Tęsknicie na urlopie za domem? Bo mi się nie zdarzyło ani razu. Wprost przeciwnie nawet - od razu w ostatni dzień mogłabym jechać w nowe miejsce, dalej, wyżej, głębiej, byle nie znowu do domu, pracy i szarówy codzienności, do dnia świstaka i rutyny tzw. obowiązków domowych. Choć niektóre od lat z powodzeniem ignoruję (prasowanie, mycie okien) i żyję.
Pewnie dużą rolę w tym braku urlopowej tęsknoty za domem ma fakt, że ja nie mam DOMU. Mam sypialnię, kuchnię, pokój, nie pada mi tam na głowę i mogę ugotować, spać, myć się.
Wiem, wiem, w tych czasach to wiele - ale to nie jest to prawdziwe, moje miejsce na ziemi, tylko po prostu któreś tam z kolei mieszkanie. Ubrane w maskę z "dzieł" ręców moich - ryby, kotki, domki - żeby stworzyć pozory swojskości przynajmniej na pierwszy rzut oka.
Ale wystarczy ściągnąć te parę(dziesiąt ;) obrazków, i mamy pustego, kwadratowego, białego ducha, zimnego i smutnego, oddzielonego od szarego i brzydkiego świata twardymi ścianami z grzybem, zatrzaśniętymi drzwiami, małymi oknami, brudnoszarymi zębiskami stopni w ciemnej paszczy klatki schodowej. Brzydkie mieszkanie w brzydkim miejscu ogólnie fajnej (na szczęście) dzielnicy.
A wyobrażenia o domu, takim prawdziwym, to mam takie (popuśćmy wodze fantazji, hejaaaa!) że:
Przede wszystkim otwarty na świat: na góry, morze, ocean, zieleń, błękit. Albo przynajmniej na tą zieleń i błękit.
Że cały czas jest w nim lekki przewiew, świeże powietrze w ruchu, słońce na tarasie, jego refleksy na ścianach, kot w ogrodzie, dużo roślin, sukulentowe drzewka i kaktusy w donicach, passiflora i powojniki na płocie, dziwacznie ukształtowane przez wiatr i wodę kawałki drewna i skał poukładane na schodach albo wśród roślin.
Malwy pod ścianami. Wiatrowskaz na dachu, koniecznie z rybą albo z kotem.
Trochę azulejos albo innych artystycznych kafli - ale to już szczegóły, wystrojowe zachcianki, bez tego mogę się obejść.
W takim miejscu czułabym się w domu.
Osiągnęłabym „byt nie wymagający ucieczek" jak to pięknie sformułowała mistrzyni ujmowania skomplikowanych rzeczy w proste słowa, Tove Jansson.
Takie miejsca wybieramy zawsze na urlop.
Pewnie nigdy nie będę mieć takiego domu własnego, ale po tym urlopie, z którego wróciliśmy do naszego śmierdzącego spalinami, głośnego, betonowego oceanu szarości, zimna i deszczu, jedno jest pewne: czas najwyższy znaleźć inne mieszkanie, w spokojniejszym miejscu. Tylko trochę długów różnych jeszcze pospłacać trzeba i się za to weźmiemy. Czyli za jakieś 5 lat... No cóż, JAKOŚ dam radę, skoro tyle lat już tu mieszkamy, to damy radę jeszcze jednej pięciolatce...
A na razie maluję kamienie w "wakacyjne" kotki, głównie kotki.
Albowiem któż nie kocha kotków! :}
Jak mam chwilę po pracy i po obiadokolacji, to siup, kamyczek. Nie wiem co prawda, co z nimi zrobię, ale maluję. Może magnesy? Ale nie wiem, ile nasza lodówka jeszcze udźwignie magnesów - KAMIENNYCH magnesów - żeby się nie zawaliła - można to jakoś obliczyć?
Albowiem któż nie kocha kotków! :}
Jak mam chwilę po pracy i po obiadokolacji, to siup, kamyczek. Nie wiem co prawda, co z nimi zrobię, ale maluję. Może magnesy? Ale nie wiem, ile nasza lodówka jeszcze udźwignie magnesów - KAMIENNYCH magnesów - żeby się nie zawaliła - można to jakoś obliczyć?
Wino, kobiety ryby i śpiew:
Sekcja darcia i wycia:
Prawy górny róg:
„Co jest, co jest? Zasnełem?
Już noc?! JUŻ PO KOLACJI?!!!"
"Czego chce od kotka?! Zostawi w spokoju!"
.......................................................
A jak już jesteśmy przy malowaniu kamieni, to przejdźmy płynnie do malowania kamienic - oto miasteczko Orgosolo, gdzie w centrum (choć "centrum" to naprawdę zbyt duże słowo) jest ponad 300 murali na temat głównie polityki i wolności jednostki, co związane jest z historią tego miejsca. Opisana jest ona tysiąc razy w internetach, nie będę jej tu więc powtarzać - a kto chce poczytać, to na przykład może tutaj >> Orgosolo <<
(nie liczyłam, nie, liczbę „ponad 300" podają przewodniki i informacje w samym Orgosolo)
"Niekontrolowana siła atomu zmieniła wszystko,
poza naszym sposobem myślenia, i pociagnęła nas w stronę
z niczym nieporównywalnej katastrofy" (Einstein)
Zły kapitalizm. Zły.
.......................................................
.......................................................
Ku chwale kobiety!
Nie mam nic przeciwko - szczególnie jeśli chodzi o tą,
która sobie tak wygodnie siedzi ;P
.......................................................
.......................................................
"Ciotka Elisabetta - Sybilla z Orgosolo"
Elisabetta Lovico urodziła się na początku XX wieku w Orgosolo.
Posiadała dar niechętnie widziany u kobiet w tamtych czasach:
zdrowy rozsądek oraz umiejętność wnikliwego obserwowania
i wyciągania wniosków.
(No dobra, dzisiaj też niektórzy patrzą na to z odrazą)
Szybko się uczyła na czym ten świat stoi.
Zależnosci typu biedny - bogaty, bandyci - zwykłe, dobre ludzie,
wyzyskujący - wyzyskiwany,
krótko mówiąc: Elka szybko zczaiła bazę - ale NIE pochyliła głowy,
i zawsze była po stronie słabszego.
Ludzie schodzili się do niej ze wszystkich okolicznych miejscowości
bo potrafiła podać miejsca, w których
odnajdowano zaginione / porwane osoby albo skradzione bydło.
Do tego znała się na ziołach, leczeniu ran, oparzeń, złamań i chorób.
Nie chodziła do kościoła i nie bała się kleru, twierdziła,
że oszukuje on prostych ludzi dla własnych korzyści.
Dla jednych była darem boskim, dla innych szatańskim,
a jeszcze dla innych - niewygodnym.
Umarła nagle i przedwcześnie. Miała sześcioro dzieci.
.......................................................
Ogromnie mi sie podobają te dzieciaki-kwadraciaki!
.......................................................
Ten mural był, jak dla mnie, najpiękniejszy:
Chociaż temat smutny - obok jest fragment wiersza
o obozie koncentracyjnym Joyce Lussu
„C‘è un paio di scarpette rosse":
To para czerwonych butów numer dwadzieścia cztery,
prawie nowa. Na wewnętrznej podeszwie można jeszcze
zobaczyć markę fabryki Schulze Monaco.
To para czerwonych butów
na szczycie stosu butów dziecięcych w Buchenwald (...)
.......................................................
Na pamiatkę sycylijskich syndykalistów
zabitych przez mafię w latach 40tych i 50tych.
.......................................................
.......................................................
Oooj, jak już spadną więzy,
zemsta tu będzie OKRUTNA ;)
.......................................................
Laokoon & Synowie, wersja 2.0
.......................................................
.......................................................
I znowu kwadratowe bambino,
oraz żona wyrastająca z żebra małżonka - chyba.
Choć może być też buk ojciec, syn boży
i cycaty duch święty.
.......................................................
.......................................................
Niewygodny dla mega-koncernów USA
i chilijskiej prawicy prezydent Salvador Allende.
To jego śmierć - a raczej pucz i przejęcie władzy
przez Pinocheta - skłoniła Gabriela Garcię Márqueza do napisania
„Jesieni patriarchy", pięknej i smutnej krytyki
latynoamerykańskich dyktatorów.
.......................................................
.......................................................
Mieli też imponujący (jak na skalę wioski) dział nekrologów
w formacie A3 i nawet A2:
w formacie A3 i nawet A2:
.......................................................
Był nawet Zbigniew Wodecki ;D
.......................................................
Niekonwencjonalne rozwiązania ogrodowe:
.......................................................
I bukiety lubczyku, wszędzie i co krok.
.......................................................
Domy bez murali też były niczego sobie:
No i tak to.
A na deser?
Deska serów? To może każdy.
U mnie jest deska kotów!