środa, 22 lutego 2017

Nowinki ze świata astrologii, telekomunikacji i bankowości oraz ukryte funkcje Instagrama.


Co prawda losowo wybrany z kopy kartofel, posadzony (!) przy komputerze i wyposażony w telefon, wykazałby się w mig lepszą znajomością tych tematów, niż ja - ale nie będziemy wdawać się w szczegóły :D


Zacznijmy od początku. Małe Diablę było dzieckiem-dzikiem. Grzecznym w miarę, (śmiem twierdzić, z tego co pamiętam) ale dzikiem. Niewychylającym się i nielubącym zwracać na siebie uwagi.

Na przykład w przedszkolu, na szychcie Złej Pani, która mówiła, a raczej krzyczała do dzieci po nazwiskach, nie pisnęło ni słówka jak zwaliło się z krzesełka, na które wspięło się, żeby ściągnąć z wysokiej półki książeczkę, przyrżnęło nasadą nosa w kant metalowego kosza na śmieci, zobaczyło ciemność, rozbłyskującą w niej wielką gwiazdę (serio, jak w kreskówkach) a potem była już tylko ciemność, i straszliwie straszliwy strach, że tak zostanie już na zawsze. Leżało po prostu w tej ciemności i przerażeniu na podłodze tak, jak na nią padło, między koszem a przewróconym krzesełkiem, tuląc książeczkę, i tak trwało sparaliżowane jakieś dwa tysiące lat, czyli pewnie ze 3 minuty. (Pani się nie zainteresowała, ciemność w końcu minęła, Diablę wstało, siadło na krzesełku i oddało się "lekturze" ilustracji. Krwi nie było.)


[Właśnie sobie uświadomiłam, że tak: Zła Pani miała na imię Kasia, najbardziej znielubiana przeze mnie dziewczynka w grupie też miała na imię Kasia, i moja najlepsza - a właściwie jedyna - przyjaciółka z dzieciństwa też miała na imię Kasia. Hmm. Pozdrawiam wszystkie Kasie :) ]

 
Wysyłane regularnie do sąsiadów po gatezę czy inną szklankę mąki małe Diabelstwo najpierw stało 5 minut pod drzwiami trzęsąc się ze strachu, potem w końcu pukało z nadzieją, że nikogo nie ma w domu, ale oczywiście był, i otwierał te drzwi, i wtedy Ogoniaste musiało z zaciśniętego z przerażenia gardła wytarmosić przekaz werbalny, co powodowało jedynie totalne zacięcie się na pierwszej głosce i zacisk szczęk godny krokodyla.

I sporo mi tego zostało do dzisiaj: jeżeli da się uniknąć rozmowy z obcą osobą, to unikam. Obojętnie, osobiście czy telefonicznie. Telefonicznie to nawet jeszcze gorzej, bo nigdy nie wiem jak się mam zachować i co mówic, jeśli ta druga osoba objawia mi się tylko jako głos z pudełka. Nawet jak jest to Borsuk. Tak, nie potrafię rozmawiać przez telefon nawet z kimś, z kim przebywam codziennie od ponad 20 lat.
Przypadek beznadziejny.

 
Więc kiedy ostatnio zepsuł mi się telefon, a zepsuł się mimo prób reanimacji całkiem i na śmierć, i musiałam kupić nowy (do tej pory miałam zawsze jakieś "dziedziczne" po rodzinie i znajomych królika, ale teraz akurat żadnego nie było do dyspozycji) to naprawdę, naprawdę dawno nie było mi tak żal wydanych pieniędzy ;) Ile farbek mogłabym za to mieć! Ile bloków pięknego papieru!
A nie jakiegoś tam Hujawuja 8.

 
Chociaż w sklepie i tak było trochę zabawnie. No bo niby jak ja mam wybrać jeden telefon z tych wszystkich upchanych na półkach, skoro się na tym zupełnie nie znam. Równie dobrze mogłabym wybierać rakietę na kolejną misję Apollo.

- To którą bierzemy, pani inżynier Diabeł? Oto szczegółowe specyfikacje techniczne, kosztorysy i plany.
- Tą czerwoną, z tym fajnym okrągłym okienkiem. Tylko proszę jeszcze koniecznie namalować z boku Supermana, albo paszczę rekina!

 
No. To tak samo z telefonem jest u mnie. Borsuk powiedział, że skoro nie chcę wydawać za dużo pieniędzy, to mam sobie obejrzeć te tańsze Huaiweie.
No to idę wzdłuż półki i oglądam.
Hmm.
Wszystkie wyglądają identycznie.
Na jednych Android 5, na innych 5.1, albo 6. Jakieś EMUI. Aha. Mhm. Tak, tak.
"Obejrzyj W ŚRODKU, moronie" - mówi Borsuk łagodnie, jak do wariata mówić należy - "Włącz sobie i pooglądaj." I oddalił się między regały z jakimiś zabawkami dla chłopców.

Żeby zachować choć resztki dobrego wizerunku w borsuczych oczach, włączam, klikam na folder ze zdjęciami (no bo na co tu innego kliknąć?) i udaję że "oglądam".
Same zdjęcia sklepowych półek plus kilka niebanalnych autoportretów w stylu "Aparat fotograficzny pozostawiony w ramach eksperymentu w stadzie pawianów".
Jeden pawian zezujący w obiektyw nieproporcjonalnie wielkim lewym okiem i ogromnym nosem ma brązową, kosmatą czapę w kształcie wiaderka i ondulację w identycznym kolorze, optycznie stapiającą się z czapą w litą, kuriozalną całość. Ondulacja jest tak trwała, że zapewne przetrwa nie tylko najbliższe miesiące, ale i po kilkunastu stuleciach będzie jeszcze niejednego archeologa grzebiącego w cmentyrzyskach wprawiać w zdumienie i podziw dla kunsztu fryzjerskiego prymitywnych plemion XXI wieku.
Chichotam z cicha.
Nie mam pojęcia, co obejrzeć poza tą galerią.
Zezuję na faceta obok. Stoi tu odkąd weszliśmy do sklepu, czyli jakieś 10 minut, z jednym telefonem w ręku i ciągle coś w nim ogląda właśnie, ale tak profesjonalnie, wiecie, a nie amatorsko jak ja. Klika i klika, wchodzi w trzewia systemu, grzebie Androidowi we flaczkach, pomrukuje, wzdycha, chrumka. Co on tam tak długo ogląda?! Myślę sobie. Co można w ogóle oglądać w "pustym" telefonie?

Wołam panią sprzedawczynię, i wyrażam chęć kupna telefonu Huaiwei o 3 euro droższego od najtańszego (Zachowajmy choć pozory, że to świadomy wybór)
Pani szuka po szafkach, szuka, szuka - nie ma, wszystkie wyszły.

No więc wzięłam ten najtańszy. Można nim dzwonić, zainstalować whats'ap i robić zdjęcia, a mi więcej naprawdę nie trzeba.



A ostatnio akurat usłyszałam w telewizji, że trzeba młodych ludzi uświadamiać w kwestii konsekwencji, jakie niesie ze sobą branie kredytów. Bo wielu z nich nie kuma, że je spłacać trzeba, a jak nie spłacasz, to rosną odsetki. I wypowiadała się jedna studentka. Że ona, jak to studentka, taka biedna jest, i że jak musiała kupić telefon, to naprawdę musiała na raty go wziąść, bo nie była przecież w stanie jednorazowo wyciągnać z portfela 500 (!!!) euro.

Eeee.... Yhym. No tak.

Pani studentce dedykuję obrazek Barana oraz, a nawet przede wszystkim, (równo)Wagi.
(Nie mam nic przeciwko temu, że ktoś kupuje sobie telefon nawet i za milion euro - jeśli ten milion ma)



 

 

 

 

 




 
 
 
 

 

 

 

 

 

 

A Pies w Swetrze pragnęła ujrzeć Koziorożca - oto i on zatem:
 

 

 

 

 

 

 

 


Aha, te takie dziwne napisy naokoło to nazwy gwiazd w tych gwiazdozbiorach, a nie że rzucam na was urok, co nie :}

 

p.s. Rozważam: czy zainstalowanie na telefonie aplikacji Insta sprawi, że przynajmniej będę częściej odpalać ten telefon - żeby zrobić zdjęcie, a jak już go odpalę, to przy okazji niejako samo się sprawdzi, czy ktoś do mnie dzwonił / pisał i uniknę w ten sposób tego "Znowu nigdy nie odbierasz!" Czy jednak nie sprawi? Hmm. No i czy ja napewno potrzebuje Insta? Hmmm, hmmm....

51 komentarzy:

  1. Diable. Zaczynam się rozglądać po pokoju i szukać zainstalowanych kamer.
    Czy to już nie za wiele, opisywać MOJE przygody jako swoje?! A gdzie prawa autorskie, gdzie zwykły, diabelski honor?!
    No i co, że nie zorientowałam się, że pan pokazał mi trzy różne telefony do wyboru, a ja myślałam, że to wszystko taki sam?! I że pan poznał, jakiego typu jest mój stary telefon, tylko patrząc na niego, a ja podejrzewałam, że oszukuje?! I że pan spytał mnie, czy znam pin do telefonu, powiedziałam, że znam, on wyjął baterię bo chciał coś sprawdzić, poprosił mnie o pin, a ja powiedziałam, że znam, bo jest przecież zapisany na lodówce...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pfff! Kochana, ja pin znam NA PAMIEC!!! (dobra ta kamerka, mozna fajnie zoomowac na lodówke. P.S. Termin przydatnosci smietany uplynal 3 tygodnie temu)

      Ja jak ten stary oddalam do naprawy, w nadzieji ze go jednak reanimuja, to podalam zly typ :)))) Pan mnie poprawil, spogladajac spod byka.

      Usuń
    2. Kalina )))))))))))) sie ubawiłam )))))) a nie możesz zrobic pina z daty, która zapamiętasz ;)

      Usuń
    3. Ale wtedy trzeba pamietac, z której daty go zrobilas - czyto byly moje urodziny, a moze córki, a moze rocznica jakas )))

      Usuń
  2. Jak odpalisz, to mnie znajdź Diable ukochany :)

    Kocham twoje gwiazdozbiory :) a na telefonach się nie znam, więc pewnie przeglądałabym tak długo telefon, aż Paddy by zdecydował. Chociaż on ma taki właśnie z jednym przyciskiem do wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego zdecydowalam sie niejako nie decydujac :)))
      Po prostu wzielam ten telefon co kosztowal jedna skromna stówke i juz.
      I tylko nadal mnie trawi mysl, co tem koles obok mnie tam tak szukal...

      Odnajde Cie, o ukochana, odnajde! ;)

      Usuń
    2. A może udawał, że szuka, może top był detektyw sklepowy :P hehe

      Usuń
    3. :)) Moze byc! I przez telefon sterowal dronem podgladajacym podejrzanych!

      Usuń
  3. Dziękuję za koziorożca, bo w Twoim wydaniu jest śliczny. Choć w wydaniu astralnym to nie bardzo - taki mało foremny i mało koziorożcowaty. Starożytni to jednak mieli tę wyobraźnię przestrzenną ;)
    Miałam właśnie zamieścić na blogasku zdjęcia mojego kompleciku - czapy jak wiaderko + komina. (Czapa podszyta polarkiem zgodnie z Twoją sugestią, a kominek zrobiony wedle wytycznych Buby) Selfie sobie nawet strzeliłam! A Ty mi piszesz, że widziałaś! Że w jakimś obcym telefonie Hujawuj (piękna nazwa! biorę jak własną!) oglądałaś moją facjatę w moim wiaderku! Boszsz! Totalna inwigilacja - czyżby mój srajfon rozsyłał co bardziej pokraczne moje fotki po świecie?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E no wez, on ma taka klate wypakowana, ten koziorozec! Przynajmniej tak to sobie wyobrazam - uchwycony w skoku, z rogami dumnie wzniesionymi do góry, jedynie konczyn starozytni nie uwzglednili.
      Ale te ich rzezby co stoja w muzejach to tez czesto bez konczyn sa, nie. To moze mieli taka tendencje.

      Hy hy, czapke sobie zaraz zobacze :)
      (Bunt srajfonów, staraja sie przejac wladze nad planeta!!!)

      Usuń
  4. kiedyś to było wszystko łatwiejsze, kontakt był tylko z tymi w promieniu krzyku i zawsze można się było wywinąć bólem gardła i dla unaocznienia to gardło zawinąć albo łaskawość poczty polskiej dowoziła lub niedowoziła słowa polecone jej troskliwej pieczy i można też było na tę łaskawość zrzucić winę, że się z łask wypadło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wlasnie! A teraz to mozna jedynie ratowac sie wymówka ze "Ale tam nie bylo sieci" - ale jedynie pod warunkiem, ze przebywalismy akurat na rubiezach cywilizacji.

      Usuń
    2. lub w moim domu. y, no tak, to są rubieże cywilizacji jednak! ale jemy nożem i widelcem. czasami. jak ludzie patrzą. obcy. :]

      Usuń
    3. Nozem i widelcem, o jasna panienko, to cywilizowane macie te rubieze! Siadacie tez do kolacji w strojach wieczorowych? :D
      Mi sie to zdarza chyba tylko w restauracjach... Ten nóz znaczy, nie strój wieczorowy, bo takowy to mialam ostatnio na sobie chyba na studniówce. Tak, mojej ;P

      Wychodzi, ze jeszcze wiekszy ze mnie dzik niz to opisalam...

      Usuń
  5. Wybierania telefonu nie lubię, ale korzystanie z dobrego sprzętu to inna bajka.
    Ja też zazwyczaj dziedziczę telefon po synu, ale zawsze mam super sprzęt, bo moja latorośl lubi najnowsze nowości i niespecjalnie przywiązuje się do posiadanych wcześniej.
    A gwiazdkowy skorpion będzie? Taki całkiem niejadowity - zresztą na drugie ma Niedźwiadek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to Ty zaawansowana jestes :) Ja przez 7 czy 8 lat ostatniego telefonu mialam w nim pare zdjec i nic ponadto. Bo cokolwiek tam "wsadze" to potem i tak nie potrafie znalezc, wiec nie ma to sensu...

      "O, zono, dusza ma pelna niedzwiadków!" wolal Macbeth do swej Lady :)))
      Niedzwiadek juz byl, tylko zapomnialam zrobic zdjecie i polecial juz w szczypce jednej Skorpionicy.

      Usuń
    2. Buuu!!!😭😪😢💔

      Usuń
    3. A wyświetliły Ci się ikonki w Twoim nowym smartfonie?

      Usuń
    4. Ja właśnie siedzę jak mysz pod miotłą, bo nie wiem, czy mogę się pochwalić. Jeśli tak, to chwalę się: TAK!!!! SKORPION JEST U MNIE!!!!!! I TO OD DAWNA!!!!!!!!!!!Teraz możecie mi, wszystkie Skorpiony zazdrościć! A wiem, że nas tu sporo.


      A co do dzikości, Diable. Pamiętam, jak mnie wysłali po coś do sklepiku, miałam kilka lat i nie wystawałam głową ponad wąską ladę przed okienkiem. I tak mnie wszyscy mijali, mijali, kupowali, a ja się bałam odezwać. W końcu przyszła po mnie mama, bo się zdenerwowała, że tak długo mnie nie ma i zrobiła coś strasznego - wyzwała ich, to znaczy mnie się wydawało, że wyzywa, a ona powiedziała w zasadzie tylko to, czy nikt nie widzi, że tu dziecko stoi?! Pamiętam wtedy to uczucie, chciałam się rozpłynąć i naprawdę przestać istnieć.

      Z biegiem czasu wymyśliłam na to sposób - udaję odważną. Wszyscy dają się nabrać, a ja w środku dalej mam to co miałam, to nie do wykorzenienia. Może dlatego mam Nokię i to nawet bez Snake'a, bo eza nowoczesny...

      Usuń
    5. Teraz sobie uświadomiłam, że milczenie w kwestii Skorpiona od Ciebie (i poprzednimi dziełami, bo mam pinakotekę przecież) to dokładnie to samo jak stanie pod ladą i pod czyimiś drzwiami,też miałam dokładnie te same rozterki, o których z Zeroerha mówicie... Chyba nie wyrosnę z tego :)

      Usuń
    6. To zrób zdjęcie i podeślij autorce - niech zamieści następnym razem. Ja, odważny Skorpion (zawsze w przedszkolu i dalej w pierwszej parze krakowiaka, recytacje itp) natychmiast proszę, ale grzecznie i z kulturom. Da się?

      Usuń
    7. Bo, ale jakie ikonki? Te placzace? Wyswietlily, ale nie w smartfonie bo z kompa tutaj wchodze zawsze :)
      Z telefona nie lubie. Obrazki tylko na behance poogladam, ale zeby pisac cos, to mi sie nie chce.

      Skorpion, to "A wiem, że nas tu sporo" - matkobosko, w gniezdzie skorpionów siedze?!
      Pod drzwiami sasiadów tez stalas? :)))

      Usuń
    8. Te łzawe i złamanoserdeczne. Ja wchodzę prawie wyłącznie z telefonu, wygodnie i szybko.
      Na gniazdo spójrz z drugiej strony. To także cieplutka gawra może być🐻♏
      A skorpion jest groźny tylko dla tych, którzy mu na odwłok nadepną (a że to ich ostatnie nadepnięcie to już inna sprawa).

      Usuń
    9. Cieplutka gawra skorpionów, no od razu mi lepiej :-)
      Uważać mi proszę z tymi kolcami, ogonami nie machać za bardzo!

      Usuń
  6. Tak strasznie mi się te Twoje akwarele podobają, że aż staje się to powoli podejrzane, bo cały czas że śliczne, że pięknie, no już sama siebie słuchać nie mogę ;) Ale cóż zrobić, uwielbiam :D
    Dzieckiem (już nie w takiej kołysce) miałam trochę podobnie. Jak mnie po coś do kogoś wysyłali, to godzinę stałam pod drzwiami, zanim się zdecydowałam zapukać, potem drugą godzinę, żeby czekać aż otworzą, bo to niegrzecznie pukać dwa razy przecież, a jeszcze pomyślą że ich poganiam... I tak dalej.
    Zdarzało mi się wracać z niczym, wiec wysyłali, barbarzyńcy ponownie... ech ;)
    A potem się pozmieniało, sama nie wiem kiedy.
    A do kupna telefonów, to sorry, ale tylko amazon :D

    PS. Instagrama to chyba teraz nawet TRZEBA mieć. Nie wiem, jak mogłaś do tej pory gotować, jeść i piec bez instagrama ;)
    A tak na poważnie, to nie wiem, czy tylko ja tak mam, ale strasznie nudzą mnie te wszystkie foty na instagramie. Bo są takie... takie same. Czasem szukam jakiegoś pomysłu na meble albo coś do uszycia, i po pięćdziesięciu identycznych zdjęciach (pochodzących od różnych ludzi) dostaję permanentego deja vu.
    Więc Diable, pakuj się na instagrama jak najbardziej i bądź pierwszą osobą, której profil oglądać będę z przyjemnością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje Ci bardzo, stajesz sie tak jakby chyba fanka ;) Gdzie ja bym jeszcze 2 lata temu pomyslala, ze cos takiego moze nastapic!
      Nawet nie wiesz jak ja sie ciesze, ze wy tu wszyscy jestescie i podzielacie moje fiksacje :)))

      Oooo, umiesz szyc?! Bardzo przydatna umiejetnosc! Co do zdjec na ten temat, to nie wiem, nie znam sie, ale wnetrzarskie sa rzeczywiscie czasem identyczne, jeden zgapia od drugiego mam wrazenie. Klony.
      A ilosc zdjec jest nieogarnialna, i dlatego tak sobie rozwazam, czy aby napewno jeszcze Diabel tam potrzebny... Zainstaluje chyba tego Appsa i zobacze czy mi "podchodzi" obsluga.

      Usuń
    2. INSTA-DIABEŁ, INSTA-DIABEŁ!
      Dawaj, dawaj. Tu nie ma co się zastanawiać. Bożena będzie miała więcej okazji do cieszenia oka, a w obecnej sytuacji zdrowotnej jest to wielce wskazane. Wszak chorych na katar należy wspierać troskliwie.

      Usuń
    3. Katar! Uuuu, ciezko! Powazna sprawa.

      Dziekuje Sekretariatowi serdecznie za aplauz, ale wlasnie kwestia jest, czy bede miala CZYM te oka cieszyc :)) Spróbuje w kazdym razie rozprawic sie z tym problemem.

      Usuń
  7. Juz od pieluchy geba mi sie nie zamykala, gadalam do wszystkich a nawet do wszystkiego jak juz wszyscy uciekli z zasiegu mojego glosu.
    I tak mi zostalo.
    Telefon to moj wrog, albo moze nie tak, w kazdym razie nie dokladnie wrog.
    Owszem telefon sluzy do gadania, juz te esesmany wysylane mnie wkurwiaja, bo ilez szybciej mozna pogadac niz stukac w te durne literki, no ale jak juz koniecznie musze to potrafie przelknac esesmana.
    Poza tym nic wiecej nie lubie miec na telefonie, zadne appsy, zadne zdjecia, do zdjec jest aparat fotograficzny, serio nikt ni nie wmowi, ze zdjecie nawet z najlepszego telefonu jest lepsze albo chociaz rownorzedne to tego z aparatu.
    W zwiazku z powyzszym zupelnie sie nie znam na telefonach, ten kretynski "smartphone" zanabylam tylko dlatego, ze innych juz nie sprzedawali.
    A zanabylam Juniorem, bo to on jest w takich momentach niezastapiony, nawet Wspanialemu nie wierze tak jak Juniorowi:)))
    A moze dlatego, ze Wspanialemu moge marudzic do usranej smierci, Junior mnie zna jak zly szelag i nie pozwala pitolic bez sensu "ten kupujesz" i juz jest po dyskusji. Nawet jak bym chciala zadac niby madre pytanie (bo na pewno nie madre) to Junior powie "mamo, ja znam twoje mozliwosci, ten i nic wiecej".
    Przy ostatnim zakupie laptopa nawet Wspanialy zawiazal koalicje z Juniorem, bo juz nie dawal rady wysluchiwac mojego biadolenia na przemian z cielecym zachwytem nad niczym:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, tak po prawdzie, to ja nawet nie wiem jaka wlasciwie jest róznica miedzy tymi za stówke, a tymi za 6 stówek... No bo chyba jakas jest?
      Chyba ;)
      Z appsów to mam slowniki, o, przypomnialo mi sie. Przydaja sie na urlopach. No i whats app oczywiscie. Wiecej nie ogarniam i nie mam nawet ochoty. Przypuszczam ze wykorzystuje pamiec moich telefonów w jakichs 5 procentach :))

      Usuń
    2. Ależ Stardust, jak to nie ma!
      Z powodu, że lubię telefony "z klapką" i nie są potrzebne mi funkcje smartfona, nabyłam ostatnio takie coś, z tym że za trzy eurodyszki, o popatrz:
      https://www.amazon.de/dp/B01N8VKKXT/ref=sr_1_5?ie=UTF8&qid=1487877575&sr=8-5&keywords=Alcatel+2012G
      I jestem całkowicie zadowolona!! Lekki, łatwy i przyjemny, a bateria trzyma o wiele dłużej ode mnie ;)

      Usuń
    3. A to fakt, u nas tez sa takie. Ale może w nowoczesnej Hameryce nie ma - nikt by nie kupil bo sie wstyd pokazac na dzielni... Co, Star, jak to jest?

      Usuń
    4. Ale ja nie kupowalam przez Amazon tylko w sklepie i serio nie bylo tych z klapka, same glupie smartphony:)))

      Usuń
    5. U nas zawsze są takie w jednym kąciku, razem z tymi dla seniorów, co maja takie wielkie guziczki :)
      Afrykanie kupują je czesto po 3-4 sztuki jak jest promocja po 10-15 euro, i potem wysylają do rodziny do Afryki, tam juz są takie sprytne uslugi wszelkiego rodzaju dostepne przez takie wlasnie zwykle telefony na guziczki, ze wlasciwie mozna zrobic wszystko: wziac maly kredyt z banku, zamówic porady lekarskie, zagrac w totka, pobierac instrukcje i lekcje na najrózniejsze tematy - wszystko za pomocą kodów jakichs takich liczbowych. Czary-mary normalnie.

      Usuń
  8. Wyszły, co za szkoda, jak kochają to wrócą, tak mówią... Podobno.
    A słowo planeta oznacza z greckiego wędrowca.
    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kosmiczny wedrowiec, fajnie :-)

      Usuń
    2. Autostopem przez galaktykę :) ot, co.

      Usuń
    3. No wlasnie, z tym ze w kólko ciągle :) Ale dobrze, ze bezkolizyjnie.

      Usuń
    4. I błędnik nie szaleje.jejejeje, :D

      Usuń
  9. Ja na wszelki wypadek wybieram taki sam telefon jak poprzedni. Jak nie ma to ewentualnie podobny. Nowości zajmują mnie kilka dni. Potem i tak jedynie dzwonię.
    PeeS. Mój syn w przedszkolu przeżył podobną historię, tyle, że krew się lała... I Zła Pani nie mogła nie zauważyć. brrrrrrrrr...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez bym najchetniej wziela taki sam, ale to byl stary uzywany iphone "po przodkach" a przeciez nowego nie kupie, toz to szalone ceny ma.
      A tak samo mam tez z butami i spodniami - jak sie "skończą" to bym najchetniej kupila takie same, tlko ze nigdy nie ma.

      Wielka Ciemność z tej historii była straszna, no. Wasza Zła Pani tez Kasia? ;)

      Usuń
  10. o matko 500 eurooo ja chyba śnie, tez tak mam jak Ty, ze uważam że sprzęty to nie zabawki ale użytkowe są i tak traktuję auto, słuchawki ale ostatnio coś się zmieniło, bo ostatnio pozazdrościłam moim aktorom młodym możliwości kombinowania z nagrywaniem ściąganiem aplikacji i te pe...mam teraz te cholerne kafle i sie wkurzam, bo niewiele mogę, choć zapłaciłam sporo (tysiaka) za telefon, okleiłam go z każdej strony, żeby nie podzielił losu poprzedniego, ktory zaliczył sedes a następnie podłogę i pękła szyba dotykowa co oznacza śmierć albo wymianę, za kupe kasy...i powiem Ci, ze tez bywam nieśmiała choć częściej mi się nie chce )))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooj, kochana, o tym ile mi sie nie chce, to nawet mi sie nie chce pisac, tyle tego jest :)))

      Usuń
  11. A czy rybki Diabeł również wysmażył?
    A Baran bardzo udany:-) I ciekawe co studiowała, że musiała mieć tel w takiej cenie? I czy ukonczy studia?
    A ja mam chyba podobnie z obcymi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze wysmażone rybki są w poprzednim poście (Rybki w poście, to zabrzmiało bardzo religijnie ;)
      Studiowła bodajże socjologie, tak mi się wydaje.

      Usuń
  12. Drogi Diable, jestem drugim biegunem. Telefon...cóż..mam ten najnowszy, z aktywnymi krawędziami,który można utopić w studni i przetrzymywać w zamrażarce, kupiony na dodatek dlatego, żeby odbierać gear VR. Żałuję swoich uczynków, ale raz do roku muszę popełnić totalne szaleństwo, żeby nie zwariować. Przez telefon gadać nie lubię, pisać tym bardziej...Jestem jednak grzeszna, a moim grzechem są gry, gry, gry i najnowsze technologie.
    To ja czuję, że zaczynam odstawać...mam prawie pół wieku, a jaram się wirtualnymi goglami, przeprowadzam kampanie wojenne w necie, używam e-readera, facebookuję, spotifuję, bloguję itp.Z kim mam o tym pogadać? Mam szczęście, że od 35 lat posiadam przyjaciółkę, która to wszystko rozumie, i jest taka sama. :-)widzisz? nie wiadomo komu pod górkę!
    Gwiazdozbiory cudowne...pomalujesz mi tak sufit?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam zaraz odstawac, a Borsuk chociazby to niby co, ostatnio robota bojowego w grze pomalowal w rekina i sie cieszyl jak dziecko. I dobrze z reszta. Ja nie gram, bo mnie to straszliwie nudzi, w kólko to samo robic (w sensie jak umrzesz i musisz znów od nowa caly fragment). Ale to tez dobrze, bo sie przynajmniej nie klócimy o kompa :D

      Gear VR to nawet nie mam pojecia, co to jest :)) ale e-readera mam i kocham! Bez internetu zyc mi ciezko, oj ciezko.
      Nie lubie tylko przez telefon gadac.

      Sufit powiadasz. To zmiescimy tam cala pólkule niebieska!

      Usuń
    2. No to ja jestem tez na drugim biegunie :) (musze wziac globus i popatrzec gdzie konkretnie!)
      Mam juz chwalebne 65 latek i ciagle staram sie byc na biezaco w sprawach komputerowo-internetowych - a pogadac to moge ze swoimi dziecmi, bo moje kolezanki to ani, ani :(
      Ale szajsfona kupilam najtanszego, i tylko do zabawy, nie do dzwonienia, bo dzwonie ze starenkiej malej Nokii :)))
      O dziwo moj szajsfon potrafi tez duzo, ale..... nie potrafi sam sie do pradu podlaczyc - dziwny jakis... a mowia, ze to nowoczesnosc! Powinien sam sobie kabelek w d... wciskac :)

      Usuń
    3. Moze i do tego jeszcze dojda, poczekajmy troche.
      A to nie mozesz dzwonic tez z tego nowego, nie latwiej miec wszystko w jednym? :)) Czy do tej Nokii to takie uczucie z rodzaju nigdy niegasnacych?

      Usuń

Dawaj.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...