym" zakladzie, wiec wymagalo to pewnie niezlych podchodów) i wtedy to oczywiscie bylo super :D
      I raz na obozie sportowym w Czechach, tam tez sie o dziwo troszeczke ozywilam.

      Usuń
    2. Anonimowy29.4.17

      to ty miałaś jakieś problemy emocjonalne skoro byłaś taka nieśmiała. i przeszło samo?

      Usuń
    3. Popłakałam się ze śmiechu "wisłał"szef:pppppppp

      Usuń
  15. bo małe grzechy Jezusek karze od razu, no ale z tymi 40^C to przesadził jednak, w końcu to nie Mały Diabeł go w tych fosforach na krzyżu wymyślił! swoja droga jestem ciekawa, jak Jezusek załatwił, tego co go tak wymyślił ... hmmmm ... Thomasa widziałam nawet w oryginale, nie śpiewającego bron buk i sosna, ale w knajpie, w Koblencji, bo tam sobie mieszkał wtedy, no i swoja droga, mimo tego, iż wysypki na odwłoku dostawałam gdy ktoś, gdzieś zapuścił Modern Talking lub jakiegoś Hasselhoffa, to jednak człowiek wiedział kto zacz, sile rażenia maja okropnie wielko! :)))

    z czasów dzieciństwa i młodzieży pamiętam, ze w wakacje bywałam w domu jedynie, aby wymienić odzienie z brudnego, na czyste i zaraz jechać na następny obóz czy kolonie, gdzie oczywiście byłam słońcem, a cala reszta krążyła wokół mnie, jak planety, jako swoisty rekord uważam, ze jako trzynastolatka, będąc na obozie ZSMP (Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej), do którego to ZSMP nie miałam prawa, z racji wieku należeć, bo można było dopiero od piętnastego lub szesnastego roku życia, no ale matka pracowała za to w telewizji, wiec problemów nie było z usadowieniem mnie tam, mało tego, żeby poszerzyć grono planet, napisałam do matki list, ze żreć nam tu gorzej, jak ona swojemu psu dajo, no i matka przyjechała wraz z ekipa, robić reportaż o głodzeniu socjalistycznej młodzieży, a ze nas tam bardzo dobrze karmili co sama stwierdziła, teoria była, ze ktoś się dowiedział o ich nalocie i ugotowali dobre ;))) no ale nie to było moim rekordem, a to, za jeszcze przed przyjazdem ekipy TV osiemnastolatki się pobiły o to, która bardzie nalezy do moich planet :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To bylas Marga na calkowicie przeciwnym biegunie niz ja :-)
      U nas podobno mozna zobaczyc Dietera, bo tu pomieszkuje niedaleko, ale jeszcze nie bylo mi dane. Ale jakos przezyje ;)

      Usuń
    2. w zamian na starość robię się wycofana i doczekać samotni w Portugalii nie mogę ;)))

      faktycznie pomieszkuje tam, bardzo Ci współczuję takiego wyrzeczenia :D

      Usuń
    3. Moze jeszcze kiedys uda mi sie dojrzec jego usmiech olsniewajacy snieznobialy oraz ócz jego chabry... moze, moze...!

      A samotni w Portugalii to Ci sie wcale nie dziwie, ja bym byla zwarta, czujna, spakowana i gotowa od momentu podpisania umowy kupna ;)

      Usuń
    4. walizeczkę, mam nadzieje, dalej masz zapakowana ;)

      Usuń
  16. Z Giselą poczyniłaś opis doskonały - wyguglowałam dzisiejszą Sandrę i faktycznie! Gisela wykapana :D
    Nie wiem, na czym to polega, ale w Dieterach i Thomasach bardziej się dziś orientuję, niż pacholęciem będąc. Nawet film "Dieter" mam na płycie, co nie wiem, czy nie jest szczytem obciachu, ale ja tam uznaję niektóre fragmenty za całkiem zabawne ;)
    Czy te jezuski są jeszcze gdzieś do kupienia? Bo pojawił mi się w głowie projekt mało artystyczny, żeby sobie nimi chałupę oblepić (od zewnątrz, ma się rozumieć). Różnymi wielkościami i kształtami. Podejrzewam, że to lepsze od alarmu antywłamaniowego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Jezusku na elewacji... to dopiero wizja. Lewitujące nocami larwy w zielonkawej poświacie. Pielgrzymki będą się zjeżdżały.

      Usuń
    2. Dokladnie, Zeroerha, spokój od wlamywaczy to moze ebdziesz miala - ale od rozmodloonej gawiedzi nie :)
      A nawet istnieje powazne ryzyko, ze kazdy bedzie chcial wziac na pamiatke jeden splachetek tynku, jeden okruch elewacji - i w mig po chalupie!

      Ale wiesz, ze wtedy to ja tez nie wiedzialam jak oni sie nazywaja z nazwiska, tylko Modertokink. Dopiero tu w Niemcach ich poznalam, no bo Dieter to jest wszedzie w Jury w programach typu "Mam talent" czy inych Spiewam sobie a ty sluchaj, i w reklamach oczywiscie. Wiec jego to od razu skojarzylam z Modertokink jak zamieszkalam tutaj.
      A Thomasa to zobaczylam po raz pierwszy od mlodosci dopiero niedawno w sumie, bo on tak nie stoi na swieczniku tutaj jak Dieter.
      W sumie fajne takie "spotkania" po latach :)))

      Usuń
    3. Fajne, fajne do momentu w którym uświadomisz sobie ile to już lat minęło.

      Usuń
    4. No to widac po szczuplej dziewczynce ciemnowlosej, z której nagle zrobil sie Herr Thomas. I po Sandrze tez, nawet w sumie dobitniej.
      Ale i tak fajnie!

      Usuń
    5. Spotkania sentymentalne po latach stanowczo przedkładam ponad ówczesne zachwyty ;)
      Co do tej świętej elewacji, to chyba mnie przekonałyście, ale zostawię sobie w głowie wizję tego wieczorno-nocnego widoku (i powidoku) i będę się w nim napawać od czasu do czasu. Przekonała mnie ewentualność nadmiernej obecności rozmodlonej gawiedzi w ogródku. Jeszcze by mi trawę podeptali, barbarzyńcy!

      Usuń
    6. Zawsze mozesz oblepic sobie pokoje od wewnatrz - tez ponetna opcja.

      Usuń
    7. Anonimowy27.4.17

      Widziałem też takich świecących Buddów. Też można by nimi np. oczko w ogrodzie obłożyć. Gawiedź buddyjska zaczęłaby setkami napływać. To by było zajefajne też, co?

      Usuń
    8. Zeroerha, jedno jest pewne - skopią wam ogródek, gruntownie!

      Usuń
  17. Ja pamiętam, że oprócz śpiewów i zbierania zdjęć to jeszcze fryzury były w temacie. Na Trojanowską, na Limahla i tak dalej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednej naszej kolezance ta limahlowska fryzura wychodzila jakos tak naturalnie, sama z siebie (w sensie ta forma, nie ze same sie jej rozjasnialy na górze), jeeessu jak jej wszyscy zazdroscili!

      Usuń
    2. Miałam wtedy takie fajne buraczane ( Diable! ) w kolorze botki. I spódnicę z 10 falban. I włosy na Limahla, ale chciałam na Nenę.

      Usuń
    3. Ja tez mialam buraczane, zimowe, nie pomne czy to byly marki Relax czy podobne jakies - ale buraczane!
      Natomiast nie mialam "plastików" bo najmniejszy produkowany rozmiar byl 36, a moje haniebnie male stopy nijak nie chcialy rosnac... W Relaksach czy innych pelnych butach mozna bylo wypchac wata, ale azurowe plastiki odpadaly (doslownie nawet, z nóg;) Bylo to powodem mojego WIELKIEGO smutku.

      Usuń
    4. Eee, to Bożenka miała gorzej, bo jej plastików nie chciała kupić MAMA. To dopiero dramat, co? Bo się stopa zapoci i będzie grzybica. A w kaloszach na grzybach to trzeba było chodzić jakoś...

      Usuń
    5. :))
      Mi mama nie odmawiala takiej jednej bluzki, co to wzystkie kolezanki mialy, z napisem Ibiza. Tez byl dramat!

      Usuń

Dawaj.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...