poniedziałek, 5 listopada 2018

Wielki Bzzzu. Prawie-elegia o melancholijnej musze. Oraz kot, duuużo kota.

Rachu-ciachu i po Halloween. Szkoda. Uwielbiam cały ten klimat, wystrój, dynie, czaszki, czarownice, czarne koty. 
No i przynajmniej raz można kupić tonę słodyczy bez żadnych dziwnych spojrzeń że "Ona to wszystko zje?!" 
(a zje, zje, co ma nie zjeść)
Nawet czarownicę Sabrinę na Netflixie wciągnęłam - myślałam że to jest jakaś bajka dla nastolatków o miłości w stylu tych tam wampirów Zmierzchu świecących w słońcu brokatem, a tu się okazało, że całkiem fajna opowiastka w wiedźmowatym klimacie, ciotka Hilda - the best one! I optycznie po prostu bardzo ładnie, a jak lubię jak jest ładnie. Scena w kuchni zawalonej cytrynami przerabianymi na przetwory - aaach, mogłabym tam zamieszkać, w tej kuchni, na krześle!
Żadne wielkie kino - lekko ale fajnie i z odrobiną czarnego humoru.

.......................................

Orzechy włoskie z drzewa na naszym podwórku, zazwyczaj pilnie wynoszone przez wiewiórki, sroki i wrony, w tym sezonie padły łupem dwóch sąsiadek. Po wielkiej wichurze poszły z siatami pod drzewo i wyniosły po 100 kilo - tylko po co to nie wiem, bo najeść to się tym nie da, trzeba chyba ze 2 kilo nałupać żeby cokolwiek uzyskać. No ale tak to już jest z ludźmi, że jak coś jest za darmo, to trzeba brać. 
(Co wie każdy, kto kiedykolwiek wystawiał coś na targach. Zniknie nawet twoje prywatne jabłko, nieopatrznie położone na stoliku)
Chyba że orzechówkę będą pędzić, przekonamy się.

.......................................

Oraz mamy w domu muchę. Pojawiła się jakiś tydzień temu, dawno po zniknięciu całego rodu muszego (czy ród muszy zapada w sen zimowy czy po prostu przechodzi do muszej krainy wiecznych łowów, to nie wiem, ale w każdym razie dawno już zniknął)
No a ta lata i lata, samotna taka. Ostatni Mohikanin muszego świata. 
Całkiem inaczej się patrzy na taką pojedyńczą, spóźnioną muchę - w lecie rój much to po prostu rój much. Denerwujące, wkurzające, włażące wszędzie gdzie się da stworzenia. A taka jedyna, samotna, skupia nagle na sobie całą uwagę, zmusza do obserwacji, staje się postacią dramatyczną!

Po kilku dniach zachciałam tego niedobitka jakoś nazwać, bo jednak spędzamy tyle czasu razem. Niech będzie dalej w konwencji indiańskiej, niech będzie Wielki Bzzzu.

Wielki Bzzzu jest melancholikiem. Lata powoli, bezgłośnie i apatycznie, nie tak wściekle jak to czynią muchy w lecie, w ogóle nie traci się go z oczu jak mozolnie przebija się przez bezbrzeżną pustkę pokoju. 
Kręci smętne ósemki jak na zwolnionym filmie. Siada na oknie i patrzy tęsknym wzrokiem we mgłę na zewnątrz, czy może widać gdzieś na prerii horyzoncie jakichś współplemieńców. Macha tymi maleńkimi rączkami "Tu jestem, tu! Czekam!"
Cichutko i skromnie pożywia się na plamce zaschniętego sosu w kuchni. 
W łazience spędza długie godziny, zagubiony wsród odbić w kafelkach, niczym wsród duchów przodków. 
W środę miałam wolny dzień, i razem obejrzeliśmy "Maniac" - na ekranie telewizora mały Wielki Bzzzu błądził w dymie papierosowym doktor Fujity, grzał się na jej maleńkiej czarce herbaty, ckliwie gładził emitowany przez pixele blask jej okularów. 

Do nas, żywych ludzi, się nie zbliża. Porusza się po marginesach naszego mieszkania, nie wchodząc nikomu w drogę. Jakby go już prawie nie było, jakby przeczuwał muszą zagładę, koniec muszej epoki. 
Markotnie, cichutko, boczkiem. Z rezygnacją. 
Mnie natomiast bolał ząb, co może poniekąd tłumaczy to lekkie elegijne zabarwienie obserwacji owada. Ale wisi już nad nim (nad zębem) termin u dentysty, jutro. Ma trwać godzinę. Ten pierwszy raz, bo potem jeszcze dwa terminy. Miejcie mnie w opiece, duchy Mohikan, żeby mi szczęka nie odpadła i żeby pan doktor miał super fajne znieczulające dragi. 

A dla tych, co nie zaglądają na Instagrama, mam tu moją opowiastkę o kocie i dyni. Powstała w ramach Inktober (challenge rysunkowy), czyli jeden rysunek dziennie przez cały październik z finałem w Halloween - ale jako że wszelkie siły wszechświata uparły się ostatnio na urozmaicanie mojego życia swoim do niego wkładem, to dałam radę tylko 20.



Voilà: le Kot et la Dynia!

Nie ufam tej dyni. Lepiej bede jej strzegl!
(nie wiadomo przeciez, co jej do tego lba kostropatego moze strzelic,nie?)


Ha! Mam cie! Nawet nie próbuje teraz uciekac. Nawet nie próbuj.
(no bez szans jest)


Nawet nie drgnij! Ja tu ciagle jestem!
(nie, nie ty, mala myszo. Z tym futrzatym dziwakiem to ty tu jestes calkiem bezpieczna, on ma inne cele)


Obserwuje! Mówilem! Ciagle cie obserwuje.
(nie ma wuja we wsi, nie uciekniesz)



Aha! Próbowalas uciec jak nie patrzylem! Sprytnie dynio, sprytnie. Ale NIE DOSC sprytnie!


OK, dobra. Nie zebys byla moim przyjacielem, nie nie, ale dzisiaj jest nudno. Chcesz sie pobawic? Nie? Hmmm....
(jak mozna nie chciec myszy wypchanej kocia trawka?! cos tu jest naprawde nie tak)


Ej, dynia! Czemu sie przestalas ruszac? Spisz?


Moze jestes chora? Albo glodna? Chcesz cos wrzucic?
Swieza, z zeszlego tygodnia.


EEEEEEJ! Ty mnie slyszysz w ogóle?! Chce sie bawic ty gópia pomaranczowa [paro posladków]


No dobra, ty przerosniety kartoflu! Jak ty sie nie chcesz bawic, to ja tez nie chce!
(no szantaz pierwszej klasy, doprawdy)


Nuuuudnooooo.....


Ej, dynia! A chcesz, zawolam ci moich sluzacych, chcesz?
Nie? Hmmm...
Bo mam dwóch czlowieków, wiesz. Odkad bylem kociatkiem.


A moze masz problem z brzuszkiem, co? Musisz wypluc klaczek? Nie wstydz sie, wypluj to cholerstwo, mówie ci! Dawaj, dawaj!
(porady specjalisty)


Ej, dynia! A moze pobawimy sie na dworze, w ogrodzie?
Nie? Hmmm...
Ale w sumie rozumiem, no. Mokre, zimne lapki, nie? Brrrr!!!! Tez tego nie cierpie.
(przechodzimy do omawiania wspólnych problemów? To chyba juz wyrazne wiezy jakies sie nam tu wytworzyly)


No ale teraz serio, co jest z toba nie tak? Nie ruszasz sie, nie mówisz, nawet nie jesz!!! Odmawiasz zabawy moja mysza, wypchana kocia trawka, bro!
(Bardzo sie caly czas staram nie brac tego osobiscie, wierz mi)



Emmm... sluchaj... Nie chce byc niegrzeczny, ale... Czy jest mozliwe ze ty jestes... yyy... nie tak calkiem zywy? Albo tak jakos... no wiesz, wcale i calkiem niezywy? Moze? Co?


OK, spójrzmy w oczy faktom. Ten kolo tutaj nawet mnie nie slyszy. Przez 3 tygodnie gadalem do niezywej dyni. To jakas zenada jest przeciez. Jak moja sluzba mogla do tego dopuscic?!!!
Grrrr! Moja zemsta bedzie bolesna i bezlitosna!


Oho, o wilku mowa. Tak, zabierzcie go, zdrajcy. Ukorzcie sie, na kolanach, i moze zabije was SZYBKO. Moze.
(rozjuszyli bestie - beda srogie konsekwencje)


A to co k... kostki wolowej?! Woooow! Ej, to ty jestes zombi?! Czemu mi nie powiedziales od razu?! Ale zarabiscie! Mega hyper super duper zarabiscie!




Bo teraz, mój przyjacielu, zawladniemy swiatem!!! Z twoim wygladem i moja nieporównywalnie szczwana inteligencja, ohhhh! Na kosci Wielkiego Cthuhlu, przejmujemy ten swiat, czlowieki!!!!
Bua-ha-haaaaaaa!!!!


KONIEC.


Nie wiem czy ostatecznie udało się tej arcyprzebiegłej szajce przejąć władzę, tutaj w kazdym razie nic za bardzo nie widać... (ale może to część planu) A jak u was? 

P.S. Dziękuję serdecznie wszystkim pocieszycielom z ostatniego razu. Naprawdę, zrobiło mi się cieplej, miękcej, i pachniało czekoladą. Serio.
Jesteście najlepsi ♥


~(*♥*)~

59 komentarzy:

  1. Anonimowy5.11.18

    Czytam i podziwiam od dawna , niestety zgubiłam tożsamość , więc spróbuję anonimowo (jeśli się uda bo u Rybeńki nie mogę).
    Szajka wymiata , poczekaj, z taką intelygencją plan jest może szeroko zakrojony i potrzebuje czasu do pełnego wdrożenia ; a wtedy wszystko może się wydarzyć ....
    Oj , jak nie lubię tego "za darmo to biorę" czy potrzeba czy nie. No i żeby tak biednym zwierzątkom sprzed nosa orzechy zakosić , fuj .
    Pozdrawiam serdecznie czekając niecierpliwie na kolejne rewelacyjne rysunki ;)
    ajda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mi nagle sie pomyslalo: a co gdyby nasze zycie, to codzienne - z dziecmi, praca, rodzina itd - bylo takim blogiem, albo gra, do której co rano po przebudzeniu musielibysmy sie logowac? I pewnego dnia sie budzisz i nie pamietasz hasla!!! I tkwisz w jakiejs szarej, pustej kabinie sypialnej z podajnikiem kawy i zywnosci i usilujesz sobie przypomniec to haslo... Borze iglasty, to by bylo straszne.
      No, takze ten, jesli chodzi tylko o internetowa tozsamosc, to pól biedy chyba :)

      Orzechy tak wiewiórom wyniesc pelnymi siatami to zaiste brzydki postepek. Ja rozumiem wziasc sobie kilka. Ale one mialy naprawde po 100 kilo.

      A co do kociego planu - no wlasnie. Tez mysle, ze taka nieprzecietna inteligencja nie odniesie porazki, trzeby tylko poczekac.

      Usuń
  2. No to taaaka kocia historia. Pięknie. A bystry taki ten kiciul, że pozazdrościć.
    A zorzechów będzie orzechówka. Na 100%!
    Cieszę się, że wyszłas z dziury. Ja jeszcze tam przyklejona jestem do dna, czy cóś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyszlam jak wyszlam - moze nie calkiem, ale wystawilam glowe, a to juz duzo! Czego i Tobie zycze. Ale nogi jeszcze przyklejone do dna, ciagna w dól. (pewnie znasz ten stan)
      Jak taki zajac - najmniejszy ruch czy dzwiek i od razu mam ochote wlezc do tej dziury zpowrotem. Co prawda nie rozwiazuje to zadnych problemów, ale za to jest cicho i cieplo. Takze tak...

      Kot - no a jak. Szczwana bestia.

      Usuń
  3. Anonimowy5.11.18

    a więc się ujarałaś jednak, skoro takie tasiemcowe filmy z czarnym kotem i martwą dynią zapodajesz od rana... ujarałaś się jak nic i dobrze.
    a ten kot mojego kota Mańka przypomina, który rozmowy i walki z wydawaniem dzwięków toczy z ...dywanami. Myślisz, że i on jara??
    tu Teatralna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Ten film z kotem zaczelam na poczatku pazdziernika i trwal caly miesiac, i jedyny stymulant w przeciagu tego miesiaca to byla butelka wina Colombier Vert. I chrupki, duzo chrupków (choc NIE kocich)

      Z dywanami, woow! Drzyjcie, dywany swiata!

      Usuń
  4. Para Twojego Mohikanina pelznie u mnie poprzez płytki w łazience w klebach pary. Ostatnimi siłami tak pelznie już trzeci dzien cholerka!
    W zeszłym roku sąsiad mojej byłej prawie tesciowej- matka byłego konkubenta- wystawił przed płot kilka choinek z napisem : proszę brać! Teściowa, zmusiwszy wnuczke do pomocy, przyciągnęła do domu wszystkie chojaki w liczbie 5. Na pytanie pi co odparła niefrasobliwie: nie wiem po co, ale były.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No patrz, tyle setek kilometrów ich dzieli, tragiczny los muszy!

      Ehh... wlasnie. Nie wiem po co, ale wezme. I potem pewnie wywale.

      Usuń
  5. Kilka lat temu odwiedzila nas mucha i nawet to udokumentowalam notka, prosze bardzo:
    https://bezodwrotu.blogspot.com/2011/06/mucha.html

    Bardzo mi sie podoba to kumpelstwo kota z dynia:)) Ty to masz pomysly!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hy hy :))) Ale ta wasza to taka bardziej zywotna, nasz Bzzzu to spokojny melancholik, wiec nie przeszkadza zbytnio. Ale widzisz, mam takie same odczucia jak Ty - taka pojedyncza mucha to nagle prawie jak zwierze domowe, nie da sie go tak zamordowac z zimna krwia. To prawie jak ukrecic lebek chomikowi.

      Kot z dynia moze sie i podobac - TERAZ. Ale poczekaj, az wciela w zycie swój plan, wtedy to nie wiadomo jaki los przypadnie czlowiekom...

      Usuń
    2. Fakt, nasza byla zywotna i przemieszczala sie jak odrzutowiec:) troche nam zajelo czasu zeby sie wyleczyc z tego zeza rozbieznego:)))

      Kotow to ja sie w ogole panicznie boje, jak bys nie wiedziala to czestuje ta wiadomoscia teraz:)) ale jeszcze chyba psychicznie nie jest ze mna tak zle, ze nie uciekam z krzykiem od monitora jak widze kota, nawet zdjecie takiego zywego kotecka. 90% ludnosci ziemi zachwyca sie koteckami, a ja dostaje wysypki alergicznej na sama mysl o kotecku. Slodki kotecek w moim slowniku to martwy kotecek:))))

      Usuń
    3. Pamiętam, pamiętam jak szlas do lekarza chyba i za szklanymi drzwiami na lądzie (kontuarze) siedział kot :)

      A Bzzzu jeszcze dzisiaj nie widziałam - CZYŻBY TO JUŻ?!

      Usuń
    4. Aaa z koteckiem mialam jeszcze jedna przygode lata wczesniej jak wylazlam z kapieli i prawie nago tanczylam mu przed szklanymi drzwiami na patio. Ja go chcialam wystraszyc a on skubaniec myslal, ze ja sie z nim bawie:)))

      Usuń
    5. No nie mow!!!! Cza bylo jednak Bzzzu zlapac i wypuscic... a nie tak pozwolic na powolna smierc z glodu... ech bedzie mial Dialbu na sumieniu tego Bzzzu;/

      Usuń
    6. Uważał że jesteś bardzo zabawna ;))

      Oooo, na pewno nie z głodu, na pewno nie. Latanie ze scierą po chałupie stanowczo nie jest moim hobby, więc miał się czym pożywic. Albo śpi gdzieś, albo wykitował że starości albo z tęsknoty za plemieniem.

      Usuń
    7. taaaa beszczelnie sie cieszyl, az sie wkurwilam i odeszlam, wtedy on sie chyba obrazil bo tez odszedl:)

      Z ta smiercia glodowa to jakas mocna przesada jest, bo nawet jak ja "ludz" stwierdzam, ze "nie ma nic do jedzenia" to taki "much" sie wyzywi. Kiedys trafily nam sie muszki-owocowki i lataly jak zwariowane. Wspanialy wygooglal sposob, ktory polegal na pozostawieniu na blacie szafki kuchennej malego naczynia z octem. One mialy tam ponoc zbawione zapachem tego octu sie topic.
      Zastawil te sidla i czekalismy na rezultat:))
      Ocet wyparowywal, z muszki lataly jeszcze szybciej niz wczesniej. Doszlismy do wniosku, ze one sie tym octem jaraly:))

      Usuń
    8. No jak przestalas to jasne że poszedł - Ty dalej siedzisz w teatrze jak się spektakl skończył?

      Na owocówki nie działa nic. Oprócz odkurzacza skierowanego prosto w rój.
      #bezlitosci
      Tego octu to sobie pewnie podpisy i się potem obijaly o meble na zakrętach :)

      Usuń
  6. Mój mąż układa puzzle. Co ładniejsze, nakleja i wieszamy w domku na jakiś czas. Ale on układa dalej i nakleja. Wiec te, co powiszą, trza wyrzucić..szkoda. Ale ostatnio wpadł na pomysł. Jak jedziemy do mojej siostry do Warszawy, bierzemy je i stawiamy koło śmietnika przy jej bloku na Mokotowie. Giną w ciągu godziny :-) A niech ktoś jeszcze się pocieszy :-)
    Właśnie wczoraj skończyłam Sabrinę, podobne mam odczucia. Bardzo fajny wizualnie. W takim domku bym mieszkała :-)
    Muszę kupić moim kotom Dynię, myślę, że lepiej by zarządziły światem niż my. Fajnie, że wylazłaś z Krainy Cienia :-) Nie jest dobrze za długo tam przebywać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No w sumie fakt - biorac pod uwage obecnych prezydentów i premierów (and Co.) niektórych krajów, niewykluczone ze koty zrobilyby lepsza robote. Nawet jakby psy zalozyly opozycje.

      Z cienia wylazlam powiedzmy glowa, do szyji. Dzisiejsza perspektywa wiercenia korzenia (z zapaleniem) u dentysty nie za bardzo pozwala na razie wylezc bardziej.

      A zauwazylas jak ciotka Zelda pewnego dnia czytala poranna gazete po japonsku? Fajne to bylo tez :)

      Ciekawe czy ktos te puzzle rozkleja zeby je sobie od nowa poskladac?

      Usuń
    2. Widziałam gazetę:-) A zauważyłaś, że w klimacie Sabrina podobna do Totalnej magii, tego filmu z Bullock Sandrą i Nicole Kidman?
      Koty by zjadły psy na śniadanie :-)
      Puzzle to nie wiem, bo klej polimerowy, nie da się łatwo :-)
      Jak wyjdziesz od dentysty, to będziesz się czuła jak Herkules :-) trzymaj ten stan!

      Usuń
    3. Chyba tego nie widzialam - albo widzialam 100 lat temu, a ja bardzo szybko zapominam filmy. Ale to bardzo dobry pomysl na spedzenie dzisiejszego wieczoru po dentyscie, wiec dzieki! :)
      Herkules mówisz, heh... no zobaczymy.

      Usuń
  7. Ooo świetnie, że humorek powrócił!!:) Pomogła szarlotka i czekoladowo-czekoladowe. Koteł z panią Dynią groźny duet. On jako zakochany mleczczyzna zrobi dla niej wszystko. Pozornie był oziębły ale wyszło szydło z worka. Jej szalone pomysły na podbój świata to jak w tej bajce " Pinki i Mózg ". Też lubię Halloween. Nawet zrobiłam z siebie zombie, makijaż, dyszeć nie musiałam nawet za bardzo, bo ciocia Astma robi swoje. Córczę moję nie chciało makijażu. Nie to nie przez łaski. Za to pobiegłam do znajomej fryzjerki. He, he,he... dostałam cukierki. Była kupa śmiechu. I jeszcze poszłam do spożywczego też dostałam gratisa. Wielki Bzuuu ja wolę takie niż spotkanie z 8-nogiem a tego bydła do mnie złazi. Chyba któryś sąsiad hoduje na złość mnie. Aha, jakby zabrakło czekolady to daj znać. Pracuję w sklepie możemy zamówić nawet całą Euro paletę, jak mało to nawet 2 . Jutro powiem Ci ile to tabliczek.( na noc do pracy błeee) Hi,hi,hi... pozdro Jupatak

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bylas zombie??? łaaaa, ale fajnie! :)))
      8-nogi jeszcze w tym sezonie nie przylazly. Na razie, bo cieplo na dworze. Kto wie co bedzie pózniej.

      Czekolaaaada, ehh... znasz ta?
      https://www.lindt.de/produkte/marken/creation/creation-haselnuss-de-luxe-feinherb/
      Boska jest!

      Usuń
    2. Mlem :))) Jeszcze nie ale poszukam. Widzę, że jesteś koneserem!!! Super! Ja też uważam że Lindt jest najlepsza!!! Nauczyłam moją córkę iż niema jak Lindt. Zawsze muszę kupić 2 tabliczki. Jedna moja druga jej no oczywiście dzielimy się uczciwie z babcią.

      Usuń
    3. Jupatak7.11.18

      A jeszcze czeko to najlepiej smakuje o 12 o północy jak wracam z pracy i już leżę we w łóżeczku. Co tam zęby. Jak wypadną to załatwię sztuczną szczękę.

      Usuń
    4. Oho! Widze przechodzi to u was mocno w rodowej linii zenskiej :)))

      A mi najbardziej smakuje popoludniem / wczesnym wieczorem. Ty, patrz, to nawet sa rózne indywidualne pory na czekolade! :D

      Lindt ogólnie nie jest moja ulubiona marka, tylko ta jedna mi smakuje (ale za to jest boska!) Moja ulubiona to mala firma z Berlina, Rausch Schokolade. Omatkoicórko, jakie oni maja pysznosci, jak one PACHNA !!!! Jak sie aksamitnie rozplywaja w ustach, i bez tego lekko kwasnego smaku, który ma Lindt wlasnie, i który mi przeszkadza. I tabliczki 70-75% maja pyszne (bo ja tylko ciemna jem) i tez praliny. Niestety, niestesy, nie wyprodukowali do tej pory ciemnej z orzechami. Ale moze kiedys!

      Usuń
    5. Jupatak7.11.18

      Aaa... zazdroszczę Ci takiego luksusu czekoladowego. Ja lubię mleczną chociaż na "stare" lata to i smak mi się zmienia, gdyż polubiłam deserową lub gorzką z kandyzowaną skórką pomarańczową lub cytrynową. Kiedyś nie cierpiałam. A dziecko swoje zepsułam:( Jak chciało się mieć święty spokój to trzeba było pokazać jej kawałek czekolady lub lizaka i na jakiś czas szła bawić się sama. A teraz to jak ten koteł zaczepia ( mimo już na-stu lat). :))

      Usuń
    6. Jupatak8.11.18

      Jak byś była ciekawa to na palecie euro mieści się ciut ponad 190 kartonów w każdym 60 sztuk po 100g. Czyli Jest to jakieś 11400 tabliczek. Taki niewielki zapasik.

      Usuń
    7. !!!!! :)
      11400 to od tej chwili moja ulubiona liczba :)))

      Usuń
    8. Jupatak9.11.18

      Dziękuję Ci za podpowiedź o takiej pysznej czekoladzie :* Moja mamcia zachwycona kazała koniecznie po stokroć dziękować. Powiedziała jedno zdanie: Ten diabeł to wie jak namówić do grzechu. :)) Ja też tak uważam. Pyszota. Mniam, mniam,mniam...

      Usuń
    9. :)))
      Nawet nie wiesz jak mnie to cieszy! Takim dobrem się trzeba dzielić, a jak.
      Pozdrawiam szanowną mamcie serdecznie!

      Usuń
    10. A że kuszenie - NO HALO! Taki zawód, z powołania ;)

      Usuń
  8. Matulciu, jak tyś opisała żywot tej muchy, aż mi się takiej muchy zachciało, nazwałabym ją Stefan i dokarmiała miodkiem na kapslu. No ale jak się ma trzy koty w domu, to żadna mucha nie ma szans. Nawet biedronka nie przetrwa, dziś moja kita zjadła jedną i nie porzygała się ja należy po biedronce - mutant nie kot. Może dla tego, że ma jedno oko i nie wiedziałam że to biedronka. A jak nie wie, że po biedronkach się rzyga to nie żygła:)
    No i w końcu ktoś mi wyjaśnił co jest Inktober...
    Pozdrawiam i lecę szukać Cię na insta:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz ze ja każde zwierzątko (zywe5albo namalowane) mam ochotę nazwać Stefan? Też tak masz?
      Po biedronce się rzyga? Nie wiedziałam. No ale w sumie nigdy nie jadłam, więc. :)

      A do Insta masz skrót po prawej stronie na górze bloga. Zapraszam serdecznie, tam o wieeeeele więcej rysunków niż tu!

      Usuń
    2. Wiesz biedronka wydziela taką żółtą ciecz jak się ją zdrażni, ta ciesz jest toksyczna bardzo gorzką i wywołuje odruch wymiotny jak ropucha. Chodzi o to żeby jej nie jeść. A to chrząszcz, a chrząszcze lubią bażanty. I jak taki bażanci kurczak chodzi i żarcia szuka to patrzy a tu ładny chrząszcz, czerwony/żółty w kropki. Mniam i hyc do dzioba. Wtedy czuje gorycz i zyga i już do końca życia wie, że takie czerwone/żółte w kropki nie są do jedzenia, są blee i ich unika.
      Tia, Stefany rządzą:) Już mam Cię na insta i zapraszam do siebie, bo się wkręcam i można popatrzeć na moje "dzieła":) Pozdrawiam serdecznie. Uwielbiam gotowane buraki, tak na marginesie.

      Usuń
    3. Gorzkie sa, to fakt. Nie zebym lizala, czy jadla, ale jak sie za dzieciaka lapalo biedronki i potem niechcaco polizalo reke czy palec tam gdzie biedronka "nasikala" (tak mówilismy :) to bylo gorzkie.

      No, Stefan to takie poczciwe imie, nazwalam tak od razu moje pierwsze rysowane zwierzatko (lis Stefan) i w ogóle wszystkie bym najchetniej nazwala Stefan.
      Buraaaaki, yes, z zasmazana cebulka!

      Usuń
    4. Mam pytanie, jak umieścić odnośnik do Swojego Instagrama na bogu? Której opcji użyć, bo się nieco pogubiłam.
      Też w identyczny sposób poznałam smak biedronki:)

      Usuń
    5. Musisz iść na Layout, potem Dodaj Gadget i z listy gadżetów wybierasz Obrazek (czy jak tam to w polskiej wersji jest) i później Ci wyskoczą opcje czy chcesz do tego obrazka przypisać jakiś link. No to dajesz link do konta na Insta i jest :)

      Usuń
    6. Aaaaa, no widzę że masz dodane obrazki o kotach - no to tak samo tylko z przypisanym linkiem.

      Usuń
    7. O widzisz, a ja szukałam coś o linkach i stronach, a tu obrazek. Dzięki.

      Usuń
  9. padły łupem legalnym czy nielegalnym?
    te orzechy?
    stary ten orzech ewidemą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Legalnym (pomijajac prawa wiewiórek) bo to orzech na podwórku naszym blokowym.
      A stary jak swiat, no. Duzo ma orzechów ale malutkie.

      Usuń
  10. Cudne są te Twoje rysunki, ojej, piękne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już dawno bym coś nabyła, ale kurczę, nie mogę się zdecydować!!!!

      Usuń
    2. Od przybytku głowa boli, powiadają ...

      Usuń
  11. jak to się u nas mawia obśmiałam się jak norka (a może nornica ? hmm) w każdym razie bosssski komiks no leżę. Najbardziej poruszył mnie obrazek nudno :D ale Ci się to pięknie udało ... no zachwyconam !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ten etap, kiedy przyszła koza do woza. Niezlomny koci upór legł w gruzach...

      Usuń
  12. Kot i dynia. Doskonałe połączenie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kot też tak uważa. Aczkolwiek dalej czekam na ziszczenie się tego ich szczwanego planu...

      Usuń
  13. Dyniowy kotmiks! Przenajwspanialszy (powtarzam za kozą Ireną)!

    A ten, jeśli Twój Wielki Bzzzu nadal markotny i tęskni za współplemieńcami, to ja Wam ich mogę z pół słoika wysłać. Bo odkąd małżonek zaczął regularnie palić w piecu, to różne takie creepy crawlies powyłaziły spod podłogi. A w kotłowni zimą zawsze lata przynajmniej jeden motyl. O, i w samochodzie jest jedna mucha. Jak się wsiada, to jej nie ma, ale po około dwudziestu minutach, gdy temperatura w kabinie osiągnie przyjemne 20 stopni, to mucha szaleje z radości ("Znowu wiosna!") i włazi mi do oka ("Widzisz? Widzisz? Wiosna! No otwórz to oko, bo nic nie widzisz!") oraz do nosa ("Czujesz? Czujesz ten wiosenny aromat rozgrzanego plastiku i starej choinki zapachowej?!"). Tę wariatkę z samochodu to Ci wyślę priorytetem, bo już mnie naprawdę wkur... No, czuję przesyt tego jej entuzjazmu, bo ja się znajduję na totalnie odmiennym poziomie energii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kotmiks! :))) No cudne slowotwórstwo

      A mały Wielki Bzzzu odszedł do muszej krainy wiecznych łowów (łowów na zepsute owoce i rozlane soki?) No normalnie napisałam o nim a on bach! Kopnął w kalendarz. Chociaż ciała nie znalazłam, to może jeszcze jak ta wasza samochodowa mucha, wyskoczy nagle z szafki albo znienacka. Niby slabiutki taki był i niemrawy, ale kto wie, jak odeśpi to się może okazać królem muszego parkietu (czy sufitu właściwie). Jak zacznie kręcić ósemki to przeciągu w chałupie szyby w oknach powybija!

      Usuń
  14. Niedawno goście chodzili wzdłuż ścian mojego mieszkania, podziwiając całą galerię.
    Na pytanie "Kto to rysował?" odpowiedziałam bez zastanowienia "Diabeł!" i dopiero po chwili zrozumiałam, że to trzeba jednak wyjaśnić.
    Ściskam Diabła i całuję w różki. K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ejjj, ale zabrzmiało dobrze, dobre wejście! :)

      Usuń
  15. u mnie w domostwie głównie mieszka się w kuchni, a orzechówkę Dyable to się robi z zielonych orzechów jeszcze mięciutkich, bo ja robię, w kuchni tejże wzmiankowanej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To czeste zjawisko, to mieszkanie w kuchni :) Cos w tym jest - tam gdzie jedzenie i ogien tam serce jaskini!

      No rzeczywiscie, przeciez, racje masz! Z zielonych! Wylecialo mi kompletnie z tego rogatego lba. No to nie wiem, po co im tyle tego bylo. A wiewiórki beda glodne :(

      Usuń
    2. gdyż ludziom potrzeba jest często więcej, do po prostu mania, zauważyłam, że niby zal zostawić, gdyż się zmarnuje, gdyż zwierzyna oraz w ostateczności gleba nie są w pojęciu społecznym - "czynnikami zubażającymi nasze". bywają ludzie zdziwieni, że zostawiamy część jabłek na drzewach, bo to przecież się zmarnuje i na nic tłumaczenie, że w piwnicy też się w końcu zmarnuje, gdyż nie przejadamy wszystkiego

      Usuń
    3. "a sok?" a soku tez mamy od ciorta :D
      fakt, że nalewki jakoś się nigdy nie marnują hm... zaskakujące, może dlatego, że spiryt może długo leżeć :D

      Usuń
    4. Tak tak, na pewno dlatego :D

      "Czynnikiem zubażającym nasze" to jest najbardziej sąsiad. Sąsiad nie może mieć więcej / lepiej, należy temu przeciwdziałać z bezgranicznie poświęceniem. Nawet jeśli to bez sensu. (w sensie: nawet jeśli nie potrzebujemy tony jabłek i nowej zmywarki z hejnałem i kukułką)
      Tak. :)

      Usuń

Dawaj.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...